![Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/airport-airplane-travel-silhouette-1019056/]ciggy1[/url]/[url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]](https://m.mamadu.pl/a54a1bdb3193b8bad85cfb8faea07553,1500,0,0,0.jpg)
REKLAMA
Nigdy nie byli małżeństwem, bo zgodnie twierdzili, że papier gwarancją szczęścia nie jest. Ona nigdy też nie marzyła o białej sukni z długim welonem, a on od hucznego wesela wolał egzotyczne wakacje.
Po dwóch latach związku powitali na świecie swojego syna. 2900 g i 52 cm szczęścia. Wisienką na torcie było przyznane 10 punktów w skali Apgar. Idealne dziecko idealnych rodziców. A potem dom, praca i Franek. I...kryzys. Tak, ich jak żadnej pary, nie ominął.
Jedni z kryzysu wychodzą obronną ręką, inni nie mają tyle siły, odwagi, bądź chęci, aby stawić mu czoła. Julka i Piotrek wybrali prostszą drogę.
Nieważne co było punktem zapalnym. Ważne, że się poddaliśmy, oboje. Staraliśmy się, próbowaliśmy, walczyliśmy o ten związek. Czy z całych sił? Skoro dziś rozmawiamy, pewnie nie. Odpuściliśmy. Ja widziałam siebie już w zupełnie innym miejscu. Plany, jeszcze do niedawna nasze wspólne, były już tylko jego planami.
A Franek?
To dzięki niemu rozstaliśmy się z klasą. Bez awantur, bez potłuczonych talerzy i chyba nawet bez żalu. To on był, jest i zawsze będzie dla nas najważniejszy. Wiem, powinien mieć normalną rodzinę, i mamę i tatę. I wciąż może ją mieć.
To dzięki niemu rozstaliśmy się z klasą. Bez awantur, bez potłuczonych talerzy i chyba nawet bez żalu. To on był, jest i zawsze będzie dla nas najważniejszy. Wiem, powinien mieć normalną rodzinę, i mamę i tatę. I wciąż może ją mieć.
To Julka spakowała walizki swoje i Franka i opuściła ich, jeszcze do niedawna, wspólny dom. Bez krzyków, bez przepychania się co moje, a co twoje.
Nie musieliśmy iść do sądu, aby ustalić kiedy Franio jest ze mną, a kiedy z ojcem. Jakoś to wszystko zgrywaliśmy, jakoś to wszystko działało. Wiem, że to ja wszystko skomplikowałam, ale czy nie mam już prawa do szczęścia?
Sebastiana poznała w pracy. Starszy, poważny, zawsze elegancki
Gbur, pomyślałam. Musieliśmy razem pracować, siłą rzeczy poznaliśmy się. Fakt, przesadnie poważny, trochę wyniosły, ale na swój sposób ujmujący. Imponował mi. Nie od razu nasza znajomość przemieniła się w płomienny romans. Poznawaliśmy się chodząc na randki, jakbyśmy znów mieli naście lat. Odpowiadało mi to.
Gbur, pomyślałam. Musieliśmy razem pracować, siłą rzeczy poznaliśmy się. Fakt, przesadnie poważny, trochę wyniosły, ale na swój sposób ujmujący. Imponował mi. Nie od razu nasza znajomość przemieniła się w płomienny romans. Poznawaliśmy się chodząc na randki, jakbyśmy znów mieli naście lat. Odpowiadało mi to.
Po 4 miesiącach bycia-nie-bycia razem przedstawiłam Frankowi Sebastiana. Krok po kroku, powoli, bez pośpiechu panowie poznawali się. Dziś nie ma już między nimi niepewności i nieśmiałości. Gdy Franio widzi Sebastiana, rzuca mu się na szyję. Idealne rozwiązanie, prawda?
Kiedy powiedział ci o wyjeździe?
