Grupa naTemat

Metoda zielonego ołówka. Rewolucja w nauczaniu, która czeka nasze dzieci

Prawo autorskie: waldru / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: waldru / 123RF Zdjęcie Seryjne
Pamiętam swoje zeszyty - bywały mocno zakreślone na czerwono. Ten kolor długopisu znany jest każdemu dziecku już na początkowym etapie szkolnej edukacji. Ma on zwracać uwagę gdzie zrobiło się błąd, gdzie jest ta literka, ta cyferka która dziecku nie wyszła, która odbiega od przyjętej normy. A co to oznacza? To, że nauczyciel skupia uwagę malucha na tym, co mu się nie udało. Podkreślone i zaznaczone błędy (stawiali mi nawet obok czerwony wykrzyknik) skupiały uwagę, ale na tym co złe. Cała koncentracja dziecka skupiona jest na porażce. Co taki maluch może czuć? Ja pamiętam, że bywało mi czasem głupio, miałam poczucie lekkiej porażki. Takie budowanie lęku, przed oddaniem kolejnej pracy do sprawdzeniu, może przyczynić się do budowania trwałego poczucia strachu. Ale po kolei...

Zielony długopis. To takie to proste
Ostatnio natknęłam się w przedszkolu z (początkowo tajemniczą) nową metodą "zielonego ołówka". Okazało się, że to banalnie proste, a może dawać ciekawe i pozytywne efekty. Za pomocą zielonego koloru wychowawca przedszkolny zakreśla to, co jest zrobione poprawnie. Przykuwanie uwagi dziecka na to, co jest dobre, co mu wyszło, mimowolnie zacznie się kodować w jego umyśle. Zapamięta właśnie ten element, który przecież jest najbardziej wart zapamiętania. I co najważniejsze, będzie to kojarzyło z pochwałą. Maluch z całkiem innym, pozytywnym nastawieniem, będzie bardziej koncentrował się na tym, żeby powtórzyć ten sukces.
Czerwony taki straszny?
W pamięci dziecka utrwala się wytykanie błędów. A już na pewno poczucie, że nie jest się wystarczająco dobrym. Koncentrujemy się wtedy na wadach, brakach. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Nasz przedszkolak, albo początkujący uczeń napisał 20 razy literkę B. Wśród nich - 18 było bez zarzutu, a dwie wyszły dość koślawe. I wtedy wkracza nauczyciel i zakreśla właśnie te dwie... Jasne, warto pokazać błąd. Nie można być też całkiem bezkrytycznym, bo konstruktywna krytyka też jest potrzebna. Ale zmieńmy kolejność. Najpierw pokażmy dziecku co jest super, co wyszło bez zarzutu, zamalujmy to zielonym ołówkiem i pokażmy, że cała osiemnastaka jest bez zarzutu, dopiero potem powiedzmy dlaczego ta inna literka B jest niedoskonała.

Pamiętam też swoje oceny w podstawówce. Jednak z nauczycielek na samym początku mojej szkolnej przygody, robiła serduszka i gwiazdki. Takie z buźkami i fantazyjną czuprynką, a jak miało koronę? To było już mistrzostwo! Z czasem pani zaczęła stawiać nam 4, 5 i 6, ale takie ze śmiesznymi minkami. Nie wiem co na to powiedziałaby psychologia, ale ja wspominam to bardzo pozytywnie. Do tego zawsze dodawała co w rysunku podoba jej się najbardziej, która figura jest bardzo oryginalna. Byłam niezwykle dumna nawet z takiej czwóreczki. Takiej w pięknym kapeluszu z wystawionym językiem.

Źródło: dziecirosna.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WychowanieSzkoła
Skomentuj