Fot. Pexels / [url=https://static.pexels.com/photos/54566/pexels-photo-54566.jpeg]Michael Fertig[/url] / [url=https://www.pexels.com/photo-license/]CC[/url]
Fot. Pexels / [url=https://static.pexels.com/photos/54566/pexels-photo-54566.jpeg]Michael Fertig[/url] / [url=https://www.pexels.com/photo-license/]CC[/url]

Było huczne wesele. Takiego w naszym mieście chyba jeszcze nie było - opowiada mi znajoma - ale oni są bogaci, tzn. On się szybko dorobił. Nie kombinując, a ciężką pracą. Miał zawsze głowę pełną pomysłów i smykałkę do interesów, a ona pochodzi z dość zamożnej rodziny.

REKLAMA
Sielanka nie trwała jednak zbyt długo. On dużo latał po świecie - do tej pory tak robi, ale taką ma pracę - co naturalnie budziło niepokój żony. Przystojny, młody, bogaty - zawsze dużo kobiet się nim interesowało. Szybko odkryła, że ma kochankę. Pewnie nie jedną. Sądziła jednak, że pewnie to kobieta z drugiego końca świata - bardzo się pomyliła...
Najśmieszniejsze jest to, że mimo tej wiedzy, nie zrobiła nic. Od ślubu minęły jakieś dwa lata, o co najmniej od roku nie było już chemii miedzy nimi. Naturalne jest to, że gdy emocje opadają, dochodzi rutyna, codzienność (ich nie była wcale taka szara) to sytuacja w związku się zmienia. Ona to wiedziała, ale czuła, że to coś więcej. On właściwie "bywał" w domu, a nie mieszkał. Powiedziała mi kiedyś, że już przed ślubem liczyła się z tym, że może ją zdradzać... Byłam w szoku, to po co to wszystko? Bo chyba nie dla kasy? Nie ona! Twierdziła, że go kocha, że teraz każdy każdego zdradza, albo może się zdarzyć każdemu, że właściwie nic do tego nie ma, to ze sobą chcą być trwale, do końca, bo w małżeństwie nie tylko o seks chodzi, po prostu lubią być ze sobą w każdej sytuacji, są też przyjaciółmi, dlatego zdradę dla samego seksu dopuszcza i nie będzie robić z tego wielkiego "halo".
Była w trzecim miesiącu ciąży gdy miała pewność, że istnieje inna kobieta. Nie wiem jak się dowiedziała. Może zobaczyła coś w telefonie, ale wstydziła mi się przyznać, że szperała w nim? Nie mam pojęcia. Powiedziała mi tylko że on ma inną. Zaczęło do niej docierać, że to nie jest tylko dziewczyna z którą umawia się "na bzykanie", że łączy ich coś więcej - i to było trochę bolesne. Trochę. To też ją uderzyło. "Chyba go już po prostu nie kocham...", tak mi powiedziała - kontynuuje moja znajoma. Oczywiście była przygnębiona, czuła się oszukana. W najgorszych scenariuszach nie sądziła, że mężczyzna, który ślubował jej dozgonną miłość, już dwa lata po sakramentalnym TAK, będzie miał drugi związek na boku. Zwłaszcza, że niedługo na świat ma przyjść ich pierwsze dziecko... Czuła, że nie będzie mogła tak żyć. Z jednej strony zastanawiała się nad tym, że pozbawi je rodziny, że nie będzie wiedziało czym jest pełna, kompletna rodzina, mam i tata razem. Ale chyba ważniejsze, to nie żyć w kłamstwie. I tak nie widziałoby miłości między rodzicami. W pewnym momencie zaczęła się bać o przyszłość swoją i dziecka.
Dała mi jasno do zrozumienia, że przyzwyczaiła się do poziomu na jakim żyje. Nie wyobrażała sobie, że jako samotna matka z dzieckiem musiałaby jeszcze borykać się z problemami typu: Czy starczy nam kasy do pierwszego? Zwłaszcza, że od dawna nie pracowała na własny rachunek, tylko pomagała w firmach męża. Poza tym, jej mąż należy do tych zdecydowanych i nieustępliwych oraz nieprzewidywalnych. Nie wiedziała, czy by jej pomagał, płacił alimenty? Czy bardziej miałby wyrzuty sumienia, poczucie winy za zdradę i rozpad małżeństwa? A może wypierałby się zdrady i się na niej mścił i ją obarczał winą?... I tak miesiące mijały, brzuszek rósł a ja widziałam ich kilka razy - kontynuuje moja koleżanka- Zawsze uśmiechnięci, widziałam jak wspólnie robili wyprawkę dla dziecka.
