Pokolenie Z, czyli dzieciaki, których ulubionym placem zabaw jest Facebook i YouTube.
Pokolenie Z, czyli dzieciaki, których ulubionym placem zabaw jest Facebook i YouTube. Prawo autorskie: zigf / 123RF Zdjęcie Seryjne

REKLAMA
“Mamo, dzisiaj nie chcę tabletu” Uwierzyłabyś, gdyby te słowa wypłynęły z ust twojej pociechy? Założę się, że słysząc je, zrobiłabyś oczy wielkie jak pięciozłotówki i zaczęłabyś doszukiwać się w tym jakiegoś podstępu: “Pewnie czegoś chce!” Wcale ci się nie dziwię. Ostatnio byłam postawiona w podobnej sytuacji i również zareagowałam zdziwieniem. Myślałam, że to żart. Nie było w tym jednak nic śmiesznego.
Generacja Z, czyli dzieci ze smartfonem w dłoni
Uznaliśmy, że generacja Z, czyli dzieciaki urodzone po 2000 roku, to pokolenie dorastające pod wpływem smartfonów i tabletów. Wydaje nam się, że Facebook i YouTube to ich ulubiony plac zabaw. Narzekamy, że współczesne maluchy wolą zrobić sobie selfie, zamiast pograć w piłkę. Nie potrafią ze sobą rozmawiać, bo wolą czatować na Messengerze. Mamy obawy, że wyrosną na dziwaków, odizolowanych od prawdziwego życia, nieszczęśliwych i niezdolnych do zbudowania dobrych relacji z innymi ludźmi. Jesteśmy w swoich ocenach bardzo surowi. Staramy się jakoś zaradzić cyfryzacji naszych dzieci. Wyliczamy im minuty spędzone przed ekranem i ostrzegamy przed zagrożeniami czyhającymi w sieci. Mówimy, że internetowy chaos je ogłupia. Jesteśmy w błędzie.
Twoje dziecko wcale nie lubi Facebooka tak bardzo, jak ci się wydaje
Nie doceniamy naszych dzieci. Wydaje nam się że ślepo wyznają “Face-boga”, podczas gdy one tak naprawdę są świadome minusów zakładania profili na portalach społecznościowych. Choć trudno nam w to uwierzyć, niektóre z nich wolą się na nich pojawiać. Unikają publikowania zdjęć i nie chcą być nagrywane na filmikach. Uważnie wybierają, co chcą opublikować i wbrew pozorom, wcale im nie imponuje śmieciowa treść, którą można znaleźć w sieci. Wystrzegają się hejtu. Uwierz mi, naprawdę.
Ostatnio odwiedziłam obóz sportowy organizowany dla dzieci nad morzem. Spędziłam kilka dni z maluchami w wieku od 6 do 13 lat. Miałam okazję im się przyjrzeć, porozmawiać, wysłuchać. Dowiedziałam się rzeczy, które prawdopodobnie nie śniły się większości rodziców.

Eryk: “W życiu nie założę Fejsa”

Dzieciaki siedzą w grupie na murawie boiska. Jedno z nich nagrywa im wszystkim filmik. “Wysyłamy snapa do kolegi, który się rozchorował i nie mógł pojechać na obóz” - tłumaczą. Ekscytują się przy tym niezmiernie, ponieważ aplikacja o nazwie Snapchat udostępnia funkcje umożliwiające zamianę twarzy lub dodanie śmiesznych efektów specjalnych. Dołączam do nich i wspólnie śmiejemy się z naszych filmowych tworów. Spontanicznie pytam chłopca, który siedzi obok mnie “Wolisz Snapchata czy Facabooka?” “Ja nie mam Face’a.” - odpowiada. W pierwszym momencie pomyślałam sobie, że pewnie rodzice maczali w tym swoje palce. “Dlaczego?” - zapytałam. 8-latek odpowiedział: “Założyłem sobie tam konto, ale skasowałem. To znaczy ono tam jest, ale nie ma foty. Fejs jest wkurzający. Nie lubię jak mnie oznaczają na jakiś dziwnych zdjęciach. Poza tym często jak coś wrzucałem, to tacy chłopacy, co mam z nimi kosę, pisali jakieś głupoty. Nie lubię takiego hejtu. Czasami sobie tam oglądam fotki znajomych, ale sam nic nie wrzucam”. Uśmiechnęłam się i powiedziałam: “Wiesz Eryk, zgadzam się z Tobą”. “A Pani ma fejsa?” - zapytał. “Mam - powiedziałam - chociaż nie przemyślałam tego, tak dobrze jak ty”.

