Prawo autorskie: kazakphoto / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: kazakphoto / 123RF Zdjęcie Seryjne

Mimo wzorców, jakie dominują w filmach i kolorowych czasopismach, nadal istnieją wierni, monogamiczni i zdolni do głębokich uczuć faceci. Mowa jest tutaj o takim typie, który zakochuje się raz, ale dobrze. Niestety, nie zawsze ze wzajemnością.

REKLAMA
Książę z dobrym autem i pokaźną pensją
Nie zmieniają partnerek, chyba że zostaną porzuceni. Nie miewają skoków w bok, chociaż zdarza im się intensywnie o nich myśleć. Nawet, jeżeli ich relacja przechodzi kryzys, a w głowie świta myśl o rozstaniu, pozostają pasywni i wierni swoim ideałom (oraz dalekim od ideału partnerkom). Chodzą regularnie do kościoła i często odwiedzają jego rodzinę. Udaje im się nawet przyzwyczaić do rutynowych pytań o ślub. (Brzmią niemal identycznie jak pytania o zdrowie.) Prowadzą spokojne, ustatkowane życie.
Oczywiście mają też swoje pasje i zainteresowania (niekoniecznie takie same, jak ich druga połowa). Czytają książki, grają w gry komputerowe, zarabiają dużo pieniędzy w korporacjach z zagranicznym kapitałem. Zmieniają pracę tylko wówczas, jeżeli ktoś zaproponuje im podwyżkę w kwocie z trzema zerami na końcu.
Idealny facet – czy aby na pewno?
Chociaż wydają się idealnymi facetami, to mają problem ze znalezieniem kobiety. Dlaczego? Ponieważ brakuje im pewności siebie. Znają swoją wartość na rynku pracy, ale nie wierzą we własną przebojowość na pierwszej randce. Czasem winna jest dodatkowa fałdka tłuszczu na brzuchu, innym razem – brak doświadczenia.
Kiedy uda im się poznać kobietę, która okaże wystarczająco dużo zainteresowania, zaczynają o nią dbać co najmniej jak o własną matkę. (Cierpi na tym etap zauroczenia bez fajerwerków i pikantnych nocy.) Nie mają również większych problemów z chodzeniem na kompromisy. Pozwalają na coraz częstsze telefony; mówią, gdzie są i co robią.
Wspólne gniazdko, ale nie od razu „na swoim”
Szybko decydują się na wspólne mieszkanie, dzielą tzw. radości i smutki. Meldują się przed 22:00 w domu; w końcu to wielka miłość i nie mogą wytrzymać z tęsknoty. Zresztą mają po co wracać. Nawet jeżeli ich kobieta ma dwie lewe ręce w kuchni, w sypialni sprawia, że momentalnie zapominają o kiepskim obiedzie.
Od samego początku ich partnerka ma dostęp do wspólnego konta. Może brakuje jej czasem roztropności podczas niedzielnych zakupów, ale stara się, jak może. Szuka promocji w internecie i nie czyści zbyt często konta do zera. Można jej wybaczyć tę małą słabość do wydawania pieniędzy, ponieważ jest przebojowa, ma głowę po prowadzenia domu i błogosławieństwo jego rodziców. Może brakuje jej trochę finezji „tej pierwszej miłości”, ale przecież nikt nie jest idealny.
Kiedy ideał sięga bruku
Istnieje wiele takich „udanych związków”, jednak prędzej czy później przychodzi kryzys. On, taki spolegliwy i bezkonfliktowy, ciągle robi coś „nie tak”. Za dużo czasu spędza przed komputerem, zbyt późno wraca z pracy. Któregoś dnia ona się buntuje i jakby nigdy nic wystawia jego walizki za drzwi. Na dwa tygodnie. Czy to już koniec? Wręcz przeciwnie!
Ona znowu zaczyna dzwonić. Wydaje się nawet bardziej tolerancyjna niż kiedyś. I wiecie co? Zaczynają wszystko od nowa. Układa im się nawet lepiej niż na początku. Ona nareszcie się stara. Najwyraźniej boi się jego odejścia, a może po prostu rozłąka uświadomiła jej, że nie może bez niego żyć (oraz jego portfela, i jeszcze paru innych rzeczy).
„Bo do tańca trzeba”... trojga
Znów mamy szczęśliwą parę (bardziej niż kiedykolwiek, bo unikającą kłótni). Czy można wyobrazić sobie lepszy moment na powrót do rozmów o sakramentalnym „tak”? Na scenę wkracza więc jego rodzina, która postanawia przypieczętować udaną relację syna złotem na małżeńskim kobiercu. Nauczona doświadczeniem, ucieka się do nowych metod perswazji i wykłada na stół pokaźną sumkę, która pozwoli pokryć koszty wesela oraz innych, potrzebnych nowożeńcom upominków.
Skoro jest ślub, musi być również dziecko i kredyt hipoteczny. Tak to już jest w życiu, że o rodzinę trzeba dbać. On negocjuje więc kolejną pensję w jeszcze wyższym wieżowcu, a ona wydaje coraz pokaźniejsze sumki na ładną bieliznę. W końcu im się udaje. Mały człowiek z oczami podobnymi do tatusia i maminym noskiem naprawdę potrafi odmienić życie młodej pary. I wiecie co? Oni chyba naprawdę w to uwierzyli, bo sprawiają wrażenie szczęśliwszych niż kiedykolwiek wcześniej.
Na koniec będzie morał
Najbardziej zaskakujące w tym wszystkim jest to, że nasi bohaterowie uczą się dyskutować, negocjować i rozmawiać o swoich potrzebach. Kto by pomyślał, że tyle potrafi nas nauczyć niemowlę, które nie jest w stanie wyartykułować ani jednego słowa.
Ale nie o tym miał być ten artykuł. Panowie (i panie), przestańcie ustępować kobietom na każdym kroku! Nawet najbardziej stabilna, bezpieczna, dobrze znana rutyna związkowa prędzej czy później potrafi się znudzić. Relacja nie opiera się na stuprocentowej zgodności, ani na wiecznych awanturach. Szukajcie tego, co jest pomiędzy.