Fot. haywiremedia / 123RF Zdjęcie Seryjne
Fot. haywiremedia / 123RF Zdjęcie Seryjne

Moja Przyjaciółka mawia, że jednym z powodów, dla których warto mieć dzieci jest ten, że można się bezkarknie bawić klockami LEGO. Ja, parafrazując jej słowa powiem, że posiadanie potomstwa daje cudowną możliwość powrotu do ukochanych książek z dzieciństwa. Podsuwam je masowo mojej siedmioletniej córce, a dziś podzielę się z Wami kilkoma tytułami z mojej „listy”. Wybór pewnie nie jest oryginalny, dlatego bardzo ciekawi mnie, co Wy dopiszecie do tego „zestawu”.

REKLAMA
1. „Dzieci z Bullerbyn” (Astrid Lindgren)
Powieść uniwersalna, wydana również w formie audiobooka, który doskonale sprawdza się w samochodzie podczas długiej podróży na wakacje. Mam wrażenie, że poznając przygody szóstki dzieci z małej, skandynawskiej wioski, współczesne dzieci mogłyby odkryć radość z najprostszych zabaw, zabaw do których potrzeba czasem zebrać jedynie kilka liści i patyczków... Czy dzisiejsi czytelnicy zachwycą się także bezinteresowną, szczerą przyjaźnią głównych bohaterów i czułością z jaką dbają o siebie i o członków swojej rodziny (Dziadziuś)?
Nie wątpię, że przygody tej małej grupki zainspirowałyby najbardziej zagorzałego przeciwnika książek. Przypomnijcie sobie liściki przesyłane po sznurze poprowadzonym między oknami sąsiadujących domów. Pamiętam, jak próbowałyśmy z koleżankami zainstalować taką „pocztę” między naszymi blokami. Wydawało nam się to wówczas takie proste...
2. „Zima w Dolinie Muminków” (Tove Jansson)
Muminki mają swoich zwolenników i przeciwników. Ja należę oczywiście do tych pierwszych. Kocham cudowny klimat skandynawskich opowieści o sympatycznych trollach. Mała Mi zjeżdzająca z ośnieżonych pagórków na srebrnej tacy Mamusi Muminka, Tajemnicza Lodowa Pani, która wzrokiem zamroziła Wiewiórkę i Buka, której wszyscy się boją, choć nikt nie wie dlaczego – to tylko kilka charakterystycznych, wyrazistych postaci stworzonych przez Tove Janson. Przygody Muminków to fantastyczna lektura na długie listopadowe i grudniowe wieczory. Czytana przed snem poruszy dziecięcą wyobraźnię, stworzy magiczny nastrój i zachęci do zapoznania się z pozostałymi częściami historii małych trolli.
Bo choć MumiTekst linkanki to stworzonka nieco dziwne, są one jednocześnie bardzo ludzkie i nam bliskie. Mama Muminka, zawsze w fartuszku i z torebką, to taka zwykła kochana mama, przy której można zawsze czuć się bezpiecznie, a Tatuś w cylindrze, pisujący pamiętniki, to tatuś, który zna i opowiada setki fascynujących historii.
3. „Przygody Koziołka Matołka” (Kornel Makuszyński)
Koziołek Matołek w czerwonych spodenkach przemierza świat (świat, w którym nie ma telefonów komórkowych ani nawet telewizora, a jedynie kinematograf!) w poszukiwaniu Pacanowa. Przygody, które mu się przytrafiają po drodze, są niezwykłe, wiele jest nieprawdopodobnych zwrotów akcji. Czy wiecie , że ta wierszowana opowieść z fantastycznymi rysunkami Mariana Walentynowicza („Koziołka” uznaje się za prekursora polskiego komiksu) ma już ponad 80 lat? Sprawdźcie koniecznie, czy podróże Koziołka zainteresują Wasze dzieci.
Moja córka przygodę z Matołkiem zaczęła właśnie od ilustracji – patrząc na nie opowiadała „po swojemu” przygody Koziołka. Dziś już czyta towarzyszący im tekst, a obrazki ogląda jej młodszy braciszek.
4. "Mikołajek" (René Goscinny, Jean-Jacques Sempé)
Przygody małego chłopca i jego kolegów z klasy opisane są w tak ciepły i uroczo zabawny sposób, że kilkoro moich dorosłych znajomych sięga po te książeczki w „trudnych” chwilach, by poprawić sobie nastrój. Przygody Mikołajka powstały w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku (jak to brzmi!), a bawią i współczesnych dorosłych i współczesne dzieci. Świat opisywany z perspektywy małego bohatera, jego obserwacje i refleksje dotyczące relacji między otaczającymi go ludźmi nie tylko śmieszą, ale uświadamiają, że mimo upływu czasu, dziecięce zachowania i reakcje nie zmieniają się tak bardzo, a dorośli są ogromnie przewidywalni (dowodem najczęściej powtarzane zdanie podczas lektury: „ Zupełnie jak u nas w domu”.)
5. "Akademia Pana Kleksa" (Jan Brzechwa)
Czytałam kiedyś artykuł, w którym autor wyliczał podobieństwa między dziełem Brzechwy a kultowym już „Harrym Potterem”. Rzeczywiście, jest ich sporo. Może gdyby Brzechwa napisał swą „Akademię” dziś, doczekałaby się ona hollywodzkiej ekranizacji... Co sprawia, że tę powieść czytają chętnie nasze dzieci? Można długo wymieniać... Na pewno bardzo ciekawa jest sama postać czarodzieja Ambrożego Kleksa (trochę dziwaka, trochę uczonego) postać, którą właściwie nie do końca można jakoś ”określić”. Pewnie liczne nawiązania do klasycznych bajek, czyli taki element „swojskości”, dający dzieciom poczucie, że cała historia jest im bliska. No i motyw odwiecznej walki dobra ze złem...
Ukochane książki z dzieciństwa ukształtowały nas i naszą wrażliwość. Pamiętamy je do dziś i z rozrzewnieniem sięgamy po nie siadając wieczorem przy łóżeczkach naszych dzieci. Czy dzisiejsze maluchy będą mogły w przyszłości stworzyć taką listę ze współczesnych propozycji? Nie umiem jeszcze odpowiedzieć na to pytanie – moja córka dopiero wyrusza na pierwsze samodzielne przygody z literaturą. Zadaniem dla mnie będzie podsunąć jej to, co warte uwagi i może lepiej powiązane ze współczesną rzeczywistością... Kiedy będzie starsza, podaruję jej „Jeżycjadę”, „Anię z Zielonego Wzgórza”,”Mała księżniczkę”, książki Edwarda Niziurskiego... Zastanawia mnie jednak, czy te „nasze” ukochane powieści, poruszające uniwersalne problemy ciągle jeszcze są atrakcyjne dla współczesnych młodych czytelników? Czy są w stanie wpłynąć na nich równie mocno co filmy czy „kultowe” gry komputerowe?
Ostatnio w kinie pojawiła się ekranizacja „Małego Księcia”. Recenzje są fantastyczne. Czy film skłoni tych, którzy go obejrzeli (i zachwycili się) do sięgnięcia po książkę?