Monika: “Nie chcę, żebyś mnie nagrywał.”

Jesteśmy na plaży. Dzieciaki wbiegają do lodowotej wody (naprawdę nie wiem, jak one to robią). Mój znajomy wyciąga telefon chcąc uwiecznić tę wakacyjną zabawę. Jedna z dziewczyn, najstarsza, jest już nastolatką i na widok telefonu protestuje: “Ejjjj, nie nagrywaj!” po czym wbiega z powrotem na piasek, okrywa się ręcznikiem i siada przy mnie. Śmiejemy się wspólnie z wygłupów jej kolegów, którzy zostali w wodzie. “Co jest Monia, nie masz już ochoty na kąpiel?” - zapytałam. 14-latka odpowiedziała, że nie chce być nagrywana. Opowiedziała mi historię swojej koleżanki. Podczas zajęć na basenie chłopacy nagrali filmik, jak zjeżdżała ze zjeżdżalni wodnej. Pech chciał, że akurat podczas filmowanego zjazdu przesunął jej się biustonosz stroju kąpielowego... Film trafił na YouTube. Mimo, że był obecny na portalu tylko pół godziny, a po interwencji rodziców nastolatki dziś już nie ma po nim ani śladu, dziewczynka bardzo to przeżyła. “Już nie chodzi z nami na zajęcia na basenie.” - mówi Monika, a później dodaje: “Wiesz, lepiej uważać jak ktoś kręci filmiki, bo to nigdy nie wiadomo. Obiecują, że nigdzie tego nie wrzucą, a później i tak to robią. Ja tam wolę, żeby po prostu nikt mnie nie nagrywał, bo ludzie są czasem strasznie wredni.”

Fabian: “Widziałam ten filmik, jest słaby. Nie warto oglądać takich głupot.”

Dzieciaki siedzą na stołówce. Kelnerki jeszcze nie zaczęły roznosić dań, więc na razie maluchy skupiły wzrok na swoich telefonach. Jeden z chłopaków nagle wykrzykuje “Ej patrzcie na to, ale beka!”. Wszyscy zerkają na ekran jego tabletu. Patrzę im przez ramię. Na filmie jest chłopak, który wciąga makaron nosem. “Widziałem to już kiedyś. Ale durne, weź to wyłącz.” - powiedział jeden z kolegów. Niektórzy się zaśmiali, puścili filmik jeszcze raz, po czym ktoś przytaknął “No głupie, ale śmieszne.” W tym momencie jedna z pań postawiła na stole wazę z zupą pomidorową z makaronem. Pomyślałam, że przeprowadzę eksperyment i nieco ich sprowokuję “No i co, ktoś spróbuje zrobić tak, jak na tym filmie?” “W życiu!” - odpowiedzieli zgodnie.
Świadome dzięki doświadczeniu
To prawda, że dzieciaki z pokolenia Z jedną nogą stoją w świecie wirtualnym, drugą - w rzeczywistym. Nowe technologie to dla nich chleb powszedni. Już 2-latki intuicyjnie wiedzą, co robić, gdy wręczy im się smartfon do ręki - uderzają palcem w ekran i cieszą się, gdy zaświeci się w odpowiedzi. Jestem zwolenniczką tego, by jak najpóźniej udostępnić dziecku urządzenia elektroniczne, ale jednocześnie twierdzę również, że powinniśmy pogodzić się z faktem, iż internet prędzej czy później stanie się placem zabaw dla naszego dziecka. Mlauchy, dzięki temu że dorastają pod wpływem nowej technologii, potrafią się z nią obchodzić lepiej, niż nam się wydaje. Uczą się na doświadczeniu - swoim i kolegów. Obserwują mechanizmy, według których działa internetowa machina. Sprzeciwiają się jej mankamentom. Robią to intuicyjnie, ale również dzięki wsparciu z rodziców. Każde z wyżej wymienionych dzieci powiedziało mi, że mama i tata wiedzą o ich kontach na portalach społecznościowych. Dzieciaki te przyznają, że nie pokazują tacie i mamie wszystkich treści, ale temat Facebooka czy YouTube’a nie jest tabu w ich domach. Niektóre z maluchów mówiły: “Mama powiedziała, żeby uważać.” albo “Tata mnie ostrzegał.”
To kolejny dowód na to, że w przypadku rodzicielskich obaw najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa, a nie zakazy. Nasze dzieci nie dają się ogłupić. Są bardziej świadome zagrożeń, niż nam się wydaje.