Powinnaś to przewidzieć! Wykrzyczał, gdy powiedziałam, że nie mogę mieć dzieci. Czy jestem jeszcze kobietą?


„Powinnaś to przewidzieć! A może wiedziałaś od samego początku? To taka kobieca sztuczka? Jeśli chciałaś zmarnować mi życie, brawo! Udało ci się!”.

22 styczeń. Piątek. Pakowałam walizki, bo weekend mieliśmy spędzić w górach. Miało być romantycznie, beztrosko –jak dawniej. Jak wcześniej, gdy w naszych głowach były tylko wspólne szczęśliwe chwile z przeszłości i wyobrażenie tych przyszłych, równie szczęśliwych.


Chyba powinnam zacząć inaczej. Mam na imię Małgorzata i mam 34 lata
22 stycznia 2016 roku dowiedziałam się, że nigdy nie będę mogła mieć dziecka. Dlaczego to piszę? Żebyście miały świadomość, że nawet po wielu szczęśliwych latach, któregoś dnia możecie spojrzeć na ukochaną osobę i naprawdę się przestraszyć. Bo właśnie wtedy zdacie sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy jej nie znaliście.


Słowa, które napisałam na wstępie wykrzyczał mój mąż, gdy powiedziałam, że nigdy nie urodzę jego dziecka. Godzinę wcześniej odebrałam telefon od lekarza, który poprosił mnie o spotkanie. To nie brzmi optymistycznie, prawda? Wiedziałam, że coś jest „nie tak”. Nie mogłabym czekać i żyć w niepewności kolejne dni, więc wymusiłam (tak, to dobre słowo) na nim, aby powiedział mi to wtedy, przez telefon. Nie chcę zasypywać was medycznymi terminami, z którymi ja sama mam problem. Bolesna prawdą jest, że nie mogę mieć dzieci, a kilka najbliższych miesięcy spędzę w szpitalnym łóżku.
Byłam przerażona. Naprawdę się bałam
Nie, nie reakcji mojego męża – wtedy jeszcze myślałam o nim zupełnie inaczej. Bałam się o swoje życie. Jasne, chciałam dziecka i nigdy wcześniej nie myślałam, że pragnienie bycia mamą jest tak silne. Ale, gdy dowiadujesz się, że za chwilę będziesz musiała stoczyć walkę z nieznanym jeszcze dobrze przeciwnikiem, to czego jeszcze przed chwilą pragnęłaś, nie jest już takie ważne.


Oczekiwałam wsparcia, zwykłych słów „wszystko będzie dobrze, razem przez to przejdziemy”. Takie głupie banały, prawda? A w takiej chwili ratujące życie.

Na silne męskie ramię nie mogłam już liczyć. Choć łzy ciekły mi po policzkach, mój mąż pozostał niewzruszony. Nieważne było to, że jestem chora. Liczyło się tylko to, że nigdy nie zostanie ojcem. Oczywiście, dopóki nie wymieni żony.

Poznaliśmy się na studiach

Szybko w naszych głowach pojawiły się plany na przyszłość. Tradycyjne. Ślub, gromadka dzieci, kiedyś pewnie dom z ogródkiem. Żyliśmy chyba jak większość par w tym kraju. Tak po prostu, z dnia na dzień. Kiedy już nasze wspólne życie było w miarę ustabilizowane, powiedzieliśmy: „Tak, to dobry czas, aby zostać rodzicami”. Nie zniechęcaliśmy się, gdy „nie wychodziło”. Tłumaczyliśmy sobie, że tak się zdarza, że to pewnie wina przemęczenia, że czasem na ten cud trzeba po prostu poczekać.

Mijały kolejne miesiące, a na teście ciążowym wciąż widziałam jedną kreskę. Skłamałabym, jeśli napiszę, że to nie wpłynęło na nasze relacje. Oboje byliśmy coraz bardziej sfrustrowani. I te ciągłe pytania najbliższych: „No kiedy to dziecko? Już najwyższy czas!” – bolały.

Chyba powinniśmy udać się do lekarza – powiedziałam po kolejnym miesiącu bezowocnych starań. Wtedy, mój wspaniały mąż przytulił mnie i powiedział: „Chodźmy”.

Jest pan zdrowy. Nie ma medycznych przeciwwskazań, aby został pan ojcem – usłyszeliśmy. A więc, to ja? Na moje wyniki musieliśmy poczekać trochę dłużej. Jedne badania, potem drugie, potem znów te pierwsze, żeby sprawdzić, czy nie wkradł się błąd. Przez cały czas mój mąż był przy mnie. Wspierał mnie, zapewniał o swojej miłości. Był wciąż tym samym człowiekiem, w którym kilka lat wcześniej tak bardzo się zakochałam.

Wyjazd w góry to miał być taki powrót do normalności. Do czasu, przed wysiadywaniem w gabinetach lekarskich. Przed czasem, kiedy przeszukiwaliśmy internetowe fora w poszukiwaniu informacji, dlaczego nie możemy zostać rodzicami. To miał być nasz weekend.
Jeden telefon zmienił wszystko. Nasze życie, mnie, mojego męża. Przez długi czas usprawiedliwiałam go tłumacząc sobie, że był zdenerwowany, że tak bardzo pragnął mieć dziecko, że potrzebuje chwili czasu. Wszystko przemyśli i wróci. Znów będzie moim wspaniałym mężem.

Chyba jestem idiotką
Mój mąż nie zażądał rozwodu (jeszcze), nie wyprowadził się z domu (jeszcze), a jedynie przestał ze mną rozmawiać (normalnie). Odzywa się tylko wtedy, gdy chce po raz kolejny mnie poniżyć. Powiedzieć: „musiałaś to wiedzieć. Dlaczego mi to zrobiłaś? Nie powinnaś tego ukrywać…”

Do jasnej cholery! Nie miałam pojęcia, że w wieku 34 lat usłyszę, że jestem „wybrakowana”, że chyba nie jestem nawet kobietą…
Tak, swoje trzy grosze dorzuciła matka mojego męża mówiąc mu, że powinien wymienić żonę na lepszy, „zdrowszy” model. Na taką, która zapewni mu gromadkę uroczych dzieci. Bo ja? Co ja mogę.

Adopcja? „Nie będę wychowywał cudzych bachorów” – usłyszałam.

Jeśli wciąż wierzysz w ludzi, przestań
Nie warto. Potrafią zranić i skrzywdzić. Nawet, a może przede wszystkim, ci najbliżsi. Ci, którzy powinni stać u twojego boku zawsze.
Dziś muszę walczyć o siebie, o swoje życie. Nie wybiegam daleko w przyszłość, nie analizuje tego, co było. Liczy się tu i teraz. A rozwód? Będzie. Muszę tylko znaleźć trochę siły, żeby walczyć z kolejnym przeciwnikiem. Chyba, że mój przeciwnik (dziś jeszcze mąż), szybciej znajdzie „prawdziwą” kobietę. Wtedy dumnie stanę naprzeciw niego, uśmiechnę się i powiem: "Tak, będziesz fantastycznym ojcem".

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...