Prawo autorskie: sakkmesterke / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: sakkmesterke / 123RF Zdjęcie Seryjne
Reklama.
Każdy rodzic snuje wyobrażenia o tym, jak będzie wyglądało życie jego dziecka w przyszłości. Fantazjujemy sobie jaki będzie jego talent, kim zostanie, gdzie zamieszka, w kim się zakocha. Wszystkim z nas marzy się jedno: aby maluch w dorosłym życiu był szczęśliwy. Pragniemy mu w tym pomóc i przygotować do czekających go wyzwań. Nie każdy z nas robi to dobrze. Wielu przekracza niewyraźną granicę między wychowywaniem, a hodowaniem małego człowieka.
Wiem, brzmi to przerażająco. Hoduje się rośliny, zwierzęta, ale nie ludzi prawda? Jeśli jesteś oburzona przyrównaniem wychowania dziecka do hodowli, bardzo mnie to cieszy. Dosadnie i szybko uświadomiłam Ci, że tego się po prostu nie robi.
W jaki sposób hoduje się małych ludzi? Zwykle proces ten jest nieuświadamiany. Rodzice hodujący, a nie wychowujący swoje maluchy, myślą, że robią wszystko co najlepsze dla ich dziecka. Kieruje nimi pragnienie, by pociecha była szczęśliwa, osiągnęła w życiu sukces, zaszła jak najdalej. Nie mają złych zamiarów. Motywacja jest w pełni właściwa, nieodpowiedni jest sposób działania. Największym błędem popełnianym przez rodziców hodujących swoją latorośl, jest przekonanie, że to oni wiedzą najlepiej, co zapewni dziecku powodzenie w życiu. Oczywiście, rodzic w pewnym stopniu powinien wskazywać maluchowi dobrą drogę - nauczyć go odróżniać dobro od zła, doradzać w podejmowaniu decyzji, chronić przed niebezpieczeństwem. Jego rola powinna jednak przypominać postać życiowego towarzysza - doradcy. Pod żadnym pozorem nie powinien on być autokratą dyktującym co maluch powinien robić oraz w jaki sposób.
Hodujący rodzice mają tendencję do bycia znawcą tego, co dla dziecka najlepsze. Przykładowo, oni są święcie przekonani, że ich pociecha powinna w przyszłości zostać lekarzem. Twierdzą również z całą pewnością, że tenis będzie bardziej odpowiednim sportem dla ich syna, niż sztuki walki. Hodująca mama jest pewna, że jej córce jest do twarzy w zielonym, a nie w różowym. Nie mają również wątpliwości, że ich dziecko będzie lepsze w matmie niż w historii, powinno chodzić do szkoły muzycznej, zamiast na zajęcia plastyczne i oczywiście kolegować się z Frankiem, a nie z Maćkiem. W hodowli dzieci nie ma miejsca na preferencje małego człowieka. Rodzice działają zgodnie z opracowanym przez siebie planem. Mają autorską recepturę na szczęśliwe życie dziecka.
Rodzice hodujący pragną dziecka ze swoich marzeń. Są ambitni na wyrost. Chcą mieć dziecko idealne. Pomysł taki może rodzić się z różnych powodów: są perfekcjonistami, mają niespełnione aspiracje lub chorobliwie porównują siebie i swoich bliskich do innych, najczęściej typowych “rodzin z obrazka”. Taki rodzic ma ułożony plan “hodowli” dziecka już w momencie jego narodzin. Dokładnie wie, jaką zastosuje dietę, aby rozwój malucha był optymalny, wybrał już przedszkole, szkołę, ba, zastanawia się nad studiami. Wie również na jakie zajęcia dodatkowe pośle pociechę tak, by rozwijać w nim daną umiejętność od najmłodszych lat. Choć mogłoby się wydawać, że taka osoba jest po prostu rodzicem odpowiedzialnym, w rzeczywistości jest ona dorosłym niewsłuchującym się w potrzeby malucha. Fajnie, jeśli marzenia rodziców pokrywają się z pragnieniami dziecka. Nigdy nie powinny one jednak ich zagłuszać. Rodzice pragnący dziecka z marzeń są niezwykle “spięci”. Wciąż zastanawiają się co jeszcze można by poprawić i czego nie przegapić. Bardzo dużo wymagają od swojego dziecka. Często nie chwalą go za same starania. Liczy się dla nich tylko sukces, osiągnięty cel. 4 nie jest dobrą oceną, do zaakceptowania jest 5, ale najlepiej, by była to jednak 6. Wynik najwyższy na skali - uff, można spać spokojnie.
Rodzice hodujący często chcą wyhodować człowieka innego niż oni sami. Nieustannie przyrównują malucha do siebie. Kieruje nimi na pozór niewinna, a wręcz wydawałoby się, że opiekuńcza motywacja “Chcę, by miało lepiej niż ja”. Jeśli tak myślisz, zastanów się czy Twoje dziecko chce być od Ciebie lepsze. Czy ono w ogóle pragnie tego co Ty? Być może dla niego Twój zawód elektryka, nauczyciela czy finansisty wcale nie jest taki zły? Każdy dorosły czegoś żałuje, ma niespełnione marzenia lub niemożliwe do zrealizowania aspiracje. Bardzo często przekłada je na swoje dziecko. Pociecha jest jego nadzieją na odzyskanie straconej szansy lub odpracowanie popełnionych błędów. Malec staje się realnym narzędziem w rękach rodzica do nadrobienia straconych lat. Pamiętaj, że dziecko ma swoje życie i nie jest ono wcale przedłużeniem Twojego.

Rodzice hodujący mogą być zaślepieni nienawiścią do byłego partnera. Nie dla wszystkich los przygotowuje scenariusz uwzględniający rodzinną sielankę. Wiele par rozchodzi się, część z nich w ogromnej kłótni. Niektórzy dorośli nie zdążą nawet zawiązać porządnej relacji zanim pojawi się dziecko. Wtedy przestraszone mamy hodują dziecko w myśl zasady “Oby tylko nie był taki, jak jego ojciec”. Doszukują się w maluchu cech byłego partnera. Próbują tak pokierować jego życiem, aby nie był on w żadnym fragmencie podobny do swojego taty. Zabraniają mu aktywności, których podejmował się ojciec. Doszukują się cech charakteru odziedziczonych po drugim rodzicu, próbują wymazać dostrzegane, niekoniecznie istniejące w rzeczywistości, podobieństwa.
Rodzice hodujący stosują klosz. Wychowywanie może zamienić się w hodowanie, jeśli rodzic za bardzo boi się o to co może spotkać jego dziecko. Jest on mówiąc wprost - nadopiekuńczy. Manipuluje środowiskiem, w którym wychowuje się dziecko. Ułatwia maluchowi życie, broni go przed wszystkim, nie pozwala na wyzwania, nie dopuszcza do błędów. Hoduje człowieka niedostosowanego do warunków panujących poza domową szklarnią. Kiedyś trzeba będzie zdjąć klosz. Latorośl zacznie wtedy więdnąć...