![Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/badania-ucze%C5%84-dyktando-d%C5%82ugopis-921885/]Komsomolec[/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]](https://m.mamadu.pl/ecc04604c3ee8549536314294240b7f0,1500,0,0,0.jpg)
REKLAMA
Mam 26 lat, jestem nauczycielką. Szkoła jest mała, na terenach wiejskich, jeszcze chwilę temu przeznaczona do likwidacji, reanimowana i funkcjonująca na prawach szkoły publicznej. Dzieci jest w sumie pięćdziesiątka, z różnych środowisk. Ale o tym za chwilę.
Zacznę od tego, że nigdy nie chciałam uczyć w państwowej placówce
I za każdym razem, kiedy mówię, że jestem nauczycielem, czuję palący wstyd. Dlaczego? „Those who can, do; those who can't, teach”. Ten zawód budzi jedynie złe emocje, od litości związanej z niskimi zarobkami po pogardę wynikającą z nieuzasadnionych przywilejów. Każdy sobie nauczycielem wyciera gębę, niektórym nawet przez gardło nie przejdzie zwracać się do nas per pan czy pani.
I za każdym razem, kiedy mówię, że jestem nauczycielem, czuję palący wstyd. Dlaczego? „Those who can, do; those who can't, teach”. Ten zawód budzi jedynie złe emocje, od litości związanej z niskimi zarobkami po pogardę wynikającą z nieuzasadnionych przywilejów. Każdy sobie nauczycielem wyciera gębę, niektórym nawet przez gardło nie przejdzie zwracać się do nas per pan czy pani.
Są dzieciaki pyskate i rozpuszczone
Dzieci są wspaniałe, zawsze podziwiałam ich energię, wyobraźnię i to, że potrafią tak wiele udźwignąć na swoich małych barkach. Przytulają się, opowiadają o swoim dniu, chwalą ocenami, zabawkami, czymkolwiek. Są takie, które chcą po prostu pogadać, ale i takie, które nie mówią prawie nic, bo nie przyjdzie im do głowy, że ktoś może ich słuchać. Często nie miały okazji usłyszeć, że są w czymś dobre, a przecież potrafią pięknie pracować, wykazać entuzjazmem.
Dzieci są wspaniałe, zawsze podziwiałam ich energię, wyobraźnię i to, że potrafią tak wiele udźwignąć na swoich małych barkach. Przytulają się, opowiadają o swoim dniu, chwalą ocenami, zabawkami, czymkolwiek. Są takie, które chcą po prostu pogadać, ale i takie, które nie mówią prawie nic, bo nie przyjdzie im do głowy, że ktoś może ich słuchać. Często nie miały okazji usłyszeć, że są w czymś dobre, a przecież potrafią pięknie pracować, wykazać entuzjazmem.
Może zainteresować cię także: Nie współczujcie mi, że jestem nauczycielem. Kocham moją pracę, choć czasem daje mi w kość
Oczywiście są dzieciaki pyskate i rozpuszczone, których matki nie raczą przyjść na rozmowę, albo umacniają w dziecku przekonanie, że wszystko mu wolno. Uwierzcie, rodzice są zakałą tego zawodu — potrafią dołować nie tylko nas, nauczycieli, ale głównie własne dzieci, porównując je nieustannie do innych, krytykując i umniejszając ich sukcesy. Owoce niespełnionej ambicji, dzieci które boją się w czymkolwiek brać udział z obawy przed porażką.
Codziennie walczę sama z sobą
Całymi wieczorami wyszukuję ciekawe materiały, myślę o nowych zadaniach, żeby mój przedmiot stał się dla nich bardziej przystępny, może nawet ciekawy? Organizuję pracę w grupach, zachęcam do robienia dodatkowych projektów, powtarzam, że dobrze im idzie, że jestem dumna, że oby tak dalej. A potem myślę, że jestem naiwna, że przecież nikt normalny nie siedzi po nocach i nie wycina obrazków dla gromady obcych dzieci. A nawet jeśli, to nie za taką pensję.
Całymi wieczorami wyszukuję ciekawe materiały, myślę o nowych zadaniach, żeby mój przedmiot stał się dla nich bardziej przystępny, może nawet ciekawy? Organizuję pracę w grupach, zachęcam do robienia dodatkowych projektów, powtarzam, że dobrze im idzie, że jestem dumna, że oby tak dalej. A potem myślę, że jestem naiwna, że przecież nikt normalny nie siedzi po nocach i nie wycina obrazków dla gromady obcych dzieci. A nawet jeśli, to nie za taką pensję.
Wiem, że nie zostanę tu długo
Kocham te dzieci jak swoje, serce mi pęka na samą myśl, że miałabym zrezygnować, ale wiem, jakie są realia tego zawodu — jak łatwo o wypalenie, kiedy nikt nie docenia twojej pracy i umniejsza zasługi. Nie chcę czuć odpowiedzialności za błędy wychowawcze rodziców, za ich krótkowzroczność. Nie chcę być nauczycielem podobnym do kilku, których sama miałam — znudzonym, sfrustrowanym, zmęczonym. Ilu z nich nie nadawało się do zawodu? Nie wiem. Ilu ten zawód odarł z pasji, z chęci wpływania na cudze życie, na kształtowanie go? Pewnie niejednego.
Kocham te dzieci jak swoje, serce mi pęka na samą myśl, że miałabym zrezygnować, ale wiem, jakie są realia tego zawodu — jak łatwo o wypalenie, kiedy nikt nie docenia twojej pracy i umniejsza zasługi. Nie chcę czuć odpowiedzialności za błędy wychowawcze rodziców, za ich krótkowzroczność. Nie chcę być nauczycielem podobnym do kilku, których sama miałam — znudzonym, sfrustrowanym, zmęczonym. Ilu z nich nie nadawało się do zawodu? Nie wiem. Ilu ten zawód odarł z pasji, z chęci wpływania na cudze życie, na kształtowanie go? Pewnie niejednego.
Owszem, widzę tu ludzi, którzy nie nadają się do zawodu, pozbawionych cierpliwości do dzieci, umiejętności rozmawiania z nimi. W każdym zawodzie jest ktoś, kto wybrał go raczej z przypadku lub braku pomysłu na siebie. Stoją obok ludzi, którzy codziennie w tym zawodzie dają z siebie wszystko. Z daleka trudno rozpoznać, kto jest kim.
Pozdrawiam serdecznie
Nauczycielka
Nauczycielka