Dezinformacja w mediach społecznościowych rujnuje psychikę dzieci.
Dezinformacja w mediach społecznościowych rujnuje psychikę dzieci. Fot. Vitaly Gariev / Unsplash

Reklamy zachęcające do zakupów w pseudointernetowych sklepach, kompletnie zmyślone wideo z twarzą prawdziwych osób, influencerzy generowani przez sztuczną inteligencję. Dezinformacja w mediach społecznościowych, w których dzieci i nastolatki spędzają całe dnie, ma ogromny wpływ na ich psychikę.

REKLAMA

Smartfon jest dziś jak tlen. Niezbędny do życia, zwłaszcza nastolatkom. Korzystają z niego niemal non stop – rozmawiają, oglądają rolki w mediach społecznościowych, robią zakupy, szukają informacji, zamawiają jedzenie. Nie wyobrażają sobie dziś życia bez telefonu. Jednocześnie nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo niebezpieczna jest codzienność online’owa, w której się poruszają.

Kompetencje cyfrowe Polaków są na niskim poziomie – ponad 60 proc. nastolatków nie potrafi zdefiniować pojęcia "deepfake"! A w telefonie spędzają około 5 godzin dziennie, jak wynika z raportu "Nastolatki", opracowanego przez NASK.

Kongres o zdrowiu w dobie dezinformacji

We Wrocławiu trwa właśnie kongres Re_Mind. To jedno z największych wydarzeń w Polsce poświęcone zdrowiu psychologicznemu. Jest odpowiedzią na narastający kryzys zdrowia psychicznego, a także rosnącą obecność pseudopsychologii w cyfrowym świecie.

– Dziś każdy może zostać influencerem i mówić to, co mu się podoba, mając wpływ na tysiące, czasem nawet setki tysięcy ludzi – mówi Magdalena Wilczyńska z Ośrodka Analizy Dezinformacji w NASK. Instytut jest obecny na kongresie – uczestniczy w dyskusjach i ma stoisko na Miasteczku Młodych.

– W mediach społecznościowych kwitnie moda na psychologię, a w zasadzie pseudopsychologię. Bo często "dobrych rad" udzielają tam ludzie, którzy nie mają do tego żadnych kompetencji. To bardzo niebezpieczny trend, zwłaszcza dla nastolatków, które są szczególnie podatne na manipulację i dezinformację – wskazuje ekspertka.

Influencerzy, którzy nie istnieją

Wśród kont, na których znajdują się nieprawdziwe albo zmanipulowane treści, są także takie, które nie są prowadzone przez człowieka. "Influencerem" jest wtedy postać wygenerowana przez sztuczną inteligencję. Jednym z przykładów jest konto Kornelii Nowak, która przedstawiała się jako stewardessa. Była całkowicie wygenerowana przez AI, ale na koncie nie wspomniano o tym ani słowa.

Codziennie na jej profilu pojawiały się nowe zdjęcia i krótkie filmy z różnych krajów. Kornelia – atrakcyjna, szczupła, młoda kobieta – prowadziła idealne życie. Mogło się z nią utożsamiać wiele dziewczyn i kobiet. Pod postami było po kilka, a nawet kilkanaście tysięcy lajków, wiele komentarzy. I chociaż w porównaniu z innymi influencerami, takie liczby nie robią wrażenia, to trzeba pamiętać, że podobnych kont przybywa, a więc liczba ich odbiorców także rośnie.

Dzieci i nastolatki, widząc konta, na których czyjeś życie i wygląd są idealne, także próbują gonić za tym ideałem - podkreśla Ewa Domańska, kierowniczka Zespołu ds. ochrony dzieci i młodzieży przed zagrożeniami w internecie w NASK. - Tyle że ta pogoń jest z góry skazana na porażkę. Nie ma idealnego życia, ani idealnych sylwetek, ciał. To jedynie wytwór mediów społecznościowych. Niestety, wpływa to destrukcyjnie na psychikę nastolatków. Obniża samoocenę oraz poczucie własnej wartości, może prowadzić do izolacji, ciągłego porównywania się z innymi, poczucia bycia niewystarczającym w każdej dziedzinie.

