Tak już lekcji się nie odrabia...
Tak już lekcji się nie odrabia... Fot. 123RF

Cieszysz się, że twoje dziecko tak dobrze odrabia prace domowe? Siedzi grzecznie w pokoju i szuka wiedzy? Nie ciesz się za wcześniej! Sprawdź lepiej, czy po prostu nie czeka, aż ktoś podeśle mu gotowca. W sieci kwitną serwisy, gdzie uczniowie odrabiają lekcje za innych. Za darmo - wystarczy od czasu do czasu odrobić też za kogoś. Z nauką nie ma to wiele wspólnego. Więcej ze ściąganiem.

REKLAMA

Takich jak ona uczniów są setki tysięcy, jeśli nie miliony. Serwisy żyją z reklam, więc nie pobierają od uczniów żadnych opłat. “Lubisz polski, ale nie radzisz sobie z fizyką? Ty pomóżesz komuś , a jeden z 2 mln uczniów pomoże Tobie” - reklamuje się jeden z nich. Podobno teraz odwiedza go ponad pięć milionów użytkowników miesięcznie.

Ktoś może zapytać: “Ale gdzie jest problem? Uczniowie sobie pomagają i dobrze”. Gdyby sobie pomagali, to byłoby dobrze. Ale tu nikt (albo prawie nikt) nic nie wyjaśnia. Wysyłane są gotowe odpowiedzi, niezależnie od przedmiotu.

Teoretycznie serwisy pozwalają na wzajemną pomoc i wyjaśnienie zadań. Takiej wersji trzymają się ich założyciele. W praktyce trudno znaleźć coś oprócz gotowca. Dziecko otrzymuje "produkt”, który nie wymaga żadnego myślenia, refleksji, zastanowienia się. Można go w szkole prezentować metodą “kopiuj-wklej” (albo “kopiuj-przepisz”). Ściąganie kwitnie.

Zresztą trudno się dziwić, skoro sami uczniowie zdają się nie przejmować uczciwością w szkole. W ankiecie, którą w 2011 r. przeprowadził portal zadane.pl (to jeden z opisywanych tu serwisów), uczniowie przyznali, że uczciwością w szkole przejmują się tylko "naiwni nieudacznicy". Dla 66 procent (z ponad 6,5 tysięcy badanych) ściąganie to przejaw sprytu i zaradności.

O serwisach ściągających wiedzą uczniowie, ale wiedzą również nauczyciele.

Czy znam? Oczywiście. Ja uczę historii, więc u mnie to nie jest największy problem, bo nikt nie jest na tyle głupi, żeby przynosić identycznie napisany referat. Ale nauczyciele ścisłych przedmiotów maja prawdziwy problem, bo okazuje się, że cała klasa przychodzi z idealnie rozwiązanym zadaniem. I identycznie. A przy tablicy nikt nawet nie rozumie, co napisał. Nawet na zebraniu z rodzicami o tym było, ale efektów jakoś nie widać

NAUCZYCIEL HISTORII, 15 LAT STAŻU W WARSZAWSKIM LICEUM

Co bardziej zapobiegliwi nauczyciele sprawdzają, czy przypadkiem zadana przez nich praca domowa nie trafiła do jakiegoś serwisu. Ale to zabawa w kotka i myszkę, bo uczniowie z kolei instruują się wzajemnie, jak pytania (już po uzyskaniu odpowiedzi) z serwisów usuwać. Można tak w kółko - wszystko po to, aby… nie napracować się przy odrabianiu lekcji w domu.

Od pracy domowej do pracy magisterskiej droga daleka. Ale kto będzie ją pisał, jak w sieci na pewno znajdzie kogoś, kto “pomoże”? Przypominamy więc, że napisanie za kogoś “magisterki” to przestępstwo. Pisanie prac domowych - nie. A szkoda.

Na koniec bez komentarza jedno ze zleceń na zadane.pl: