
Konferencja Episkopatu Polski wydała komunikat, w którym apeluje o zaostrzenie polskiego prawa dotyczące aborcji (które i tak jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie). I nie byłoby w tym niczego dziwnego, wszak nie jest tajemnicą, że dokonywanie aborcji jest niezgodne z nauką Kościoła Katolickiego. Problem polega jednak na tym, że władze państwowe skłonne są potraktować głos episkopatu jako przyczynek do zmiany prawa. Z całkowitym pominięciem głosów płynących ze środowisk kobiecych.
REKLAMA
I można odnieść wrażenie, że taki stan rzeczy wywołał falę obudzenia wśród Polek i Polaków. Tylko czy to ma jakiekolwiek znaczenie? I czy ci, którzy dzisiaj zaciekle protestują przeciwko ingerencji kościoła w tworzenie prawa nie przyczynili się do obecnego stanu rzeczy?
Kto należy do Kościoła Katolickiego?
Odpowiedź wydaje się prosta: katolicy. Wierzą w Boga, regularnie chodzą do kościoła, w życiu osobistym kierują się naukami Kościoła. Kto nie należy do Kościoła Katolickiego? Ateiści, wierzący otwarcie pozostający poza Kościołem, osoby innych wyznań – nie chodzą do kościoła, w życiu osobistym nie kierują się jego naukami i wartościami, bo się z nim nie identyfikują. Jest też trzecia grupa. Pewnie podpadnę wielu osobom, ale nazwę ją tak: schizofrenicy. Wierzą w Boga lub nie, do kościoła jednak nie chodzą, jego nauki nie są im bliskie. Wyrzeczenie się seksu przedmałżeńskiego? Rezygnacja z antykoncepcji? No nie żartujmy, żaden ksiądz nie będzie nam gadał, co mamy robić. Wizyta duszpasterska po kolędzie? No akurat przypadkiem (mrugnięcie oczkiem) w domu nas nie było, ha ha. Jeszcze nam księdza w domu brakowało! My jesteśmy nowocześni, od kościoła trzymamy się jak najdalej. No chyba że chcemy wziąć ślub, albo rodzi się dziecko, to jest zupełnie inna sytuacja.
Odpowiedź wydaje się prosta: katolicy. Wierzą w Boga, regularnie chodzą do kościoła, w życiu osobistym kierują się naukami Kościoła. Kto nie należy do Kościoła Katolickiego? Ateiści, wierzący otwarcie pozostający poza Kościołem, osoby innych wyznań – nie chodzą do kościoła, w życiu osobistym nie kierują się jego naukami i wartościami, bo się z nim nie identyfikują. Jest też trzecia grupa. Pewnie podpadnę wielu osobom, ale nazwę ją tak: schizofrenicy. Wierzą w Boga lub nie, do kościoła jednak nie chodzą, jego nauki nie są im bliskie. Wyrzeczenie się seksu przedmałżeńskiego? Rezygnacja z antykoncepcji? No nie żartujmy, żaden ksiądz nie będzie nam gadał, co mamy robić. Wizyta duszpasterska po kolędzie? No akurat przypadkiem (mrugnięcie oczkiem) w domu nas nie było, ha ha. Jeszcze nam księdza w domu brakowało! My jesteśmy nowocześni, od kościoła trzymamy się jak najdalej. No chyba że chcemy wziąć ślub, albo rodzi się dziecko, to jest zupełnie inna sytuacja.
Może zainteresować cię także: Internautka rozkłada na łopatki ustawę antyaborcyjną Prawa i Sprawiedliwości. Mocne!
Ślub kościelny być musi
To oczywiste w przypadku osób wierzących, regularnie chodzących do kościoła. Tyle tylko, że nie tylko oni śluby kościelne biorą. Niestety mnóstwo osób niewierzących, wątpiących, bądź wierzących i odżegnujących się od Kościoła Katolickiego na co dzień też. Przyczyny zazwyczaj są dwie. Po pierwsze głębokie przekonanie, że ślub w kościele jest ładniejszy, ważniejszy od cywilnego, zgodny z tradycją, a przez to wyższej rangi. Po drugie: co ludzie powiedzą? Co na to rodzice? Przecież płacą za huczne wesele, to mają prawo głosu. Co na to babcia? Nie, ona ślubu innego niż kościelny by nie przeżyła. Co no ta ciotki? Wujkowie? Sąsiedzi? Zatem młodzi biegają na nauki przedmałżeńskie, po godzinach podśmiewają się, że to takie nieżyciowe i grzecznie wypełniają swoje powinności wobec Kościoła, z którego na co dzień co najwyżej sobie żartują.
