Jeszcze nie chodzi? To niech raczkuje, albo posiedzi! Pozwólmy dzieciom rozwijać się w ich własnym tempie

Fot. Pixabay.com / [url=https://pixabay.com/en/baby-child-feet-toes-925267/]StockSnap[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CCO Public Domain[/url]
Fot. Pixabay.com / StockSnap / CCO Public Domain
Każdy rodzic marzy o momencie, kiedy dziecko po raz pierwszy stanie na nóżkach, zrobi pierwsze kroki, wypowie "mama" i "tata". I dobrze. Ważne, żebyśmy za bardzo dzieciom w tym nie pomagali.

Jest! Jest! Powiedziała! – wykrzyczał ze wzruszeniem mój mąż, gdy nasza córeczka wskazała na niego paluszkiem mówiąc „dadaaa!”. Nie miałam serca ostudzać jego entuzjazmu, ale następnego dnia zrobiła to córeczka wskazując paluszkiem na okno i mówiąc „dadaaa!”, potem na mnie, na psa, regał, obraz na ścianie, skrzynkę z bezpiecznikami w przedpokoju. Wszystko jest „dadaaa!”. Wiele dzieci w jej wieku (niecałe półtora roku) mówi już pierwsze słowa, ona nie. Trudno, poczekamy tyle, ile będzie trzeba. I obiecujemy sobie, że nie będziemy się stresować ani próbować ponaglać córki, gdy robi coś w tempie innym niż to przewidziane przez podręczniki.

Gdy rodzice chcą za bardzo
Czy chciałabym usłyszeć już od córeczki pierwsze słowa? Pewnie, że tak. A najlepiej całe zdanie. Podrzędnie złożone. Tymczasem jednak nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i spokojnie czekać. I pół biedy, kiedy ze spokojem, dystansem i humorem podchodzimy do tempa, w jakim nasze dzieci nabywają nowe, ważne umiejętności. Problemy zaczynają się wówczas, gdy rodzice trochę za bardzo chcą pierwszych sukcesów swojego dziecka, takich jak siadanie, chodzenie, mówienie. Tutaj niestety „pomaganie” może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Wyścig po nowe umiejętności zaczyna się już około szóstego miesiąca życia, kiedy niektóre dzieci zaczynają już siadać. Co z tymi, które wciąż nie potrafią utrzymać pozycji siedzącej? Rozwiązanie jest jedno: spokojnie czekać, aż dziecko nauczy się utrzymywać nową pozycję. Wielu rodzicom jednak ciężko jest nie ulec pokusie podciągania, podpierania poduszkami, przytrzymywania, by tylko maluch siedział. Szczególnie niebezpieczne może okazać się rozpoczynanie rozszerzania diety metodą BLW (podawanie dziecku kawałków jedzenia zamiast papek) w przypadku dziecka, które stabilnie nie siedzi – wtedy nietrudno o zachłyśnięcie.


Kolejnym ważnym etapem, na który czekają rodzice, są oczywiście pierwsze kroki malucha. Prawie chodzi, ale trzeba jednak mu pomagać – powiedziała mama rocznego dziecka, trzymając je za ramiona. Chłopczyk wieszał ciężar ciała na niej, trochę podpierał się też paluszkami stóp podłoża. Dziecko przestało raczkować, nauczyło się przemieszczać po mieszkaniu uwieszone na którymś z rodziców. Tyle tylko, że w takiej pozycji w ogóle nie ćwiczyło mięśni, które potrzebne są do chodzenia. Teściowa zachęca mnie do kupna chodzika, na razie waham się, czy to konieczne – tłumaczy mama chłopca. Przyznaje jednak, że jeśli jej syn w ciągu kilku najbliższych tygodni nie zacznie chodzić, zdecyduje się na zakup chodzika.
Szkodliwe pomoce
Niestety chodziki, pchacze i inne pomoce przy nauce chodzenia mają niekorzystny wpływ na motoryczny rozwój dzieci. Raczkowanie, samodzielne próby oparcia się o naturalne przeszkody, jak kanapa (oczywiście pod nadzorem rodzica) to jest to, co najlepiej przygotuje malucha do chodzenia. A to, czy maluch postawi swoje pierwsze kroki w trzynastym, czy w siedemnastym miesiącu życia jest kwestią drugorzędną.

Mały wypowiada tylko pojedyncze słowa, znów będzie bieganie po lekarzach – zwierzył się ojciec dwuletniego chłopca. Jego żona nie lubi, gdy jej dzieci nie są w czymś pierwsze. Dlatego odwiedziła kilku specjalistów, gdy jej roczna córeczka jeszcze nie chodziła, gdy nie wypowiadała pierwszych słów, chociaż niektóre dzieci w jej wieku już to potrafiły. Teraz przyszła kolej na młodsze dziecko. Mama uspokoi się dopiero, kiedy kilku lekarzy zapewni ją, że z jej dziećmi wszystko jest w najlepszym porządku.

Nie chodzi o to, by lekceważyć poważne sygnały. Od tego jest rodzic, by obserwował dziecko i pilnował, czy nie dzieje się nic niepokojącego. Do tego między innymi służą wszelkiego rodzaju rozpiski informujące, kiedy dziecko powinno zacząć siadać, stawać, chodzić, mówić. Nigdy jednak nie należy traktować ich dosłownie i nie brać pod uwagę szerokich widełek czasowych dla każdej z nowych umiejętności. Pozwólmy dzieciom rozwijać się w ich własnym tempie.

A gdyby tak…
Wyobraźmy sobie teraz, że podobny nacisk na szybsze rozpoczynanie kolejnych etapów życia stosujemy w przypadku… nastolatków. Czy wiesz, że moja czternastoletnia córka już rozpoczęła życie seksualne?, Wspaniale! Moja od roku zażywa pigułki antykoncepcyjne!. Absurdalne, prawda? Żaden rodzic nastolatka tak nie myśli, bo chcemy, by nasze pociechy jak najdłużej pozostały dziećmi. Nie odbierajmy tego również najmłodszym.

Jako rodzic wiem, że łatwo to wszystko powiedzieć, a trudniej się stosować. Tak, nie mogę się doczekać pierwszych świadomych słów mojej córki. Myślę o tym każdego dnia. Każdego dnia myślę też o tym, że moje dziecko nie jest automatem do zaliczania kolejnych etapów w sztywno ustalonych ramach czasowych. Niech sobie mówi swoje „dadaaa!” na wszystko ile tylko chce. Pewnie nawet się nie obejrzę jak będę tęsknić za czasami, kiedy nie zadawała tysiąca pytań na minutę.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE