Grupa naTemat

"Kochani rodzice, za 10 lat moi znajomi będą mnie gnębić za to, co dzisiaj robicie na Facebooku. Proszę przestańcie"

Prawo autorskie: tatyanagl / 123RF Zdjęcie Seryjne
To nie jest pierwszy raz, kiedy spotykam się z nieprzychylnym spojrzeniem. Przezabawne zdjęcie jak jem gofra z bitą śmietaną już raz wypłynęło. Na szczęście nie podczas rozmowy o pracę. I ta kompromitująca fotka z jakimś kuzynek o którym nie mam pojęcia i z którym w ogóle nie mam kontaktu. Można by dać jej roboczy tytuł „najgorsze rodzinne wakacje za granicą”. Czy jest szansa, że się od tego uwolnię?

Dlaczego moje słodkie stopki i maleńkie rączki muszą oglądać znajomi znajomych i ich znajomi?
To prawda, nie ma nic słodszego niż maleńkie różowe paluszki, nieużywane piętki i gładziutka pupcia. Można dumnie wypiąć pierś na wszystkie „ochy” i „achy”. Zawsze jest temat do rozmowy. A moje to śpi już cała noc, a moje pięknie zjada wszystkie posiłki, a moje robi najmniej śmierdzące kupki. Tak wiem – to ja byłam zawsze naj. Dla rodziców własne dziecko jest zawsze „naj”. Więc powód do dzielenia się zdjęciami tych wszystkich „naj” jak NAJbardziej oczywisty.

Dlaczego musi mnie śmieszyć to co was?
Mały bobas wysmarowany od góry do dołu kremem na odparzenia – super zabawne. Dzidziuś wcierający marchewkę we włosy mamy – komedia w trzech aktach. Ja przecież też byłam takim zabawnym niemowlakiem. Biegałam nago po ogródku z pętem kiełbasy w jednej ręce i okularami dziadka w drugiej. Zbierałam liście podczas jesiennego spaceru a po czapce chodził mi ślimak. Oczywiście, że tego nie pamiętam, ale dzięki wam mam piękne fotografie z tego okresu. Które znam nie tylko ja.

Dlaczego nie możemy mieć chociaż kilku wspomnień tylko dla siebie?
Pierwszy raz dałam buziaka tacie, pierwszy raz zrobiłam siusiu na nocnik, nasz pierwszy piknik, pierwsza wycieczka rowerowa, pierwsze wspólne Boże Narodzenie. Tak – wiem, wiem, widzieliście te zdjęcia, wszystko wiecie, nie musimy już rozmawiać.

Dlaczego bagatelizujecie wszystkie trudne dla mnie chwile?
Pamiętacie mój pierwszy dzień w szkole? Strasznie się stresowałam. Nikogo nie znałam, wszystko było dla mnie nowe. Chciałam się wtulić w wasze ramiona i bezpiecznie wrócić do domu. Nie potrzebowałam wtedy tysiąca zdjęć, sztucznych uśmiechów i ubolewania, że któreś z nich jest rozmazane, albo kadr jest nieco inny niż założyliście na początku.
Dlaczego muszę ponosić konsekwencje waszych decyzji?
Dokładnie tak. Wy zdecydowaliście, że pokażecie światu moje nogi, ręce, pupę, mój pierwszy upadek na rowerze i twarz upaćkaną lodami czekoladowymi. Pokazaliście też, jak maluję wielkanocne pisanki i jak mierzę w sklepie wymarzone buty. Pokazaliście jak boję się wizyty u dentysty i jak dumnie kłaniam się po koncercie w szkole muzycznej. Teraz wiem, że tego nie chciałam. Ale nie miałam wyboru i muszę dumnie uśmiechać się kiedy tylko ktoś wspomina o tym, jak uroczo czytałam kolorową książeczkę siedząc na nocniku. Bo uśmiech i brak komentarza bolą najmniej.

Dlaczego mi to zrobiliście?
Pewnie gdybym mogła wtedy podjąć decyzję, poprosiłabym was o wklejenie tych wszystkich fotografii do rodzinnego albumu. A później ustawienie go na półce nad kominkiem i wracanie do tych zdjęć tylko podczas wspólnych wieczorów. Ale nie daliście mi wyboru. Podjęliście decyzję za mnie. Czy na pewno najlepszą? Może dla was, bo dla mnie na pewno nie.

To nie wy musicie opowiadać o wakacjach nad Bałtykiem podczas rozmowy o pracę. To nie was potencjalny przyszły szef pyta o wrażenia z wycieczki rowerowej po Lubelszczyźnie. Skąd wie? Skoro nie ode mnie i nie od was, to może od znajomych znajomych? Może ze strony internetowej regionu? Albo z folderu informacyjnego?

Dlaczego zamiast pokazywać zdjęcia dziecka w sieci nie spotkacie się ze znajomymi na żywo?
Są ciekawi jak wyglądam? Niech przyjdą, napiją się kawy, poukładają ze mną puzzle albo porzucają piłkę. Chcą wiedzieć co robię i jakich słów używam? Chętnie z nimi porozmawiam. Nie brakuje wam kontaktu z żywym człowiekiem? Naprawdę wystarcza wam wymiana komentarzy pod moim zdjęciem? Dlaczego moim? Dlaczego nie pokażecie nieba albo kwiatów z ogrodu? Dlaczego to muszę być ja? Jestem lekarstwem na nudę w innych aspektach życia? Alternatywą dla prawdziwej rozmowy? Kim – choć chciałabym zapytać – czym dla was jestem?

Może czas już zdać sobie sprawę, że wrzucenie do sieci zdjęcia oznacza zgodę na korzystanie z niego. Raz udostępnione zostanie podane dalej. Raz pokazana buzia nie zginie w czeluściach Internetu. Zawsze będzie można ją wyłowić i od nowa pokazać światu. Nawet po latach. Internet nie zapomina. Internet nawet nie wspomina. On przypomina. O wszystkim. O tym co dobre, piękne, co słodkie i urocze, o tym co smutne, kompromitujące i zabawne. O tym, co zapewne będzie mogło być wykorzystane przeciwko mnie.

Zaczekajcie na mnie i pozwólcie zabrać głos. Macie szansę, póki jestem jeszcze maleńka i nie zdążyliście zrobić za wiele. Chcecie dla mnie jak najlepiej, więc nie skreślajcie mnie na starcie. Wstrzymajcie się, żebyście nie musieli później żałować. Bo później będzie za późno.

Mamo, tato - bardzo was o to proszę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
RodzinaWychowanie
Skomentuj