"Lubię spędzać z nim czas, rozmawiać, kochać się... ale nie potrafię zwariować". Czy warto czekać na romantyczną miłość?

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/para-u%C5%9Bmiecha-si%C4%99-szcz%C4%99%C5%9Bliwy-597174/]SnapwireSnaps[/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / SnapwireSnaps / CC0 Public Domain
„To normalne, że nie wariujesz już z powodu faceta, nie jesteś nastolatką”, „Motylki w brzuchu? A ile ty masz lat?” z takimi reakcjami spotykam się, kiedy dzielę się z mamą czy koleżankami moim problemem. Jednocześnie, oglądam te wszystkie filmy, czytam książki i obserwuje tulące się do siebie w autobusach pary… Już naprawdę nie wiem, czy istnieje coś takiego jak wielka romantyczna miłość i czy warto za wszelką cenę na nią czekać? Dlatego postanowiłam napisać ten list.


Pierwsze spotkanie
Poznałam go w dobrym momencie mojego życia, skończyłam studia, zaczęłam pracę, czułam, że przyszedł czas żeby ułożyć też życie osobiste. Studenckie imprezy coraz bardziej dawały mi w kość, nie miałam już w sobie tyle energii, by kłaść się spać nad ranem, a trzy godziny później meldować się wypoczęta w pracy. Koleżanki się podzieliły- część z nich zaczęła drugie kierunki i kontynuowała beztroskie życie, część brała śluby i zakładała rodziny. Ja byłam gdzieś po środku, niby praca, ale wciąż jeszcze chęć brania z życia pełnymi garściami. Ostatni związek zakończyłam trzy lata temu, facet mnie zdradził, a ja postanowiłam prowadzić szczęśliwe i niezależne życie nowoczesnej singielki. Było mi z tym dobrze, tak dobrze, że przez te kilka lat nie miałam potrzeby szukania swojej drugiej połówki.

Był znajomym znajomego, spodobał mi się, ale nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Pocałowaliśmy się, był to imprezowy pocałunek, który nie powinien mieć konsekwencji. A jednak… zdobył mój numer i zadzwonił, potem zaprosił mnie na kawę, do kina, na spacer. Zgadzałam się na to wszystko, bo naprawdę dobrze spędzało mi się z nim czas. Był nieustępliwy, a ja postanowiłam dać nam szansę. Wczoraj minęło osiem miesięcy od kiedy się spotykamy, a ja wciąż traktuję to jako szansę i czekam…

Czekam na miłość
Nie zrozumcie mnie źle, P. jest cudownym człowiekiem i wcale nie męczę się w jego towarzystwie. Lubię spędzać z nim czas, lubię z nim rozmawiać, potrafi mnie rozśmieszyć, zdenerwować, rozczulić… Znajomi mówią, że jesteśmy świetną parą. Nie mam mu nic do zarzucenia, nie ma dyskwalifikujących go wad, jest dobrym człowiekiem i choć fizycznie wcale nie jest w moim typie, to jest między nami duże pożądanie (jak to możliwe?!). Mam tylko jeden problem, czuję że nie potrafię go pokochać tak, jak bym chciała.

Wszyscy mówią mi, że miłość romantyczna to bzdura, że jestem już za stara na wyczekiwanie motylków w brzuchu i niespanie po nocach, na bazgranie jego imienia na kartce i zastanawianie się jak zabrzmi moje z jego nazwiskiem. Mówią mi, że złapałam Pana Boga za nogi spotykając P. i że takich mężczyzn już nie ma. Tymczasem, kiedy wspominam moją pierwszą miłość czuję jaka przepaść dzieli te dwa związki. Za poprzedniego mężczyznę byłam w stanie skoczyć w przepaść, setki razy czytałam każdą wiadomość jaką mi zostawiał, odliczałam godziny, minuty i sekundy do kolejnych spotkań i każde z nich sprawiało, że unosiłam się nad ziemią. Byłam też w stanie wydrapać oczy każdej dziewczynie, która na niego spojrzała. Z P. tak nie mam, nie umiem poczuć nawet krzty zazdrości.


Kolekcjonuję historie
Nie chcę się z nim rozstawać. Lubię go, naprawdę bardzo go lubię. Od jakiegoś czasu zbieram historie ludzi u których miłość przyszła z czasem. Ostatnio koleżanka opowiadała mi, że na początku znajomości też bez problemu słuchała o byłych swojego faceta, a teraz trzęsie ją na samą myśl o tym. Chciałabym tego doczekać. Wciąż łudzę się, że to szalone uczucie jeszcze się pojawi, a równocześnie boję się, że nie przyjdzie już nigdy. Było w moim życiu, wypaliło się, zgasło i nie powinnam zachłannie liczyć na powtórkę.

Interesuje was pewnie, czy P. wie co czuję. Wie, chociaż myślę, że nie do końca to rozumie. Rozmawialiśmy o tym kilka razy, był bardzo wyrozumiały, ale jestem mistrzynią sprzecznych komunikatów. Po każdej rozmowie o tym, że nie umiem za nim tęsknić i że nie załamałabym się gdyby ode mnie odszedł, wtulam się w niego czule, pozwalam się głaskać i całować. O niczym tak nie marzę, żeby znów zwariować, tym razem na jego punkcie…
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...