
Cieszysz się, że twoje dziecko tak dobrze odrabia prace domowe? Siedzi grzecznie w pokoju i szuka wiedzy? Nie ciesz się za wcześniej! Sprawdź lepiej, czy po prostu nie czeka, aż ktoś podeśle mu gotowca. W sieci kwitną serwisy, gdzie uczniowie odrabiają lekcje za innych. Za darmo - wystarczy od czasu do czasu odrobić też za kogoś. Z nauką nie ma to wiele wspólnego. Więcej ze ściąganiem.
Takich jak ona uczniów są setki tysięcy, jeśli nie miliony. Serwisy żyją z reklam, więc nie pobierają od uczniów żadnych opłat. “Lubisz polski, ale nie radzisz sobie z fizyką? Ty pomóżesz komuś , a jeden z 2 mln uczniów pomoże Tobie” - reklamuje się jeden z nich. Podobno teraz odwiedza go ponad pięć milionów użytkowników miesięcznie.
Ktoś może zapytać: “Ale gdzie jest problem? Uczniowie sobie pomagają i dobrze”. Gdyby sobie pomagali, to byłoby dobrze. Ale tu nikt (albo prawie nikt) nic nie wyjaśnia. Wysyłane są gotowe odpowiedzi, niezależnie od przedmiotu.
Teoretycznie serwisy pozwalają na wzajemną pomoc i wyjaśnienie zadań. Takiej wersji trzymają się ich założyciele. W praktyce trudno znaleźć coś oprócz gotowca. Dziecko otrzymuje "produkt”, który nie wymaga żadnego myślenia, refleksji, zastanowienia się. Można go w szkole prezentować metodą “kopiuj-wklej” (albo “kopiuj-przepisz”). Ściąganie kwitnie.
Zresztą trudno się dziwić, skoro sami uczniowie zdają się nie przejmować uczciwością w szkole. W ankiecie, którą w 2011 r. przeprowadził portal zadane.pl (to jeden z opisywanych tu serwisów), uczniowie przyznali, że uczciwością w szkole przejmują się tylko "naiwni nieudacznicy". Dla 66 procent (z ponad 6,5 tysięcy badanych) ściąganie to przejaw sprytu i zaradności.
O serwisach ściągających wiedzą uczniowie, ale wiedzą również nauczyciele.
NAUCZYCIEL HISTORII, 15 LAT STAŻU W WARSZAWSKIM LICEUM
Co bardziej zapobiegliwi nauczyciele sprawdzają, czy przypadkiem zadana przez nich praca domowa nie trafiła do jakiegoś serwisu. Ale to zabawa w kotka i myszkę, bo uczniowie z kolei instruują się wzajemnie, jak pytania (już po uzyskaniu odpowiedzi) z serwisów usuwać. Można tak w kółko - wszystko po to, aby… nie napracować się przy odrabianiu lekcji w domu.
Od pracy domowej do pracy magisterskiej droga daleka. Ale kto będzie ją pisał, jak w sieci na pewno znajdzie kogoś, kto “pomoże”? Przypominamy więc, że napisanie za kogoś “magisterki” to przestępstwo. Pisanie prac domowych - nie. A szkoda.
Na koniec bez komentarza jedno ze zleceń na zadane.pl:
