Google prawdę ci powie... A co mówi o dzieciach?

Google prawdę Ci powie...
Google prawdę Ci powie... Fot. google.com
Niektórzy mówią, że jak czegoś nie ma w google to nie istnieje. MamaDu sprawdziło - dzieci istnieją, ale przede wszystkim istnieją zmartwienia rodziców ich dotyczące. Obraz wyłaniający się po analizie najczęstszych zapytań polskich rodziców nie jest optymistyczny. Więcej się martwimy, niż cieszymy. Pozostaje mieć nadzieję, że jest po prostu tak, że rodzice sięgają po internet w ciężkich chwilach, te radosne zostawiając dla świata realnego.

Przede wszystkim, dziecko JEST. To najbardziej optymistyczna statystyka w zestawieniu, bo najczęściej wpisywanym zapytaniem na “dziecko jest...” jest “dziecko jest cudem”. Hura! Optymizm studzi nieco czający się za cudownym dzieckiem zapis “dziecko jest niegrzeczne w szkole”. A nieraz “dziecko jest” niestety też blade.

Gorzej sprawa wygląda, gdy wpiszemy w najpopularniejszą wyszukiwarkę frazę “dziecko nie jest”. Same problemy - od mniejszych (“dziecko nie jest lubiane w klasie”), po gigantyczne (“dziecko nie jest moje”). Dzieci nie są też “samodzielne” oraz “podobne do ojca”.
Skoro dziecko już jest/nie jest to na pewno czegoś chce/nie chce. Logika podpowiada, że przynajmniej jedno z tych zestawień powinno być pozytywne. Skoro najpopularniejsze “dziecko chce” dotyczy “spać tylko na rękach”, to na drugim biegunie powinno być “chce spać w łóżeczku”. Nic podobnego! Gdzie nie spojrzeć, to problemy.

Dziecko chce spać tylko na rękach, chce rządzić, siadać w czwartym miesiącu, a na dodatek chce psa (tego już za wiele). Czego nie chce? Nie chce pić, spać, chodzić do szkoły i robić kupy. Nie ma niestety dziecka, co “nie chce robić bałaganu”, ani takiego, co “chce uczyć się trzeciego języka”.


Ale moment, może to dotyczy innych dzieci? Wpisujemy więc “moje dziecko”. Niestety jest jeszcze gorzej. Ciągle nie chce jeść i spać, a na dodatek denerwuje rodzica i - o zgrozo! - bije go.
Co zrobić? Poradźmy się googla… Najczęściej rodzice szukają porady, gdy nie wiedzą “co zrobić, gdy dziecko kłamie”, płacze w przedszkolu i “cały czas chce ssać pierś”.

Może się “nasz milusiński” uspokoi (szczególnie z tym biciem) gdy dostanie to, co woli dostać. Co więc woli dziecko? Wyszukiwarka podpowiada: ojca, butelkę, mamę niż tatę oraz... opiekunkę. W tej kolejności. Za to na pewno nie zyskamy w oczach pociechy, gdy będziemy robić coś, czego ono nie lubi, czyli:
wozić w foteliku (pierwsza podpowiedź na “dziecko nie lubi”)
kłaść na brzuchu
zmuszać do rysowania
wozić do babci (“dziecko nie lubi babci” - miejsce nr 4 w kategorii “dziecko nie lubi”)

Już lepiej zrobić coś, co “dziecko lubi”, czyli dać coś czarnego (“dziecko lubi czarny kolor”) albo zrobić coś z kółkami (“dziecko lubi kręcić się w kółko”, “dziecko lubi kręcić kółkami”).

W tym wszystkim nie można zapomnieć, że dziecko również ma i nie ma. Co ma? Przede wszystkim “prawo do” - to pierwsza podpowiedź google po wpisaniu “dziecko ma”. Do czego to prawo wyszukiwarka dyskretnie nie precyzuje. Może chodzi o prawo do kataru? Bo drugie “dziecko ma” to właśnie “dziecko ma katar”. Potem jest niestety gorzej - dziecko ma robaki i biegunkę.
A czego nie ma? Przede wszystkim apetytu. Ale niestety rodzice martwią się, że nie ma też kolegów i koleżanek oraz odruchu ssania. Ssanie zresztą martwi rodziców, których dzieci czegoś nie umieją. Ale nie najbardziej - najbardziej martwi ich to, że dzieci nie umieją wydmuchać nosa (“dziecko nie umie wydmuchać nosa” - pozycja nr 1). Potem jest właśnie ssanie smoczka, a podium w “dziecko nie umie” zamyka “dziecko nie umie się samo bawić”.

To wszystko oczywiście zabawa, ale trzeba pamiętać, że google tych zapytań samo nie wymyśla. Podpowiedzi wyszukiwarki wyskakują na podstawie analizy tego, co najczęściej jest wpisywane, więc ziarnko (albo wielkie ziarno) prawdy w tym jest i można wyciągać wnioski. Chociaż wydaje się, że trafniejsze byłoby spostrzeżenie, że jednak obowiązuje zasada “jak trwoga to do google”. Trudno wszak wymagać od kogokolwiek, żeby wpisywał “co zrobić, jak dziecko jest zdrowe”, albo “dziecko chce chodzić do szkoły”. Przecież nie lubimy się chwalić i tego też uczymy nasze dzieci….

PS. Jakiś czas temu media doniosły, że pewien Francuz zauważył, że po wpisaniu jego imienia i nazwiska do wyszukiwarki pojawiały się takie sugestie jak "gwałt”, „gwałciciel”, „satanista” czy „więzienie”. Uznał, że narusza to jego reputację i pozwał google. Sąd nakazał internetowemu gigantowi wypłacić pięć tysięcy euro odszkodowania i usunąć obraźliwe podpowiedzi. Jest nadzieja!

PS2. Jeśli chcecie samemu poeksperymentować z podpowiedziami google pamiętajcie, żeby korzystać w przeglądarce z trybu incognito. W przeciwnym razie podpowiedzi będą dopasowane do Waszej historii wyszukiwania.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE