In vitro pod rządową lupą. Nowe regulacje chroniące ludzkie zarodki

Prace nad ustawą regulującą in vitro trwały przeszło dziesięć lat.
Prace nad ustawą regulującą in vitro trwały przeszło dziesięć lat. Fot. Solis Invicti / http://bit.ly/1ykURQC CC BY 2.0 / http://bit.ly/1mhaR6e
Wiele wskazuje na to, że długo oczekiwany projekt ustawy regulującej zapłodnienie metodą in vitro ujrzy wreszcie światło dzienne. Ministerstwo zdrowia zapowiada, że przygotowane przez nich regulacje trafią pod obrady rządu najdalej w połowie lutego. Gdyby tak rzeczywiście się stało, niewykluczone, że udałoby się go uchwalić przepisy jeszcze przed końcem tej kadencji. Prace nad projektem trwały przeszło dziesięć lat.

Ustawa dotycząca zapłodnienia pozaustrojowego to jedna z najważniejszych regulacji, których nie można się doczekać. Chociaż prywatnych klinik wykonujących tego typu zabiegi w Polsce nie brakuje, od zeszłego roku działa rządowy program finansowania in vitro, a od kilku lat także programy samorządowe, ta jakże delikatna sprawa nie została przez Polskę uregulowana.



Samo in vitro jest sprawą mocno kontrowersyjną, nie tylko w naszym kraju, ale także za granicą. Z jednej strony to szansa na rodzicielstwo dla osób, które od lat bezskutecznie starają się o dziecko (ma z tym problem już co szósta para), z drugiej – to procedura wzbudzająca wiele moralnych wątpliwości np. sprawa mrożenia zarodków.
Brak szczegółowych przepisów w przypadku, gdy ta metoda jest stosowana, może doprowadzić do wielu nadużyć. To m.in. sprawa wyboru płci dziecka, gdy nie wynika to z zaleceń medycznych, selekcjonowania zarodków pod względem cech takich jak np. kolor oczu, handel zarodkami czy obostrzenia dotyczące wieku osób, które są poddawane temu zabiegowi.
Za brak regulacji w zakresie in vitro i niewdrożeniem unijnej dyrektywy z 2006. r. dotyczącej jakości i bezpieczeństwa tkanek oraz komórek ludzkich dwa lata temu Komisja Europejska zagroziła Polsce postawieniem przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. To oznacza, że Polsce grozi za brak regulacji wysoka kara.

Osiem zarodków i zakaz handlu komórkami
Przygotowany przez ministerstwo zdrowia projekt reguluje przede wszystkim liczbę zarodków – zapłodnione ma być maksymalnie osiem komórek jajowych. Większa liczba, tylko wtedy, gdy będzie miało to uzasadnienie medyczne.

In vitro nie ograniczy się tylko do małżeństw. Będzie możliwe również tego typu zapłodnienie u osób pozostających w związkach nieformalnych. W tym ostatnim przypadku obie strony będą musiał złożyć zgodne oświadczenie.
Można będzie także przekazywać komórki rozrodcze czyli plemniki i komórki jajowe a także zarodki innym parom. Nie będzie jednak można nimi handlować. Jeśli pobrany materiał nie zostanie wykorzystany, dawca będzie mógł w każdej chwili zdecydować o jego zniszczeniu. Inaczej sprawa przedstawia się z zarodkami. Ich niszczyć nie będzie wolno. Zarodki zdolne do prawidłowego rozwoju będą musiały być przechowywane do czasu ich przeniesienia do organizmu biorczyni. Za niszczenie takich zarodków ustawa przewiduje karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 5 lat.
Nie będzie można także wybierać płci dziecka – poza sytuacjami, gdy wiązałoby się to z przekazaniem poważnej choroby genetycznej.

Po osiągnięciu pełnoletniości osoba urodzona w wyniku procedury medycznie wspomaganej prokreacji będzie mogła zapoznać się z informacjami dotyczącymi osoby dawcy. Chodzi o rok i miejsce urodzenia dawcy komórek rozrodczych lub dawców zarodka oraz informacje na temat ich stanu zdrowia.

Czy koalicja się na to odważy?
Problem jednak w tym, czy rzeczywiście Platforma Obywatelska się na wprowadzenie tych przepisów odważy. Mamy rok wyborczy, co może oznaczać, że forsowanie niewygodnych ustaw może odbić się czkawką na wyniku wyborów. Każdorazowe podejmowanie trudnego tematu wiąże się zawsze z krytyką ze strony środowisk prawicowych i kościelnych. Dlatego właśnie wciąż nie ma ustawy o związkach partnerskich, która regularnie jest obiecywana podczas wystąpień polityków Platformy. Politycy PO nieoficjalnie mówią o tym, że w klubie wciąż nie ma w tej sprawie jednomyślności.
I nie ma znaczenia, że brak regulacji najbardziej dotyka właśnie komórki rozrodcze, które są przedmiotem handlu w internecie. A rodziny, które rodziny bezskutecznie starające się o dziecko padają ofiarami oszustów.
To właśnie z braku kompromisów w tym zakresie poszczególnych środowisk, wprowadzono w Polsce „rozwiązanie techniczne”, czyli rządowy program wspierania in vitro finansowany ze środków publicznych.

Jak czytamy na stronie ministerstwa zdrowia, od lipca 2013 r. do programu zostało zakwalifikowanych prawie 15 tys. par. Ponad 10 tys. rozpoczęło już leczenie. Urodziło się 677 dzieci.
Trwa ładowanie komentarzy...