On i one. Jedna w życiu, druga tylko w łóżku

Fot. Andréa Farias via Foter.com / CC BY-SA
Fot. Andréa Farias via Foter.com / CC BY-SA


On: Zawsze potrzebowałem więcej niż mogły, albo chciały mi dać. Miłość, ok. Przyjaźń, ok. Seks, ok. Ale taki seks o jakim marzyłem – nie zawsze. Nie każda. Nie ta, z którą chciałem być poważnie. Musiałem wybierać. Albo spełnienie w związku, albo spełnienie w łóżku.


Ona: Tak, seks jest dla mnie ważny. Ale nie sam w sobie. To element całości. Bez seksu nie ma związku, a bez związku nie ma seksu. Tak to widzę.

On: Czego szukałem? Złotego środka. Chociaż miałem nadzieję, że może trafię na taką, która się złamie, która mnie zaspokoi. Ale nie mam już 19tu lat, to nie jest zabawa. Dokładnie wiedziałem czego potrzebuję w salonie, a czego w sypialni.

Ona: Kiedy się dowiedziałam? Od razu. Byliśmy na jednej randce, potem na drugiej, na trzeciej szczerze porozmawialiśmy o tym, co lubimy. Tak, w sypialni. Trochę się zdziwiłam, nie podejrzewałam go o takie fantazje, o to, że kręcą go takie rzeczy. Ale nie obruszyłam się, nie zgorszyłam. Pomyślałam, że dam mu szansę, bo to fajny facet. Że może dam mu to, czego potrzebuje.

On: Dawała w życiu. Była czuła, gotowała to co kocham, spędzaliśmy fajnie czas. Było naprawdę zaje***. Poza tym jednym. Miała opory w łóżku. Satysfakcjonowało mnie wiele, ale ciągle czegoś mi brakowało.

Ona: Już nie mogłam dać mu więcej. Naprawdę nie potrafiłam. I tak wiele rzeczy robiłam wbrew sobie. Problem polegał na tym, że reszta mi odpowiadała. To, co działo się poza sypialnią było naprawdę fajne.

On: Myślałem, że skoro jest sporo młodsza, to będzie otwarta na wiele rzeczy. Ale skoro nie mogła sama, to spróbowałem z inną. Nie fair? Fair, bo zapytałem. Zgodziła się.

Ona: Czy przeszkadza mi, że sypia z inną? Nie. To była nasza wspólna decyzja. Dobrze nam razem. W łóżku też. To co robimy mi wystarcza. On uzupełnia „braki” poza naszą sypialnią. Nie jestem zazdrosna, bo wiem, że to tylko fizyczne potrzeby. Czasem fizjologiczne. Czasem jeszcze inne. Cieszę się, że załatwia je gdzieś indziej.


On: Jak często? Różnie – czasem raz w tygodniu, czasem raz w miesiącu. Nie rozmawiamy już o tym. Przedyskutowaliśmy sprawę i zamknęliśmy temat. Między nami nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie – jest lepiej, nikt się nie frustruje, nie irytuje, nie wścieka, że czegoś mu brak.

Ona: Trudno w to uwierzyć prawda? Dlatego nie rozmawiamy o tym praktycznie z nikim. Nawet – albo może najbardziej – nie mogą tego pojąć najbliższe nam osoby. Przedefiniowaliśmy terminy „szczęście”, „związek”, „seks” na nasze potrzeby. Czy to źle.
On: Poprosiłem ją o rękę, bo jest to kobieta, z którą chcę spędzić resztę życia. To, co robimy w sypialni to nasza sprawa. To, co poza nią jakoś nikogo nie interesuje. Jeśli coś jest normalne, poprawne, takie jak u innych – jest ok. Jeśli para robi coś po swojemu, to trafia na języki.

Ona: Jestem przekonana, że będzie cudownym ojcem. Wspiera mnie od początku ciąży, rozpieszcza, dogadza. Współżyjemy inaczej, ta zmiana jest fajna. Czy boję się, że odejdzie, że po urodzeniu dziecka będziemy przeżywali kryzys? Pewnie będziemy, jak wszyscy młodzi rodzice. Ale wiem, że nie odejdzie. Kochamy się, jesteśmy małżeństwem, będziemy rodziną. To nie jest przelotna znajomość. Skoro doszliśmy do takiego etapu, to coś znaczy.

On: To się według niektórych nazywa hardcore. Inni mówią, że to choroba. Ja twierdzę, że to po prostu zew organizmu. Źle to brzmi prawda? Ale o to chodzi. Jedni ludzie potrzebują więcej cukru, inni dłuższych kąpieli. Ja potrzebuję częstszych i bardziej odważnych stosunków.

Ona: Jak bym opisała siebie? To bardzo trudne. To chyba dlatego, że jestem nijaka. Średniego wzrostu, przeciętnej urody, żona, niedługo mama. A nas? Jako parę młodych ludzi na dorobku. On nieco starszy, ja trochę młodsza, z dwoma starymi autami i mieszkaniem na kredyt.

On: Niezwykłe jest to, że ci, którzy wiedzą, patrzą na nas inaczej. Jak na nienormalnych. Na mnie jak na zboczeńca, na nią jak na wariatkę. Że godzi się na to a ja czuję się z tym dobrze.

Ona: To tylko i wyłącznie nasza sprawa. Czy myślę, że coś się zmieni? Nie wiem. Może po porodzie odważę się na więcej. Może przestaną przeszkadzać mi niektóre rzeczy. Może wyzbędę się oporów.

On: Będziemy po prostu żyć. Tak jak nam dobrze, tak byśmy czuli się już zawsze szczęśliwi.

Ona: No pewnie, że jesteśmy!

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć