W pośredniakach są pieniądze dla matek, które chcą wrócić do pracy. Ale urzędnicy nie chcą ich dać

Pracodawca, który zatrudni matkę po przerwie związanej z wychowywaniem dziecka jako telepracownika, dostanie grant z urzędu pracy Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
W urzędach pracy są pieniądze dla rodziców, którzy chcą wrócić na rynek pracy po przerwie związanej z urodzeniem dziecka. Problem jednak w tym, że urzędnicy im o tym nie mówią, bo nie chcą robić sobie kłopotów.

Z informacji uzyskanych w ministerstwie pracy wynika, że specjalne wsparcie dla rodziców udzielone zostało zaledwie 14 osobom w całym kraju.

Nawet 800 zł ekstra do pensji
W nowej ustawie o promocji zatrudnienia, która weszła w życie w maju tego roku zapisano dwa dedykowane dla rodziców i opiekunów rozwiązania. Jedno to świadczenie aktywizacyjne, drugie – grant na telepracę.

W ramach pierwszego z nich przez 12 lub 18 miesięcy (w zależności od rodzaju umowy) wypłacany jest ekstra dodatek do pensji. W pierwszym przypadku jest to dodatkowo 840 zł. W drugim – 560 zł. W zamian firma musi je zatrudniać przez sześć lub dziewięć miesięcy po ustaniu dofinansowania.

Drugie to grant na telepracę. Otrzymują go pracodawcy, którzy zdecydują się zatrudnić matkę do pracy zdalnej. Jego wysokość to maksymalnie sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia.

Co to oznacza dla bezrobotnej matki? Otóż teoretycznie może to być moneta przetargowa w rozmowie o pracę. Na wzór stażystów można podczas rekrutacji podpowiedzieć pracodawcy, że jest szansa na uzyskanie dofinansowania do zatrudnienia.

Jest to także argument, by otrzymać większą pensję. – Chodziło nam o to, by dzięki tym pieniądzom kobieta mogła zarobić więcej, a te pieniądze wydać na opiekunkę którą w tej sytuacji musi zatrudnić – wyjaśnia wiceminister pracy Jacek Męcina. – To także rekompensata dla przedsiębiorców, którzy dotąd narzekali, że młode matki są mało dyspozycyjne. I dlatego nie chcieli ich zatrudniać – dodaje.

Nikt o tym kobietom nie mówi
Dlaczego więc tak mało osób z tego korzysta? Po prostu kobiety nie wiedzą, że takie dofinansowanie im się należy. Ustawy z reguły nikt nie czyta, a ulotki i broszury informacyjne, które otrzymuje każdy, kto zarejestruje się w urzędzie, napisane są takim językiem, że nawet jeśli ktoś próbuje je przeczytać, to niewiele może z nich zrozumieć.


Poza tym nadal większość osób nie rejestruje się w urzędach, wychodząc ze skądinąd słusznego założenia, że pomocy tam raczej nie dostaną.

Ale jest jeszcze i trzecia strona medalu. Urzędnicy celowo o tym nie mówią kobietom, bo nie chcą mieć z tym kłopotu.
Jerzy Bartnicki
dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie

To nowa forma wsparcia bezrobotnych. Będziemy do niej zachęcać, jak już naprawdę nie będziemy mieli co robić. W tej chwili nie wiem, jak dużo pieniędzy dostanę w przyszłym roku na aktywizację bezrobotnych, a te świadczenia wypłaca się przez kilka miesięcy. Trochę się tego wszystkiego obawiam.


Przepisy w opozycji do ludzi
Jerzy Kędziora, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Chorzowie zapewnia jednak, że on stara się dać te pieniądze matkom, ale... ich zdaniem takich osób nie ma. – Szukaliśmy ich, ale ale nie udało nam się ich znaleźć takich, które by spełniły wymagania zapisane w ustawie – wyjaśnia Kędziora.

Chodzi o to, że z dofinansowania mogą skorzystać ci, którzy wcześniej przerwali pracę tylko po to, by opiekować się dzieckiem lub osobą zależną. – Po rozmowie z bezrobotnymi okazywało się, że większość z tych osób straciła pracę wcześniej, nie mogła znaleźć kolejnej i w konsekwencji została w domu, by opiekować się dzieckiem – wyjaśnia Kędziora. – Brak elastyczności urzędu w tym zakresie powoduje, że mamy związane ręce – podsumowuje urzędnik.
Trwa ładowanie komentarzy...