![Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/port-lotniczy-biegacze-osoby-731196/]Unsplash[/url]/[url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]](https://m.mamadu.pl/65c2f5a1717225f4c18bdaa4373396a2,1500,0,0,0.jpg)
REKLAMA
Jeszcze dwie dekady temu za granicę wyjeżdżano głównie po to, aby poprawić jakość swojego życia. Aby zarobić na dom, mieszkanie, samochód. Dziś wyjeżdżamy, aby móc żyć, godnie żyć. Aby mieć za co opłacić rachunki i spłacić kredyt. To już nie tylko mężczyźni, dziś coraz więcej kobiet zostawia rodziny i wyjeżdża z kraju, aby wyprowadzić domowy budżet na prostą.
Tak jak Ola, która w Polsce zostawiła męża i dwójkę dzieci
Nie mieliśmy wyboru. I choć dobrze o tym wiedzieliśmy, wciąż odwlekaliśmy tę decyzję. Jestem pielęgniarką, nie muszę chyba tłumaczyć ile zarabiam. Mój mąż, mechanik samochodowy, który wymarzył sobie, że będzie swoim własnym szefem. Na warsztat poszły wszystkie nasze oszczędności, no i pożyczka. Miał być sukces, ale…nie wyszło. Nie obwiniam go, oboje podjęliśmy tę decyzję. Tak jak tę o moim wyjeździe.
Nie mieliśmy wyboru. I choć dobrze o tym wiedzieliśmy, wciąż odwlekaliśmy tę decyzję. Jestem pielęgniarką, nie muszę chyba tłumaczyć ile zarabiam. Mój mąż, mechanik samochodowy, który wymarzył sobie, że będzie swoim własnym szefem. Na warsztat poszły wszystkie nasze oszczędności, no i pożyczka. Miał być sukces, ale…nie wyszło. Nie obwiniam go, oboje podjęliśmy tę decyzję. Tak jak tę o moim wyjeździe.
Spakowane walizki i obietnica, że za rok wszystko wróci do normy
Najtrudniejsze były pierwsze miesiące. W Niemczech miałam tylko Kaśkę, bez której chyba bym nie dała rady. To ona załatwiła mi pracę w jednym ze szpitali, to ona wspierała mnie, gdy płakałam w poduszkę. Tęskniłam, martwiłam się i obawiałam, że dzieci nigdy mi tego nie wybaczą. Zostawiłam je choć to właśnie teraz potrzebują mnie najbardziej. No i…Tomek. Poradzi sobie? Dom, praca, dzieci…?
Najtrudniejsze były pierwsze miesiące. W Niemczech miałam tylko Kaśkę, bez której chyba bym nie dała rady. To ona załatwiła mi pracę w jednym ze szpitali, to ona wspierała mnie, gdy płakałam w poduszkę. Tęskniłam, martwiłam się i obawiałam, że dzieci nigdy mi tego nie wybaczą. Zostawiłam je choć to właśnie teraz potrzebują mnie najbardziej. No i…Tomek. Poradzi sobie? Dom, praca, dzieci…?
Może zainteresować cię także: Kto jest lepszy - rodzic pracujący czy niepracujący? Ten pierwszy nie poświęca dziecku czasu
Nie miałam wyboru. To była jedyna możliwość, aby do naszych drzwi nie zapukał komornik. Wiesz, moja matka wciąż pytała: „Dlaczego nie zabrałaś dzieci ze sobą? Powinny być z tobą, ze swoją matką”. Miała racja, powinny. Ale prawda jest taka, że nie miałabym czasu nawet odprowadzić ich do szkoły.
Pracowałam dniami i nocami, brałam dodatkowe dyżury, opiekowałam się starszymi ludźmi. Wiesz, że Bramę Brandenburską zobaczyłam dopiero po 3 miesiącach życia w Berlinie? Nie miałam czasu. Chciałam jak najszybciej zarobić pieniądze i wracać. Być tam gdzie moje miejsce…przy dzieciach, przy mężu.
Sygnał ostrzegawczy? Czerwona lampka? Cokolwiek?
Nic. Każdego dnia rozmawialiśmy, wyczułabym…Dla mnie wszystko było po prostu OK. Wiem, był zmęczony, miał prawo. Teraz to on był matką i ojcem. To do niego dzieci przybiegały z każdą sprawą. To on musiał dawać im gotowe rozwiązania. Wiem, przerastało go to…
Nic. Każdego dnia rozmawialiśmy, wyczułabym…Dla mnie wszystko było po prostu OK. Wiem, był zmęczony, miał prawo. Teraz to on był matką i ojcem. To do niego dzieci przybiegały z każdą sprawą. To on musiał dawać im gotowe rozwiązania. Wiem, przerastało go to…
A gdy się widzieliście?
