Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/człowiek-odwrotną-stronę-przenieść-1075770/]TanteTati[/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/człowiek-odwrotną-stronę-przenieść-1075770/]TanteTati[/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]

Podczas organizowanych niedawno warsztatów dla mam z dziećmi poznałam wyjątkową dziewczynę. Kobietę. Uśmiechniętą, ale zdystansowaną. Kiedy usłyszała gdzie pracuję opowiedziała mi swoją historię. Ku przestrodze innych.

REKLAMA
Ta opowieść to dla niej - jak sama twierdzi - autoterapia... Poznajcie M. i posłuchajcie jej opowieści.
Myślałam, że jesteśmy szczęśliwą parą. Idealną
Że te wszystkie historie o rodzicach wychowujących dzieci oddzielnie, o dzieleniu się opieką, alimentach, kłótniach – że to inna rzeczywistość. Że to dotyczy ludzi o których się słyszy i czyta, ale na pewno nie nas.
Kiedy się poznaliśmy niektórzy patrzyli dziwnie. On starszy, po przejściach, ja w ocenie jego bliskich za młoda, nie zdążyłam się wyszaleć. Nic z tego nie będzie. Ale było. Wspaniale. Podróżowaliśmy, chodziliśmy na koncerty, robiliśmy sobie soboty w czwartki, żeby uniknąć weekendowych tłumów jeśli zechcemy zrobić coś szalonego. Wstawaliśmy w środku nocy, żeby jechać na ryby. Bo sumy biorą najlepiej w czerwcowe, duszne poranki. Kiedy padało rozkładaliśmy koc i kosz piknikowy w salonie. To wszystko mimo pracoholizmu, który oboje uwielbialiśmy.
Kłóciliśmy się, jak każda para. Czasem o drobiazgi, czasem o większe sprawy. Ale za to jak smakował seks na zgodę…
Nie potrzebowaliśmy ślubu, żyliśmy po prostu ze sobą
Poza tym, że się kochaliśmy, lubiliśmy się i to nam wystarczało. Mieliśmy plany – parterowy domek z kawałkiem działki i dwa psy. Negocjacje w sprawie kota trwały. No i oczywiście dzieciaki. Dwoje albo troje.
Zaszłam w ciążę. Był strach, niepokój, wszystko było nowe. Ale byliśmy w tym razem. Kiedy na świat przyszła nasza córka było jeszcze fajniej. Nie twierdzę że prościej – zaczęły się frustracje, nieprzespane noce, ciągłe porady i pytania ze strony bliskich. Że może od razu następna ciąża, a kiedy zmienimy mieszkanie, bo przecież to jest za małe. No i przydałby nam się nowy samochód. Kiedy wracam do pracy, jak załatwimy żłobek. I jeszcze cała masa innych. Ale jakoś wspólnie dawaliśmy sobie radę.
Do czasu. Nie stało się nic konkretnego. Powoli zaczęliśmy się od siebie oddalać. Ja zostałam pełnoetatową mamą. On zarabiał na dom. Teoretycznie wszystko grało, jeździliśmy na wakacje, na weekendy do rodziców, chodziliśmy na spotkania z przyjaciółmi. Ale tak naprawdę byliśmy obok siebie. Obok, a później coraz dalej i dalej.
Przeszkadzało mi, że nie przymyka gorącego piekarnika, że nie chowa butów do szafki, że pyta, martwi się, że odzywa się nie tak jak trzeba. Przestałam widzieć to co, dobre. I vice versa. Słyszałam że narzekam na mamę, że nie ma pieczywa, że nie mam na nic siły i ze w sypialni tylko śpię. To wszystko była prawda.
Zapomnieliśmy o sobie. Kłóciliśmy się coraz częściej
Aż coś pękło. Wykrzyczałam mu, żeby sobie poszedł. I zrobił to. Nie od razu – na spokojnie. Uznaliśmy, ze może to nam pomoże. Nie pomogło. Nie potrafiliśmy odpuścić, byliśmy bezsensownie dumni.
Mam sobie za złe, że się nie zatrzymałam w odpowiednim momencie. Że nie zastanowiłam się, co jest nie tak. Że powiedziałam o jedno zdanie za dużo. Nikt nie jest idealny, każdy popełnia błędy. Związek to sztuka kompromisu, na który my nie poszliśmy.
Nasz córka ma 6 lat. Jest wspaniałą pierwszoklasistką. Nigdy nie brakowało jej taty, choć od tamtego dnia nigdy się nie złamał. Ani on, ani ja. Mamy kontakt, z uśmiechem wspominamy to co było, ale jest inaczej. Choć czasem mi się wydaje, że czujemy to co na początku naszego związku. Ale później od wraca do swojej narzeczonej. Do cioci – tak mówi nasza córka. Chyba są szczęśliwi. Dbają o malutką. Opowiada mi, jak spędziła z nimi weekend, że ciocia kupiła jej sukienkę, że były na wystawie i piekły pierniki…
Czy jestem szczęśliwa?
Jako matka – bardzo, jako kobieta – wcale. Czy żałuję? Owszem. I wiem, że będę żałować tego do końca życia. Tego jednego zdania za dużo. Ale nie mogę cofnąć czasu. Wciąż go kocham.I to będzie dla mnie najtrudniejsze do wytłumaczenia mojej córce. Wyjaśnienie jej, dlaczego skrzywdziłam dwie najbliższe mi na świecie osoby. Osoby, które kocham.
Dlaczego to opowiedziałam? Nie wiem, czy słowa mają moc sprawczą, ale jeśli któraś z was jest w takim momencie związku, to proszę – zatrzymajcie się na moment. Zastanówcie się czy warto się kłócić. Czy tego chcecie dla siebie i dla waszego dziecka. Żeby we wspomnieniach z dzieciństwa była mama, tata i ciocia.
Przemyślcie to jeszcze raz. A później jeszcze raz. I na wszelki wypadek raz jeszcze.