Fot. Pixabay.com / [url=https://pixabay.com/en/users/donterase-1070369/]donterase[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage/]CCO Public Domain [/url]
Fot. Pixabay.com / [url=https://pixabay.com/en/users/donterase-1070369/]donterase[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage/]CCO Public Domain [/url]

Przyjęło się uważać, że już od końca listopada rozpoczyna się świąteczne szaleństwo: wszechobecne dekoracje, promocje i oczywiście zamęczanie biednych słuchaczy przez rozgłośnie radiowe nieśmiertelnym „Last Christmas”. A ja mam zupełnie odmienne wrażenie: jesteśmy smutnym narodem, który zamiast cieszyć się ze świąt, pogrąża się w grudniowej depresji.

REKLAMA
Niemiecka radość
Przez kilka lat spędzałam święta Bożego Narodzenia u rodziny w Niemczech. Wspaniale wspominam ten czas. Każda, nawet najmniejsza miejscowość ma urokliwy kiermasz świąteczny, tłumnie odwiedzany przez okolicznych mieszkańców. W grudniu trudno znaleźć chociaż jeden dom bez świątecznych dekoracji. Niezależnie od tego, jaki stosunek ma się do świąt, po prostu nie da się nie ulec tej wspaniałej atmosferze.
Święta w USA
W zeszłym roku miałam też szansę odwiedzić znajomych mieszkających w Stanach Zjednoczonych. To, co tam zobaczyłam również mnie zachwyciło. Właściciele domków jednorodzinnych prześcigali się w instalowaniu co bardziej wymyślnych dekoracji świątecznych na swoich posesjach. Wizyta u Świętego Mikołaja w centrum handlowym to prawdziwa tradycja. A że to komercja? Wolę to, niż nasze krajowe agresywne akcje promocyjne.
Ciemna i ponura Polska
W tym roku jednak grudzień i święta spędzam w Polsce, niestety. Piszę niestety, bo tutaj wyjątkowo trudno jest poddać się atmosferze świąt. A próbowałam. W pierwszej połowie grudnia wybraliśmy się z mężem i dzieckiem na spacer do pobliskiego centrum ogrodniczego, chcieliśmy kupić piękną choinkę. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że na ogromnym blokowisku na którym mieszkamy, nikt nie ozdobił okien świątecznymi lampkami. Wszędzie było ciemno i ponuro. Świąteczny nastrój nas jednak nie opuszczał, myśleliśmy tylko tym, że już za kilka minut będziemy mieli piękne, świąteczne drzewko.
Choinki tu nie kupisz
Proszę sobie wyobrazić nasze zdziwienie gdy okazało się, że sklep ogrodniczy jest zamknięty. Wszystkie światła pogaszone, sympatyczna za dnia okolica sprawia wyjątkowo ponure wrażenie. No tak, tabliczka na furtce informuje, że czynne jest do 18.00, byliśmy tam za kwadrans 19.00. Sama od lat prowadzę dobrze prosperujący biznes, dlatego nie mogę tego pojąć: czy właściciel tego sklepu nie chce zarobić? Jako doświadczony przedsiębiorca gwarantuję: gdyby w okresie przedświątecznym zainwestował w odpowiednie oświetlenie, zostawił sklep czynny do 21.00 i wywiesił wielki napis: „Choinki”, zarobiłby majątek. A tak, mogliśmy jedynie pooglądać drzewka przez furtkę, ale niewiele było widać było w tych egipskich ciemnościach.
Kiedy wracaliśmy do domu przez ciemne osiedle, towarzyszył nam coraz bardziej depresyjne nastroje. Po powrocie do domu natychmiast wyciągnęliśmy pudła ze świątecznymi lampkami i ozdobiliśmy nimi wszystkie okna w mieszkaniu. Zrobiliśmy to jako jedyni spośród mieszkańców okolicznych bloków. Kiedy następnego dnia opowiedziałam znajomym o tym, jak pięknie wyszły nam nasze świąteczne ozdoby, wszyscy zareagowali zdziwieniem. „A po co?”, „Chce wam się?”, „My nie mamy czasu na takie wymysły”.
Polaku! Skończ z grudniową depresją?
Czy nie wystarczy, że przez pół roku nie mamy światła słonecznego w godzinach popołudniowych? Czy nie byłoby pięknie, gdybyśmy umilili sobie grudzień? Poddali się świątecznej atmosferze, zamiast ciągle się stresować i frustrować? Czy to tak wiele, by wydać kilkadziesiąt złotych na lampki, poświęcić niecałą godzinę na rozwieszenie ich w oknach?
Być może powiecie, że ulegam tanim komercyjnym chwytom. Cóż, wolę to, niż ponury nastrój. A za rok na święta w Polsce nie zostaję, wolę, by moje dziecko podziwiało magiczną atmosferę, jaka panuje u naszych zachodnich sąsiadów.