![Fot. Screen z [url=http://www.gazetakrakowska.pl/wiadomosci/krakow/a/biznesmen-z-kolega-skatowal-zone-wstrzasajace-wyznanie-skatowanej-zony-zdjecia-wideo,9758638/]video gazetakrakowska.pl[/url]](https://m.mamadu.pl/000524703cf28165ffddc3c8071dfba3,1500,0,0,0.jpg)
Matka dwójki małych dzieci- dziewięciomiesięcznego i dwuletniego leży w szpitalu na oddziale intensywnej terapii. Ma zaledwie trzydzieści dwa lata, a już stoczyła dramatyczną walkę o życie. Kiedy trafiła na oddział miała podcięte żyły i zmiażdżony kręgosłup. Wszystko to za sprawą jej byłego męża, znanego biznesmena.
REKLAMA
Przemoc w „dobrym domu”
Sprawcą brutalnego pobicia był czterdziestotrzyletni Paweł W., znany biznesmen, syn prezesa Małopolskiego Cechu optyków, który posiada sieć salonów optycznych. Jest też właścicielem przychodni w Myślenicach. Żony nie skatował jednak sam. Pomógł mu wspólnik, Mariusz K. Oficjalnego powodu zajścia nie znamy, prawdopodobnie związany jest z toczącą się sprawą rozwodową małżonków. Jak się okazało, kobieta już w połowie stycznia zgłaszała na policje, że Paweł W. się nad nią znęca.
Sprawcą brutalnego pobicia był czterdziestotrzyletni Paweł W., znany biznesmen, syn prezesa Małopolskiego Cechu optyków, który posiada sieć salonów optycznych. Jest też właścicielem przychodni w Myślenicach. Żony nie skatował jednak sam. Pomógł mu wspólnik, Mariusz K. Oficjalnego powodu zajścia nie znamy, prawdopodobnie związany jest z toczącą się sprawą rozwodową małżonków. Jak się okazało, kobieta już w połowie stycznia zgłaszała na policje, że Paweł W. się nad nią znęca.
Mimo tego, że zeznania żony się potwierdziły, mężczyzna nie został zatrzymany. Zostało mu wysłane wezwanie do stawienia się na komisariat w charakterze podejrzanego, jednak nie odebrał listu. Małopolska policja tłumaczy, że podstaw żeby został zatrzymany nie było, ponieważ małżonkowie mieszkali osobno. W domu założona była niebieska karta, istniały wcześniejsze zgłoszenia o awanturach domowych, jednak żeby Paweł W. został zatrzymany, musiała wydarzyć się prawdziwa tragedia…
Niebieska karta, przemoc, znęcanie się nad rodziną, te pojęcia rzadko kiedy zestawiane są z ludźmi sukcesu, takimi jak Paweł W. Może dlatego nikt nie kwapił się, żeby pomóc jego żonie, kiedy przed fatalnym zajściem, prosiła o pomoc. Ta kobieta miała i tak dużo więcej odwagi, niż większość żon, będących ofiarami przemocy domowej. Zgłaszała to, próbowała się uwolnić i ochronić dzieci. Jak widać, bezskutecznie.
Koszmar piątkowej nocy
Połowa marca, noc z soboty na niedzielę, Paweł W. wraz z Mariuszem K. w jednym z krakowskich klubów spotykają brata poszkodowanej kobiety. Dochodzi do sprzeczki, która kończy się tym, że wspólnik W. grozi mężczyźnie nożem. Po tym incydencie postanawiają pojechać razem do domu żony W. i urządzić jej prawdziwe piekło. W tym czasie brat dzwoni do kobiety i ostrzega ją, żeby wezwała policję. To ratuje jej życie.