Wiesz, widzieliśmy się raz na kilka miesięcy. Spędzaliśmy razem 2, 3 dni…nie da się nadrobić tak długiej rozłąki. Cieszyłam się, że jestem z dziećmi, z nim. Niczego nie przeczuwałam.
Jeden telefon wystarczył?
Wystarczył, choć usilnie odpychałam od siebie tę myśl. To Kacper pierwszy raz powiedział o niej „ciocia”. „Ciocia jest, ciocia zostanie, ciocia tatusiowi pomaga”. Ciocia? Nie miałam pojęcia o kim mówi mój 8-letni syn.
Wiesz, widzieliśmy się raz na kilka miesięcy. Spędzaliśmy razem 2, 3 dni…nie da się nadrobić tak długiej rozłąki. Cieszyłam się, że jestem z dziećmi, z nim. Niczego nie przeczuwałam.
Jeden telefon wystarczył?
Wystarczył, choć usilnie odpychałam od siebie tę myśl. To Kacper pierwszy raz powiedział o niej „ciocia”. „Ciocia jest, ciocia zostanie, ciocia tatusiowi pomaga”. Ciocia? Nie miałam pojęcia o kim mówi mój 8-letni syn.
A Tomek?
Próbował żartować, zbywać mnie, zmieniać temat. Ale znam go, dobrze go znam. Już wiedziałam. Mijał właśnie 15 miesiąc mojego życia w obcym kraju. Tak, to znacznie dłużej niż planowaliśmy. Chciałam wracać, ale…wciąż było nam mało. Teraz już nie miałam wyboru. Spakowałam walizkę i wróciłam.
Próbował żartować, zbywać mnie, zmieniać temat. Ale znam go, dobrze go znam. Już wiedziałam. Mijał właśnie 15 miesiąc mojego życia w obcym kraju. Tak, to znacznie dłużej niż planowaliśmy. Chciałam wracać, ale…wciąż było nam mało. Teraz już nie miałam wyboru. Spakowałam walizkę i wróciłam.
W domu była ona?
Była. Wiesz co robiła? Lepiła pierogi, a wraz z nią dwójka moich dzieci. Wyglądali tak…szczęśliwie.
Była. Wiesz co robiła? Lepiła pierogi, a wraz z nią dwójka moich dzieci. Wyglądali tak…szczęśliwie.
„To nie tak, ona nam tylko pomaga”
„Sam nie dawałem sobie rady”
„Nic nas nie łączy”
Stale powtarzał mój mąż. A ja? Słuchałam i czułam się winna. Jestem kobietą, matką i żoną. To ja powinnam lepić pierogi, to ja powinnam odrabiać z dziećmi lekcje, to ja powinnam czekać z obiadem, aż mój mąż wróci z pracy.
„Sam nie dawałem sobie rady”
„Nic nas nie łączy”
Stale powtarzał mój mąż. A ja? Słuchałam i czułam się winna. Jestem kobietą, matką i żoną. To ja powinnam lepić pierogi, to ja powinnam odrabiać z dziećmi lekcje, to ja powinnam czekać z obiadem, aż mój mąż wróci z pracy.
Romans?
Od dwóch miesięcy. Przyznał się, bo jaki miał wybór? A ja? Wybaczyłam, bo jaki miałam wybór?
Od dwóch miesięcy. Przyznał się, bo jaki miał wybór? A ja? Wybaczyłam, bo jaki miałam wybór?
A teraz?
Teraz ja odrabiam z dziećmi lekcje i ja lepię pierogi. „Cioci” już nie ma. A Tomek? Teraz on pakuje walizki i wyjeżdża do Anglii. Nie wiem czy przetrwamy, nawet nie wiem czy tego chcemy.
Teraz ja odrabiam z dziećmi lekcje i ja lepię pierogi. „Cioci” już nie ma. A Tomek? Teraz on pakuje walizki i wyjeżdża do Anglii. Nie wiem czy przetrwamy, nawet nie wiem czy tego chcemy.
Wiesz, zanim wyjechałam nasłuchałam się wielu historii. W skrócie? "Nie martw się, jeśli się kochacie, przetrwacie", "To nie prawda, że związek na odległość nie ma szans", "Stęsknicie się za sobą i tylko tyle!"
To wszystko bzdury. Pakujesz walizki? Ok, ale spakuj też walizki męża i dzieci, dobrze ci radzę.
