Prawo autorskie: maciejbledowski / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: maciejbledowski / 123RF Zdjęcie Seryjne

REKLAMA
"O matko! Trzy osoby wyleciały z karuzeli, słyszałaś? To jakiś dramat. Dobrze, że moje dziecko jest jeszcze małe i nie pali się do korzystania z takich atrakcji. Mam nadzieję, że tak mu zostanie. Przynajmniej będę się starała mu wpoić, że to niebezpieczne i jakie straszne wypadki w takich miejscach się zdarzają. A te szybkie kolejki, diabelskie młyny - mnie to przeraża. Jakby takie coś się zepsuło z moim dzieckiem w środku? Te miasteczka są już bardziej diabelskie, jak te młyny, niż wesołe". - opowiedziała mi koleżanka.
Przesada? Sprawdziłam informację, którymi podzieliła się ze mną znajoma. W obliczu tych doniesień, nawet jej się nie dziwię. Rodzice, na tyle ile potrafią, chcą zapewnić bezpieczeństwo swoim dzieciom. Na pewne rzeczy i tak nie będą mieć wpływu, ale uświadamiać, tłumaczyć, ostrzegać, zawsze warto.
Sytuacja miała miejsce w krakowskim wesołym miasteczku. Jak informuje tvn24.pl, wśród poszkodowanych było dwoje dzieci, w wieku 8 i 12 lat, oraz osiemnastolatka. Wszyscy wypadli z siedzeń i wylądowali na podeście i trawie. Policja małopolska uspokaja, twierdząc, że była to nie duża prędkość i wysokość (2 metry). Świadkowie wypadku mówią, że słuchać było piski, krzyki, że po każdym okrążeniu wypadała kolejna osoba.
Poszkodowani trafili do szpitala, a karuzela została zamknięta. Na szczęście cała trojka była przytomna i nie odniosła poważnych obrażeń. Po wstępnym oględzinach pracownika dozoru technicznego, przyczyna jest niewiadoma.
Kilka dni temu pisaliśmy o stanie technicznych, oraz dość "sędziwym" wieku niektórych karuzeli objeżdżających nasz kraj. Jak widać, mają miejsce sytuacje, które zdają się potwierdzać te informację. Niestety.
Ponad rok rok temu w łódzkim lunaparku zepsuł się diabelski młyn. Stanął z kilkunastoma osobami w gondolach. Jego koło ma kilkanaście metrów średnicy, a pracownicy musieli ręcznie zacząć ją obracać, żeby ludzie po kolei mogli zacząć z niej wysiadać. Przedstawiciel wesołego miasteczka tłumaczył, że to nic takiego i że szybko uporali się z naprawą, ale to, co po wydarzeniu opowiedział pracownik, przeraża:
tvn24.pl

Na łamach "Expressu Ilustrowanego" pan Mirosław, który miał feralnego dnia obsługiwać diabelski młyn [powiedział] - Podniósł się okropny rwetes, krzyczały dzieci, które z ojcami były na górze, a z dołu ich przerażone matki - opowiada na łamach prasy. Twierdzi on, że maszyna jest w fatalnym stanie technicznym: do niebezpiecznych sytuacji ma dochodzić "co jakiś czas", ponieważ lina krzywo nawija się w maszynie i co jakiś czas wypada z prowadnicy. - Urządzenie ma też słaby silnik i hamulec. Gdy jest przeciążone, koło się cofa i lina wypada. Strach pomyśleć, co może się wtedy stać z ludźmi w gondolach - podkreśla pan Mirosław.(...) - Ten człowiek lubi wypić, w poniedziałek pojawił się pijany w pracy i go wyrzuciłem. Według naszych ustaleń, do incydentu doszło z jego winy - atakuje Zdzisław Trzebiński. Pracownik odbija piłeczkę podkreślając, że został przyjęty do pracy jako ślusarz, a nie operator niebezpiecznych zabawek.

Po kontroli w lunaparku tvn24.pl dotarło do niepokojących informacji. Cztery urządzenia otrzymały negatywną opinię, a więc nie powinny być w ogóle używane. Musiało dojść do poważnej awarii karuzeli, by przedstawiciele Urzędu Dozoru Technicznego sprawdzili i odkryli wady innych atrakcji miasteczka.

Źródło: tvn24.pl, tvn24.pl