
REKLAMA
Od jakiegoś czasu w internecie pojawiają się wspomnienia wywiadu profesor Jadwigi Staniszkis, jakiego udzieliła Dziennikowi przed dziewięcioma laty. W rozmowie z dziennikarką rozliczała się ona ze swoją przeszłością ujawniając nieznane wcześniej szczegóły. Fragmenty tej rozmowy przytacza również se.pl.
To spotkanie dwóch kobiet, podczas którego znana wszystkim postać, tym razem nie komentuje obecnej sytuacji politycznej, a opowiada o sobie, jako kobiecie, partnerce. Mówi o swoich związkach, przykrych doświadczeniach z mężczyznami i samotnym rodzicielstwie.
Staniszkis uchodzi za silną kobietę i jak twierdzi, to właśnie bolesne doświadczenia z przeszłości miały na to duży wpływ: „Uderzył kilka razy. Uważał, że go zdradzam. (...) Pamiętam, że raz mnie rąbnął kluczami, aż mam bliznę, raz smyczą – też mam bliznę. Ale nie było tak, że on wracał pijany i mnie katował” – o jej przeszłości czytamy w dziennik.pl. A potem dodała: “Ten związek nauczył mnie, że mogę wszystko przetrwać.”
Dziennikarka dopytywała: “Nie czuła się pani ofiarą? - Nie. Analizując całą sprawę, dochodziłam do wniosku, że jednak to ja jestem górą. To był człowiek, który zapijał się na śmierć, marnował swoje zdolności, był głęboko nieszczęśliwy. Ja też marnowałam swoje zdolności, ale przynajmniej nie piłam(…). Nie wiem, czy faktycznie byłam wobec niego górą, ale potrafiłam to sobie wmówić, i nie cierpieć. Ten związek nauczył mnie, że mogę wszystko przetrwać”.
Dlaczego się na to godziła tyle lat? Dlaczego jej to nie przeszkadzało? „Na niektóre sprawy umiałam po prostu nie reagować, i dzięki temu czułam się bezpieczniejsza. Byłam jak trzcina, która się ugina, ale nie łamie” – dodała w rozmowie z 2007 roku.
Może cię zainteresować także: Nie musi cię bić, żeby cię ranić. 10 faktów o przemocy werbalnej, które mogą dotyczyć również ciebie
Twierdzi, że nie czuła się ofiarą przemocy, nie czuła się więźniem w chorym związku. W pewnym momencie była raczej znudzona, bo tak to określa, a potem zmęczona. Wtedy zakończył się jej związek z Ireneuszem Iredyńskim. A może z perspektywy czasu widzi to inaczej?
Wyraziła również swoje zdanie o polskich mężczyznach, którzy kompletnie sobie nie poradzili z odnalezieniem się w rzeczywistości po komunizmie:
„Kobiety nie były traktowane zupełnie poważnie. Natomiast mężczyzn polska historia wepchnęła w kulturę gestu bez myślenia o konsekwencjach. Kobiety (…)są przyzwyczajone do życia w kilku przestrzeniach o odmiennej logice równocześnie: w domu, pracy – a taki jest właśnie nowoczesny świat. Mężczyźni są przerażeni tym, że nie dorastają do obowiązków, które na nich nakłada transformacja. Pchają się do władzy, a potem nie potrafią odejść, bo nic innego nie umieją, a już przyzwyczaili się do swojej pozycji społecznej. I tacy szukają kobiet, w których oczach będą kimś. A sami tych kobiet nie szanują”.
