Wykorzystuje dziecko żeby zarobić. Niespełnione ambicje przeniosła na córkę. Jak "wyrodne" matki zarabiają na dzieciach

Był to czas chwilowego zastoju zawodowego, poszukiwania siebie w nowym mieście (że tak górnolotnie pozwolę sobie to ująć). Zaczęłam się zastanawiać: Co tu zrobić, żeby trochę sobie dorobić? Coś ciekawego, kreatywnego, nowego? Gdzie, jak nie tutaj? W końcu jestem w stolicy i na pewno coś takiego znajdę. Po jakimś czasie pojawił się pomysł. Już nie pamiętam kto mi go podsunął, koleżanka, chłopak czy mama? Ale, czy to ważne?

Zapisałam się do jednej z warszawskich agencji. Bazy aktorów, statystów, epizodystów. I się zaczęło. W wolnym czasie chodziłam na castingi i czasami udało się to tu, to tam zagrać. Praca-zabawa, przygoda i wpadło parę groszy. Później nie miałam na to czasu, aż do momentu kiedy zaszłam w ciąże, a potem jak urodziłam dziecko. Zobaczyłam ofertę: Potrzebna mama z dzieckiem, karmiącą piersią. Krótka scena, pracy na dwie godziny, z pediatrą na planie i pysznym jedzeniem. Dlaczego nie, nie widzę przeciwwskazań.

Reklamy pełne są słodkich bobasów. Nie słyszałam, żeby ktoś się oburzał widząc, jak rozkoszny maluch zajada papkę ze słoiczka, albo gdy mama czule je obejmuje w trakcie karmienia piersią. Zero negatywnych komentarzy. Sytuacja wygląda inaczej, gdy tyczy się to konkretnego dziecka. Mojej znajomej córka grała w kilku reklamach i serialach. Reakcje znajomych - Ojej, to pewnie ciężka praca. Wykorzystuje dziecko żeby zarobić. Może ma swoje niespełnione ambicje i przeniosła je na córkę? Dziecko wolny czas spędza w pracy. Tych pozytywnych, cieszących się z sukcesów dziewczynki, jest znacznie mniej.


Tak, to są jej małe sukcesy. Znam ją i widzę jaką radość jej to sprawia. Jej mama, owszem na pierwszy casting wysłała ją sama. Postanowiła, że raz spróbują i jak nie będzie chciała to nigdy więcej nie pójdą. Ale mała załapała bakcyla i zaczęła sama wiercić dziurę w brzuchu mamy, że chciałaby spróbować jeszcze raz i jeszcze raz, a za zarobione pieniądze kupi sobie nowy rower! Czy naprawdę jest wielka różnica między recytowaniem wiersza przed całą szkołą, gdzie też jest pan fotograf i pan 'kamerzysta', a występem i recytowaniem tekstu w reklamie? Poza dorobieniem do kieszonkowego oczywiście. Córka mojej znajomej uwielbia być na planie i traktuje to jak przygodę. Nauczenie się kwestii, czy rola do odegrania to dokładnie to samo, co robi w swojej grupie teatralnej. Jaka jest różnica? W pierwszym przypadku rodzina zasiada na widowni, a w drugim-wspólnie na kanapie przed tv.

Z moich obserwacji praca na planie to: Grupa fajnych ludzi-nowych wujków i cioć. Grupy dzieci-nowi koledzy i koleżanki. Przerwy i posiłki-zapewnione, gdy tylko dziecko tego potrzebuje. Nowe sprzęty (kamery, lampy, scenografia)-wszystko jest interesujące! A po co to? A do czego służy?- pytań jest dużo, bo dziecko jest ciekawe wszystkiego. Jasne, jest harmonogram pracy, plan do zrealizowania i ograniczenia czasowe, ale gdzie tak nie jest? Z tego co mi wiadomo to w szkole też panują jakieś zasady. Są określone godziny zajęć, zadania do wykonania i są pewne normy zachowania. W szkole jedne zadanie cieszy dziecko, a inne jest dla niego nudne, no ale to chyba logiczne.

