Matka na poligonie, czyli jak bez uszczerbku przeżyć z dwójką dzieci

Biją się, są złośliwi wobec siebie, a matkę doprowadzają na skraj wytrzymałości. | Fot. [url=http://bit.ly/1BNYsIE]White77/Pixabay[/url] / [url=http://bit.ly/1My30er]CC BY [/url]
Biją się, są złośliwi wobec siebie, a matkę doprowadzają na skraj wytrzymałości. | Fot. White77/Pixabay / CC BY
Nakładasz właśnie obiad, a za plecami słyszysz: - Ja tu siedzę! Właśnie, że nie, bo ja. Nie bo ja. Mamoooo. Masz ochotę pieprznąć garnkiem i wyjść?

Tylko spokój może nas uratować
Te słowa powtarzam jak mantrę, mając nadzieję, że staną się ciałem i spokój naprawdę spłynie na nasz domowy poranek. Wydawałoby się – normalnie. Wstaję, budzę młodszego syna do szkoły, starszy przewraca się na drugi bok. Buziaki, głaskanie po głowie. Miło, bez pośpieszania. Tyle tylko, że kiedy staję w kuchni, by przygotować śniadanie słyszę: - Nie idę dzisiaj do szkoły, dlaczego Borys ma na późniejszą znowu, a ja nie!?! To niesprawiedliwe! RAZ DWA TRZY, liczę głośno. W myślach jednak dodaję: "No tak, faktycznie, jakby w szkole nie wiedzieli, że to bracia, którzy wiecznie ze sobą rywalizują i nie mogli ułożyć im takiego samego planu, aby mi matce zaoszczędzić porannych pretensji. Co za szkoła!" Dyplomatycznie milczę.

Czekam, aż Młody pomimo pretensji do całego świata i szukania przyczyny swojego nieszczęścia w starszym bracie wstanie i się ubierze. Wie, że nie odpuszczę i że nie dam się sprowokować do dyskusji i słownej bitwy z samego rana. Schodzi uśmiechnięty pytając co na śniadanie. Starszy schodzi za nim komunikując, że też jest głodny. - Mamo a Wiktor dodał sobie do owsianki więcej miodu niż ja. Taaa. Wszystko wskazuje na to, że nawet śniadanie nie może być zjedzone w spokoju. Pytam: A czy dla Ciebie owsianka jest za mało słodka? Słyszę: - Właściwie nie. W głowie pojawia się: "To po diabła komentujesz, co je Twój brat! ".
Znowu milczę. A oni już w spokoju omawiając, co będą robić wspólnie po lekcjach zjadają ze smakiem owsiankę, jeden z większą ilością miodu, co zarejestrowałam i w niewidzialnym notatniku zapisałam: "Następnym razem zwrócić uwagę, ile miodu daje do owsianki Młodszy." Na stojąco piję kawę i słucham, o czym ze sobą rozmawiają. Jeszcze tylko Wiktor ubierając się pyta: - Mamo, jak to było? Źrebak przez „z” z kreską, bo skacze przez przeszkody, czyli kreskę? Starszy się wtrąca: - Pamiętaj, że po spółgłosce nie piszemy z „i”. Przejął się sprawdzianem brata.

I rzucone: - Borys czy Ty musisz akurat tu wieszać swoją kurtkę?!? Tak, że nie mogę swojej ściągnąć! SPECJALNIE to robisz!!! Wychodzimy

To niesprawiedliwe
Czy Wy mamy dwójki dzieci też ten slogan słyszcie często? Zdecydowanie ZBYT często? Niesprawiedliwe w zestawieniu z rodzeństwem może być wszystko. Niesprawiedliwe jest zajęcia miejsca przy stole: Bo on zawsze tam siedzi, a ja dzisiaj bym chciał usiąść na tym krześle! Niesprawiedliwe jest zajęcie miejsca nawet na kanapie: Bo ja chciałbym siedzieć koło mamy/taty/po środku – do wyboru w zależności, gdzie właśnie siedzi przyczyna (czytaj: rodzeństwo) niesprawiedliwości. Niesprawiedliwe bywa także to, że jego kolega był dłużej u niego niż mój u mnie, a nawet fakt, oglądania dłużej bajki, podczas gdy pokrzywdzony bajek nie oglądał, bo budował z tatą coś BARDZO ważnego z klocków.
I tak, jak z takimi niesprawiedliwościami można jeszcze spróbować podyskutować, przytulić, ukoić ból pokrzywdzonego łaskotkami, tak argumentów brak, gdy słyszę: - Mamoo, to niesprawiedliwe, bo on jest młodszy/starszy (w zależności, który akurat to mówi) i ZAWSZE tak będzie. Niesprawiedliwe bywa nawet, że: ON ma więcej zadane niż ja!
Czasami zastanawiam się, czy oni tą niesprawiedliwością się karmią, bo bywa, że odnoszę wrażenie, że bez niej nie potrafią funkcjonować. Kiedy po raz trzydziesty w ciągu dnia rozbrzmiewa: - Mamooo, to niesprawiedliwe, to mam ochotę wrzeszczeć: "Tak to niesprawiedliwe i nigdy się nie zmieni, zawsze wszystko będzie N I E S P R A W I E D L I W E" i uciąć na wieku wieków te dyskusje.


Co jednak robię? Milczę. Przytulam. I mówię, jak fajnie jest być sobą, mieć własne zdanie i walczyć o nie, bo gdyby wszyscy byli tacy sami, to może by i było sprawiedliwie, ale za to jak nudno. Bywa jednak, że to niesprawiedliwie nabiera innego wymiaru, kiedy razem wbiegają do domu, wyciągają kawałek kiełbasy z lodówki i lecą na złamanie karku nakarmić nieznanego psa: - Mamo, on jest chyba bezdomny, to niesprawiedliwe, że nie ma domu – mówią wspólnym głosem.

