Czego nie zrozumieją ci, którzy nie mają dzieci

Fot. Antony Antony / http://skroc.pl/a19b8 / CC BY / http://goo.gl/OOAQfn
W wielu grach są poziomy. Z każdym kolejnym jest coraz trudniej, trzeba więcej umieć, bardziej się starać. Czasem mam wrażenie, że w grze w życie poziom “dziecko” to poziom jeśli nie najwyższy, to na pewno arcymistrzowski. Problem w tym, że kto tu nie był, nie wie, jak tutaj jest. Więcej - nigdy tego nie zrozumie, a próby wyjaśnienia są skazane na niepowodzenie.

Weźmy choćby taki strach. Każdy się czegoś kiedyś bał. Matury, rozmowy o pracę. Że będzie miał wypadek, albo że przyjdzie potwór i nas zje. Pełno strachów. Ale - stawiam dolary przeciwko orzechom - NIE zna się wcześniej takiego strachu, jak strach rodzica, gdy coś złego dzieje się z dzieckiem. Jak maluch się budzi w nocy z 42 stopniami gorączki. Albo jak spada z drzewa i się nie rusza. To arcystrach. W ułamku sekundy wypełnia każdą rodzicielską komórkę. Każda mama i każdy tata wie, o czym mowa, a żaden nie-rodzic tego nie zrozumie i chyba nie ma sensu próbować mu tłumaczyć.



Na drugim biegunie jest radość. I znów - wszyscy wiedzą, jak to się jest cieszyć. Wygrany przetarg, nowy samochód, mieszkanie. Wygrana na loterii. Ale to zupełnie inna radość, niż ta, gdy usłyszy się “tata” po raz pierwszy. Albo gdy dziecko wygra zawody szachowe. Wielu rodziców przyzna, że nie cieszyło się tak, gdy samo wygrywało jakiś turniej, niż gdy patrzyło, jak robi to jego dziecko. Jest jeszcze radość, gdy pociecha dochodzi do zdrowia (vide “strach”), albo gdy okazuje się, że “nic jej nie jest”.

Strach, radość… Co jeszcze? No na przykład zmęczenie. Tu rodzice mogą udzielać korepetycji. Już nawet nie chodzi o bezsenne noce, ale o taki codzienny trud - zaczynając od kanapek, a na szyciu stroju na bal przebierańców kończąc. Poprzez poprawianie szalika, wymyślanie reguł i próby ich przestrzegania. Nie mówię, że to wszystko jest nudne, albo kiepskie. To w swojej masie i sumie jest po prostu męczące. Bez dzieci można się zmęczyć w pracy - z dziećmi praca to często czas relaksu.

O bólu w tym kontekście pisać trudno. Ale jest jeden ból nieznany bezdzietnym. To ból nadepnięcia bosą nogą na klocek lego. Doświadcza go mnóstwo rodziców, doczekał się nawet swojego marketingowego wykorzystania. Nie do podrobienia.
Pośpiech. Na żadne spotkanie służbowe nigdy się człowiek nie spieszy tak, jak na przedstawienie w przedszkolu. Zresztą konsekwencje spóźnienia są znacznie dotkliwsze. Tym bardziej, że nie da się zadzwonić i uprzedzić…

Plany. Przysłowie “Jak człowiek planuje to bóg się śmieje” nikogo nie dotyczy tak, jak rodziców. Obojętnie, czy chodzi o krótki, czy długi dystans. Dzieci, a szczególnie ich zdrowie zmieniają nawet najlepiej dopracowane kalendarze. Porada? Nie umawiać się na wyjazd z ludźmi bez dzieci, bo i tak nie zrozumieją, jak w ostatnim momencie okaże się, że zostajemy w domu. Nie uwierzą, że to nie było… zaplanowane.

Pocieszające jest to, że wejście na poziom "dzieci" w życiowej grze daje umiejętności, których nie sposób zdobyć inaczej. To się przydaje na niedzieciowych poziomach.
Trwa ładowanie komentarzy...