Domyśliłam się, że ona nadal ukrywa to przed nim. Udaje, że wszystko jest jak dawniej. Nie wiem czy ja bym tak potrafiła, no i w sumie to po co? Może jej było jakoś łatwiej, skoro już biorąc ślub zakładała, że takie sytuacje mogą się wydarzyć, a może tak bardzo bała się "biedy" ? Prawdziwie biedna by nie była, ale dla niej pewnie byłaby to duża różnica. Potem, gdy na nią patrzyłam, pomyślałam, że chyba nadal go kocha. Może liczyła na to, że skoro niedługo poród, to on zapomni o tamtej? Przecież dzieją się takie rzeczy, że ludzie w pewnym momencie się "ogarniają", a dziecko jest mocnym impulsem, żeby zrozumieć co jest w życiu najważniejsze.
Spotkałam ją dopiero 4 miesiące po porodzie i poznałam od razu jej córeczkę. Odeszła od męża. Oczywiście byłam ciekawa jak się czuje i jak minął poród? I wtedy mi opowiedziała, jak to poród zmienił jej życie. Maż miał być z nią, chociaż ona nie chciała, ale on nalegał. Ostatecznie, cała akcja zaczęła się na 2,5 tygodnia przed terminem, a mąż był na innym kontynencie. Wszystko zaczęło się z dala od domu, była w odwiedzinach u znajomych i działo się to na tyle szybko, że bała się jechać taki kawał drogi do swojego, wybranego wcześniej szpitala. Wszystko odbyło się sprawnie i bez komplikacji. Ale nawet szkoda jej było, że nie było przy niej męża. Potem trafiła na salę poporodową, w której były młode mamy, o dzień lub dwa bardziej doświadczone od niej, więc wymieniały się opiniami, radami, pomagały sobie.
Tak minęło kilka pierwszych godzin. Ale jedna z nich była dość powściągliwa od początku, trochę jej unikała. Ona również urodziła przed orientacyjnym terminem, ale tylko o tydzień. Gdy udało jej się w końcu połączyć z mężem, ten skakał z radości z powodu córki, ale był też zły, że nie mógł z nią być. Ale gdy powiedziała w jakim jest szpitalu i jakie fajne dziewczyny ma w sali - wyczuła że coś jest nie tak. W nocy, koleżance z łóżka obok zadzwonił telefon, moja znajoma nie mogła zasnąć, zastanawiała się co ma teraz zrobić? Czy mąż zostawił tamtą kobietę? Gdy nagle usłyszała jego głos! W telefonie tamtej dziewczyny! W sali była grobowa cisza i zanim dziewczyna wyszła na korytarz, usłyszała go przez ułamek sekundy. W pierwszej chwili pomyślała, że zwariowała, ale na drugi dzień tak drążyła i męczyła dziewczynę, że ta zaczęła przepraszać i wszystko potwierdziła... Mnie zamurowało. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co ona czuła w tamtym momencie - kontynuuje moja znajoma. Powiedziała mi tylko, że naturalnie była wściekła, ale szkoda jej się zrobiło dzieci... Oczywiście szok był ogromny, ale widocznie tak miało być. W jednym momencie dowiedziała się wszystkiego i wszystko się zmieniło.
Opowiedziała mi, że nie odeszła od męża, a rozstali się w zgodzie i że była to wspólna decyzja. Że nie krzyczała, nie płakała... Nawet ją podziwiam - mówi moja koleżanka. Wszystko zakończyło się na jej warunkach i to, czego się dorobili jako małżeństwo - zostawił jej i córce. Do tego stwierdziła, że jest świetnym ojcem i zdradziła mi, że chciałaby żeby przyrodnie rodzeństwo się poznało, jej córeczka i tamten chłopiec ze szpitala, ale jeszcze nie teraz...