Po 15 miesiącach poważnego już związku i 3 miesiącach wspólnego mieszkania. Trochę zachwiał moim światem bo miałam już plany na naszą przyszłość, na jakieś...20 lat. Wiem jak to brzmi, ale czy gdy jesteś szczęśliwa nie wybiegasz myślami w przyszłość? Ja zawsze, to daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Po 15 miesiącach poważnego już związku i 3 miesiącach wspólnego mieszkania. Trochę zachwiał moim światem bo miałam już plany na naszą przyszłość, na jakieś...20 lat. Wiem jak to brzmi, ale czy gdy jesteś szczęśliwa nie wybiegasz myślami w przyszłość? Ja zawsze, to daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Londyn, a tam życie przez minimum 2 lata. Julka zgodziła się od razu. Ona, Franek i Sebastian. A gdzie w tym wszystkim Piotrek? Jakoś to przecież będzie.
Nie zastanawiałam się, na moim palcu była już obrączka. Kiedyś o ślubie nie myślałam, teraz, gdy Sebastian był obok była to oczywistość. Miejsce żony jest przy mężu, nad czym miałam się zastanawiać?
Kiedy powiedziałam Piotrkowi, że za kilka miesięcy wyjeżdżam z Frankiem z kraju, wściekł się. Chyba nigdy nie widziałam go aż tak zdenerwowego. Powiedział, że się nie zgadza, żebym wybiła sobie ten pomysł z głowy. Zapewniałam go, że Franek raz w miesiącu będzie przylatywał do Polski, a w każdy weekend Piotrek będzie mógł odwiedzać go w Londynie. Jak grochem o ścianę...
Nie zmienił zdania?
Nie. Myślałam, że ochłonie, że wszystko przemyśli, ale zaciął się. Zapewnienia Franka, że też chce jechać, nie pomogły. Ciągle słyszałam: „To kilkulatek, on nie wie jeszcze co jest dla niego dobre. Chcę go mieć tu, na miejscu”. Obiecywałam, że za dwa lata wrócimy i wszystko wróci do normy. Nie chciał słuchać.
Nie. Myślałam, że ochłonie, że wszystko przemyśli, ale zaciął się. Zapewnienia Franka, że też chce jechać, nie pomogły. Ciągle słyszałam: „To kilkulatek, on nie wie jeszcze co jest dla niego dobre. Chcę go mieć tu, na miejscu”. Obiecywałam, że za dwa lata wrócimy i wszystko wróci do normy. Nie chciał słuchać.
Ale w końcu otrzymałaś zgodę na wyjazd Franka?
Nie do końca uczciwie. Powiedziałam, że wyjeżdżamy na weekend, tylko na chwilę. Uwierzył mi. Już nie wróciliśmy.
Nie do końca uczciwie. Powiedziałam, że wyjeżdżamy na weekend, tylko na chwilę. Uwierzył mi. Już nie wróciliśmy.
Wiem, postąpiłam niewłaściwie. Ale to ja jestem jego matką, a miejsce dziecka jest przy matce. To ja nosiłam Franka po sercem przez 9 miesięcy. To ja biegałam po lekarzach, gdy był chory. To mnie wolał, gdy z wrzaskiem budził się w nocy. To ja nauczyłam go wiązać sznurowadła. To ja byłam przy nim zawsze. Co robił Piotrek? Delegacje, praca, odsypianie...Wiem, starał się zapewnić nam godne życie, ale dlaczego kosztem tego, co najważniejsze?
Kiedy już byłam żoną Sebastiana, jakoś wszystko sobie poukładaliśmy. Było dobrze. Piotr też miał już kobietę, z którą (jak sądzę) zamierza spędzić resztę życia. Nie jest sam, ma kogoś kogo kocha i kto kocha jego. A syn? Przecież nie zabieram mu dziecka. Chce tylko żyć po swojemu, mam do tego prawo.
Pewnie spadnie na mnie fala krytyki. Pewnie usłyszę, że jestem egoistką, że zabieram dziecku ojca, że liczy się dla mnie tylko własne szczęście. Śmiało, atakujcie.
Robie to dla siebie i dla mojego syna. To dla niego przecież ogromna szansa. Nauczy się języka, a tym samym jego start w dorosłe życie będzie o wiele łatwiejszy. Mam pozbawiać go tej szansy? Nie chcę.
Wierzę, że Piotrek ochłonie i trzeźwym okiem spojrzy na tę sytuację. Wiesz, przylatuje do nas za kilka dni. Dziś mówi, że zabierze Frania do Polski. Jestem jednak spokojna, znam go. Nie zabierze mi syna.