Zastanawiam się, czy w końcu nie o to chodzi, żeby pokazywać dziecku rożne opcje na miarę naszych możliwości? Przyjrzyjmy się takiej szkole tańca. Ile jest 5,6-latków, które tańczą break dance czy latynoamerykańską cza-czę? Mnóstwo. Dziecko uczy się różnych technik, funkcjonuje w jakieś grupie, realizuje swoje pasję, a przy okazji zapewnia mu to trochę ruchu. Ale przecież nie robi tego tylko po to, żeby tańczyć potem w domu przed lustrem albo dla mamy, ale żeby występować. Skomplikowane układy, których uczą się wytrwale, później prezentują na ogólnopolskich konkursach. Są kamery, aparaty, publiczność, dlaczego więc ma nie korzystać z innych opcji? Możliwości, jakie daje mu współczesny świat?

Ale bywam też sceptyczna. W stosunku do programów, które mocno wchodzą w sferę prywatną i bardziej bazują na emocjach, niż faktycznym talencie jego bohaterów. Na szczęście nie wszystkie takie są i mamy możliwość wyboru. Odrzucamy to, co nam nie odpowiada i tyle. Nie wyobrażam sobie też ciągnięcia dziecka na siłę. Widziałam, jak dziecko płakało, że nie chce iść przed kamerę. Jego mama, nerwowo i podniesionym tonem, próbowała mu tłumaczyć, że przecież po to przyjechali taki kawał drogi, ze celem nie była zabawa samochodzikami z innymi dziećmi (uczestnikami castingu), tylko próba przed kamerą, że właśnie dlatego tyle tu siedzą. Na koniec dodała: Masz iść i koniec! Zwróciłam jej uwagę. Dla tego dziecka, to już nie była forma przygody. To jest chore, tak samo jak chore jest zmuszanie dziecka do baletu, czy studiowania medycyny. Ale nie o patologicznych przypadkach chciałam tu pisać...

Naturalne jest to, że dziecko jest ciekawe świata. Przy okazji uczy się radzenia sobie ze stresem, testuje swoja odporność, sprawdza co mu odpowiada, a co nie. Jako rodzice potrafimy się zorientować, czy naprawdę czegoś chce, czy jest w tym dobre. Możemy pomóc dziecku spróbować różnych dziedzin, a jak załapie w czymś bakcyla to dlaczego mu tego zabraniać? Na jednego stres związany z publicznymi występami działa mobilizującą, zachęcająco, a drugi woli oddawać się lekturze w samotności, czy biegać. Z pewnym predyspozycjami po prostu się rodzimy i możemy je rozwijać lub nie. A istota traktowania dziecka jako odrębnego bytu? To nie nasza własności, nie powinniśmy decydować za niego o wszystkim. Psychologia dziecięca i różne poradniki próbują nam przekazać: Pozwól dziecku zdecydować o tym, czym chce się bawić, pozwól mu zdecydować czy woli iść na karate, czy grać w piłkę, a może chciałby uczyć się grać na gitarze? Trzeba wspierać dziecko w realizowaniu jego pasji. No to ja się pytam, dlaczego moja znajoma nie powinna zgadzać się na występy córki w reklamach, serialach, jak ona właśnie to lubi najbardziej? Aktorowi niezbędna jest publiczność, odbiorca jego talentu.
Znam rodzinę, w której dziecko jest utalentowanym pianistą. Występuje, daje koncerty i wszyscy się zachwycają... bez żadnych kąśliwych uwag i przewracania oczami. A córka mojej znajomej... dostała propozycję zagrania w filmie. Jak się o tym dowiedziała, to skakała po domu z radości jak szalona, uczyła się pilnie do roli i nie mogła doczekać się rozpoczęcia zdjęć. Jest w tym naprawdę dobra. Nie pojmuję, dlaczego mnóstwo osób uważa, że powinno jej wystarczyć kółko teatralne?
.. Ahh, ale jakże mogłam pominąć najważniejszy aspekt, tak istotny dla wielu-telewizja jest złem. Robi krzywdę naszym dzieciom i z jednej i z drugiej strony ekranu. Po prostu.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE