
Może cię zainteresować także: Dziewczynka wypadła z karuzeli. Smutny sezon na wesołe miasteczka rozpoczęty
Na łamach "Expressu Ilustrowanego" pan Mirosław, który miał feralnego dnia obsługiwać diabelski młyn [powiedział] - Podniósł się okropny rwetes, krzyczały dzieci, które z ojcami były na górze, a z dołu ich przerażone matki - opowiada na łamach prasy. Twierdzi on, że maszyna jest w fatalnym stanie technicznym: do niebezpiecznych sytuacji ma dochodzić "co jakiś czas", ponieważ lina krzywo nawija się w maszynie i co jakiś czas wypada z prowadnicy. - Urządzenie ma też słaby silnik i hamulec. Gdy jest przeciążone, koło się cofa i lina wypada. Strach pomyśleć, co może się wtedy stać z ludźmi w gondolach - podkreśla pan Mirosław.(...) - Ten człowiek lubi wypić, w poniedziałek pojawił się pijany w pracy i go wyrzuciłem. Według naszych ustaleń, do incydentu doszło z jego winy - atakuje Zdzisław Trzebiński. Pracownik odbija piłeczkę podkreślając, że został przyjęty do pracy jako ślusarz, a nie operator niebezpiecznych zabawek.