Połowa marca, noc z soboty na niedzielę, Paweł W. wraz z Mariuszem K. w jednym z krakowskich klubów spotykają brata poszkodowanej kobiety. Dochodzi do sprzeczki, która kończy się tym, że wspólnik W. grozi mężczyźnie nożem. Po tym incydencie postanawiają pojechać razem do domu żony W. i urządzić jej prawdziwe piekło. W tym czasie brat dzwoni do kobiety i ostrzega ją, żeby wezwała policję. To ratuje jej życie.
Może zainteresuje cię także: Dom i matka - największe zagrożenie. Ten chłopiec przeżył piekło - NIE ZGADZAM się na to
Mężczyźni wpadają do domu i próbują ogolić jej głowę za pomocą noża, kopią ją, okładają pięściami i dotkliwie ranią nożem. Policja dociera do mieszkania dosłownie w ostatniej chwili. Napastnicy stawiają opór. Później prokurator przyzna, że choć pracuje w zawodzie 20 lat, nie spotkała się jeszcze z takim okrucieństwem.
Zarzuty
Paweł W. i Mariusz K. usłyszeli zarzuty usiłowania zabójstwa, kierowania gróźb pod adresem brata pokrzywdzonej i znieważania funkcjonariuszy policji. Mariusz K. odpowie też za czynną napaść na policjantów. Grozi im od 8 do 25 lat więzienia, a nawet dożywocie. Nie przyznali się do winy i nie chcą składać wyjaśnień.
Paweł W. i Mariusz K. usłyszeli zarzuty usiłowania zabójstwa, kierowania gróźb pod adresem brata pokrzywdzonej i znieważania funkcjonariuszy policji. Mariusz K. odpowie też za czynną napaść na policjantów. Grozi im od 8 do 25 lat więzienia, a nawet dożywocie. Nie przyznali się do winy i nie chcą składać wyjaśnień.
To jednak mało w porównaniu z tym co grozi poszkodowanej:
Siostra przebywa na oddziale intensywnej terapii. Jest sparaliżowana i nie wiadomo, czy odzyska władzę w rękach i nogach.
Matka dwójki małych dzieci, przez to, że nie dostała na czas pomocy, będzie cierpiała przez całe życie. Zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Zastanawia jedno, skoro para mieszkała razem, skoro kobieta wcześniej zgłaszała przemoc, dlaczego doszło do tej tragedii? Gdzie byli znajomi, rodzina, sąsiedzi? Gdzie byli ci wszyscy ludzie, kiedy w jej domu rozgrywały się kolejne dramaty? Nikt nic nie wiedział, nie słyszał, nie widział?
Bojkot salonów optycznych
Oburzeni Internauci wzywają do bojkotu salonów optycznych należących do rodziny Pawła W. Piszą:
Oburzeni Internauci wzywają do bojkotu salonów optycznych należących do rodziny Pawła W. Piszą:
Kraków i inne miejscowości, gdzie są salony, powinny wiedzieć, co mają robić. Nie ma przyzwolenia w Polsce dla TAKICH biznesmenów
Mało kto zastanawia się, co na zostanie po tej Internetowej solidarności. Znów wylane zostanie wiadro hejtu i oburzenia, obroty salonów optycznych odrobinę spadną (a może nawet nie, bo okulary nie są produktem, który kupuje się codziennie) a za tydzień wszyscy o sprawie zapomną. Wszyscy, oprócz kobiety, która może już nigdy nie odzyska władzy w nogach i rękach. Wszyscy, oprócz dzieci, które narażone na ten koszmar pewnie nigdy nie wyrzucą go z pamięci. Zamiast bawić się w internetowe bojkoty, które choć mają być wyrazem solidarności z poszkodowaną, niczego tak naprawdę nie zmienią, rozejrzyjmy się uważnie wokół siebie i nie zamykajmy oczu na ludzką krzywdę. Nawet jeśli dzieje się za drzwiami „dobrego domu”. Gdy jesteśmy świadkami cierpienia, to jest to nasza sprawa, niezależnie od okoliczności.
Źródło: krakow.wyborcza.pl, dziennikpolski24.pl