Najlepszą zabawą dokuczanie
W co się najbardziej lubi bawić rodzeństwo? W dokuczanie! Borys nie zasłaniaj mi, nic nie widzę! Wiktor musisz mnie kopać? Nie przedrzeźniaj! Nie papuguj! Mamooo a on robi mi na złość!!!Tu uwaga, bo matka ma ochotę wytargać ciężką broń. Wkroczyć, odciągnąć i rozsadzić. Nic nie wyprowadza mnie z równowagi tak, jak złośliwość wobec drugiego. A ona bywa wyrafinowana, bo przecież się znają, wiedzą o swoich słabych punktach. Starszy wie, że jak nagle zapragnie bawić się właśnie tymi klockami, którymi bawi się Młodszy, to doprowadzi go tym do szewskiej pasji. Młody się będzie miotał, krzyczał, prosił i błagał, a Starszy w spokoju będzie budował.

I odwrotnie. Młodszy wystarczy, że powie: - Teraz ja czytam tę książkę/słucham audiobooka od dziesiątego rozdziały i awantura gotowa. Wbijają sobie szpilki sprawdzając nawzajem granice swoich emocji. Moich również. To jak stąpanie po polu minowym. Uda się? Czy wybuchnie? I wybucham czasami ja. Reaguję, kiedy widzę bezradność drugiej strony, kiedy słyszę, że próby spokojnego tłumaczenia nie zdają egzaminu.

Rozmowa, której uczę moich synów się nie sprawdza. Nie wytrzymuję. Wpadam i rozdzielam. Jeden idzie mi pomóc w sprzątaniu, a drugi nakarmić kota i psa. Po takim rozminowaniu sytuacji za chwilę siedzą i bawią się wspólnie w najlepsze lub dyskutują: - Wiesz, ja nie słyszałem wcześniejszego rozdziału tej książki, bo wczoraj zasnąłem, posłuchasz jeszcze raz? Oookeeej – słyszę i uśmiecham się pod nosem.
Przestańcie się bić
O biciu się można by napisać z trzy osobne teksty. Ostatnio znajomy mi powiedział: Ja z moim bratem całe życie się tłukłem, moja mama dostawała w głowę… Za to jak byliśmy starsi, to biłem się w jego obronie… Cóż ja jestem na etapie dostawania w łeb. Bo o co można się bić? Okazuje się, że o wszystko. O to, że piłki nie kopnął w tym kierunku, w którym miał przykazane. Pomijam, że nie było to specjalne, po prostu kwestia umiejętności. Bić się można o to, że zrzucił właśnie jego kurtkę z wieszaka ściągając swoją (też niespecjalnie). Świetną okazją do pobicia się, jest dla zabawy zabranie ołówka, długopisu, czy też potrzebnego akurat do rozstrzygnięcia ważnej bitwy żołnierzyka.

Ale czy powód jest ważny. Bić się można przecież bez powodu. Zupełnie. Tak po prostu. Bo jeden przeszedł obok drugiego. Albo zabawa przerodziła się w bójkę nie wiadomo dlaczego. - Mamoooo, a on mnie bije/chce uderzyć – zależy na jakim etapie jest walka. Nie wnikam. Czekam na rozwój sytuacji. Udaję, że mnie nie ma, że zniknęłam na chwilę i nie mogę akurat być ludzką tarczą dla żadnego z nich. Najczęściej zdaje egzamin. Teraz zdaje. Po wielokrotnie, a raczej tysiąckrotnie powtarzanym: Rozmawiajcie ze sobą. Ja się nie wtrącam. Sami rozstrzygnijcie problem. Wysłuchuję obu stron zupełnie nie zajmując stanowiska.

Czasami rzucę: - No tak, też bym była wściekła na waszym miejscu. Ale wyobrażacie sobie, co by było, gdybym ja się z tatą biła za każdym razem, kiedy się nie zgadzamy? Bywa, że robię z siebie głupka. Pokazuję im jak się zachowują, jak dwa koguty. Śmiech jest dobry na bezbolesne zdetonowanie ładunku. Mamooo, no co ty, my tak nie wyglądamy. Przyznaję, działam intuicyjnie. W domu leży książka, jak sobie radzić z agresją rodzeństwa, pewne powinnam do niej sięgnąć.

Nie wytrzymałam raz. Kiedy biegali już w szale po całym domu. Z długopisami w ręce. Raz: Przestańcie, zrobicie sobie krzywdę. Dwa: Przestańcie, zrobicie sobie krzywdę. Trzy… Wyjęłam z szuflady noże i zamiast długopisów włożyłam im je w ręce mówiąc: - Po co macie zrobić sobie małą krzywdę, jak już chcecie, to lepiej od razu porządnie. Jeśli mam z którymś jechać na pogotowie, to bardziej widowiskowy będzie wbity nóż niż długopis! Zamarli. Rozpłakali się. I tak sobie myślę, że do dziś bójka grożąca poważniejszymi urazami się nie zdarzyła. Ktoś powie: Głupia matka. Pewnie głupia, ale doprowadzona na skraj swojej cierpliwości.

Życie rodzeństwa to nieustanna walka o bycie ważniejszym, bardziej kochanym, więcej chwalonym. Posiadanie dwójki dzieci, to niekończące się wojskowe manewry polegające na tym, by każdy z uczestników bitwy wyszedł z niej cało, bez obrażeń, bez żalu i pretensji, a w poczuciu, że jest kochanym, nawet przez brata czy siostrę, przez których świat bywa czasami niesprawiedliwy i do bólu nieznośny.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE