
Na arenie politycznej naszego kraju, na oczach wszystkich, rozgrywa się pojedynek kobiet z politykami. Żywy spór dotyczy ustawy antyaborcyjnej i swobody kobiet w decyzyjności dotyczącej bezpośrednio ich ciał i ciąż. W Sejmie chwilowe zawieszenie broni, my zadajemy pytanie – Kiedy zaczyna się człowiek? I przypominamy kontrowersyjną sprawę sprzed lat.
Z medycznego punktu widzenia
Grzegorz Południewski
Dr n. med.
Człowiekiem jesteśmy od chwili urodzenia do śmierci
Magdalena Czernicka - Baszuk
Adwokat
Może cię zainteresować także: Zmowa milczenia. Czemu lekarze nie mówią, co się dzieje z dzieckiem, które przeżyło aborcję?
Historia jednego porodu Jakiś czas temu, na jednej z plebanii gdzieś w Polsce, wydarzył się poród. Na świat przyszło dziecko księdza, syn konkretnie. Trudno powiedzieć, czy w trakcie porodu czy już przed nim, noworodek był martwy. Ksiądz ze znanych tylko sobie przyczyn nie wezwał jednak pogotowia, kiedy matka dziecka zaczęła rodzić. Wykonał ten ruch, dopiero po tym, kiedy stwierdził brak czynności życiowych u syna.
Prokuratura przez jakiś czas intensywnie przyglądała się sprawie, by w końcu orzec, że nie doszło do przestępstwa. W uzasadnieniu napisała, że nawet gdyby przyjąć, że dziecko urodziło się żywe, nie można wskazać jednoznacznie na popełnienie przestępstwa. Na podstawie opinii biegłych miała stwierdzić, że decyzja księdza w żaden sposób nie wpłynęła na stan dziecka i nie zagrażała w sposób bezpośredni jego życiu.
Najbardziej intrygujący w całej sprawie jest jednak przebieg procesu. Podczas jego trwania, pojawiały się bowiem wątpliwości dotyczące samego płodu. Pytanie, które miało zostać sformułowane przez prokuratora brzmiało więc - Od kiedy płód nazywamy człowiekiem? Odpowiedź, gdyby została doprecyzowana, miałaby kluczowy wpływ na wymiar odpowiedzialności i kary jaki zostałby ewentualnie wymierzony w stronę księdza.
W odwołaniu pojawiły się argumenty stwierdzające, że prawo karne w żaden sposób nie definiuje pojęcia „człowiek”. Wnioski prokuratory brzmiały - nie wiadomo, czy dziecko księdza w sensie prawnym było człowiekiem. Przez to nie można było zastosować wobec niego procedur jednego z artykułu kodeksu karnego. W efekcie sprawa została umorzona, ze względu na brak wystarczających dowodów.
Wystarczającym absurdem jest fakt, że ksiądz przyjmował na świat własne dziecko. Kolejnym to, że z pewnych względów tak chciał to ukryć, że nie wezwał medycznego wsparcia. Ale chyba największym jednak, cały dalszy proces i wątpliwości dotyczące istoty jaką było w tym wszystkim dziecko.
Może mój tok myślenia jest błędny, ale jeśli organizacje pro-life o mocno chrześcijańskim charakterze definiują jako człowieka, zarodek, to jak odnieść się do noworodka, które w pełnym kształcie przychodzi na świat? Czy stracił on swoją ludzką postać przez wpływ jaki wywarł na niego jego ojciec w ornacie?