To oczywiste w przypadku osób wierzących, regularnie chodzących do kościoła. Tyle tylko, że nie tylko oni śluby kościelne biorą. Niestety mnóstwo osób niewierzących, wątpiących, bądź wierzących i odżegnujących się od Kościoła Katolickiego na co dzień też. Przyczyny zazwyczaj są dwie. Po pierwsze głębokie przekonanie, że ślub w kościele jest ładniejszy, ważniejszy od cywilnego, zgodny z tradycją, a przez to wyższej rangi. Po drugie: co ludzie powiedzą? Co na to rodzice? Przecież płacą za huczne wesele, to mają prawo głosu. Co na to babcia? Nie, ona ślubu innego niż kościelny by nie przeżyła. Co no ta ciotki? Wujkowie? Sąsiedzi? Zatem młodzi biegają na nauki przedmałżeńskie, po godzinach podśmiewają się, że to takie nieżyciowe i grzecznie wypełniają swoje powinności wobec Kościoła, z którego na co dzień co najwyżej sobie żartują.
No dobrze, jesteśmy już po ślubie, na świat przychodzi dziecko
A skoro jest dziecko, to musi być chrzest. I nic to, że świeżo upieczeni rodzice od własnego ślubu w kościele nie byli. Nawet się raz nie pomodlili. Ale przecież chrzest być musi. Bo wszyscy robią, bo rodzina czeka, bo co babcie powiedzą. Zaczyna się bieganina, poszukiwanie potencjalnych rodziców chrzestnych (No stary, znam takiego księdza, co da ci papier bez spowiedzi!), organizacja imprezy. Po wszystkim znów można do woli podśmiewać się z Kościoła. Aż do Pierwszej Komunii Świętej dziecka.
A skoro jest dziecko, to musi być chrzest. I nic to, że świeżo upieczeni rodzice od własnego ślubu w kościele nie byli. Nawet się raz nie pomodlili. Ale przecież chrzest być musi. Bo wszyscy robią, bo rodzina czeka, bo co babcie powiedzą. Zaczyna się bieganina, poszukiwanie potencjalnych rodziców chrzestnych (No stary, znam takiego księdza, co da ci papier bez spowiedzi!), organizacja imprezy. Po wszystkim znów można do woli podśmiewać się z Kościoła. Aż do Pierwszej Komunii Świętej dziecka.
Każdy ma prawo wyboru wyznania i przynależności do grupy religijnej. Decydujesz się być katolikiem – chodź do kościoła, weź ślub kościelny, ochrzcij dziecko. Nie odpowiada ci to, co reprezentuje Kościół Katolicki – to nie uczestnicz w jego działaniach. Naprawdę żadna babcia od tego nie umarła, one tylko tak mówią. Można należeć do kościoła katolickiego i żyć według jego zasad, można wybrać któreś z wyznań protestanckich, zupełnie inne wyznanie, można zostać ateistą, a nawet członkiem Kościoła Latającego Potwora Spaghetti.
„Ale ja chcę mieć święty spokój, wezmę ślub kościelny to ciotki nie będą gadały, moja mama nie będzie musiała się tłumaczyć” – można powiedzieć. No cóż. W ten właśnie sposób powstaje wrażenie, że w Polsce mamy samych katolików, chętnych do życia według zasad propagowanych przez kościół: seks tylko w małżeństwie, żadnej antykoncepcji, żadnego poszanowania dla praw kobiet. Naprawdę chcemy takiego świętego spokoju?
Dopiero kiedy premier rządu ochoczo popiera inicjatywę kleru, by zaostrzyć prawo aborcyjne podnoszą się głosy, że to skandal, że to się dzieje „nie w moim imieniu”. Masz ślub kościelny? Chrzcisz dziecko w Kościele Katolickim? Otóż to się dzieje właśnie w twoim imieniu. Wypowiada się instytucja, która cię reprezentuje. Warto o tym pamiętać, gdy kolejna para zechce stanąć przed katolickim ołtarzem „bo tak wypada” i „bo w kościółku ładniej”.