Jak dodaje Magdalena Wilczyńska, takie konta mogą być dodatkowo niebezpieczne, bo czasem tworzone są w jednym celu – manipulowania poglądami politycznymi i dezinformowania. – Celem tworzenia takich profili jest wywołanie określonych emocji: strachu, gniewu, poczucia zagrożenia czy nieufności wobec innych ludzi i instytucji – podkreśla ekspertka. – Dezinformacja ma prowadzić do polaryzacji społecznej, osłabienia zaufania oraz zwiększenia podatności na manipulację.

Fałszywe treści a psychika

To szczególnie istotne w przypadku dzieci i nastolatków. Ich mózg nadal intensywnie się rozwija, zwłaszcza obszary odpowiedzialne za kontrolę emocji, ocenę ryzyka i krytyczne myślenie. Jednocześnie układ nagrody reaguje bardzo silnie na nowe bodźce, treści budzące emocje oraz społeczną akceptację.

Fałszywe treści mogą prowadzić do przekonań takich jak:

  • "wszyscy wyglądają lepiej ode mnie",
  • "każdy odnosi sukces oprócz mnie",
  • "muszę być idealny, żeby być akceptowany".
  • Algorytmy mediów społecznościowych zaprojektowane są w taki sposób, że wzmacniają takie materiały – kontrowersyjne, zaskakujące i wywołujące silne reakcje. To sprawia, że młodzi użytkownicy częściej stykają się z treściami manipulacyjnymi niż z rzetelnymi informacjami.

    logo
    Fałszywe treści mogą prowadzić do fałszywych przekonań dzieci o własnej osobie. Fot. Patricia Prudente / Unsplash

    Eksperci NASK wskazują, że młodzi ludzie często oceniają wiarygodność informacji przede wszystkim na podstawie liczby polubień, udostępnień czy popularności autora. W świecie mediów społecznościowych popularność bywa błędnie utożsamiana z prawdziwością.

    – Dodatkowo ogromna liczba informacji powoduje tzw. przeciążenie poznawcze. Mózg zaczyna korzystać z uproszczeń i skrótów myślowych, przez co łatwiej ulega manipulacji – mówi Domańska.

    Podejście big-techów do problemu

    Niestety, platformy społecznościowe nie czują odpowiedzialności za fałszywe, krzywdzące i zamanipulowane treści. Z raportu NASK, opublikowanego w 2025 roku, wynika, że zaledwie 12 proc. materiałów, zgłaszanych przez pracowników Ośrodka Analizy Dezinformacji w NASK, zniknęło z sieci. Co piąta z nich pozostaje w internecie do dziś, a zgłoszono ich ponad 47 tysięcy!

    W wielu przypadkach zamiast trwałego usunięcia materiału stosowana jest tzw. moderacja – ograniczenie zasięgu wpisu, oznaczenie go jako wątpliwego lub zawieszenie konta. Z perspektywy funkcjonowania infosfery oznacza to, że treść przez długi czas pozostaje w obiegu informacyjnym. Zanim platforma podejmie decyzję, materiał może dotrzeć do tysięcy, a czasem milionów użytkowników.

    – Każda ściągnięta treść z naszej perspektywy i tak jest w pewnym sensie porażką. Dlaczego? Bo nie reagowała sama platforma, często lekceważąc własne regulaminy, a treści, których zdjęcia się domagamy, zdążyły już zrobić zasięgi. Czas reakcji to często nie są minuty, a nawet nie godziny. To bywają dni, a czasem tygodnie – mówi Radosław Nielek, dyrektor NASK.

    logo
    Platformy społecznościowe nie czują odpowiedzialności za fałszywe, krzywdzące i zamanipulowane treści. Fot. Florian Schmetz / Unsplash

    W praktyce oznacza to, że dużą część pracy związanej z wyszukiwaniem i dokumentowaniem takich treści wykonują zespoły analityczne zajmujące się analizą infosfery. Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK każdego dnia przegląda tysiące wpisów, nagrań i reklam pojawiających się w mediach społecznościowych, identyfikując materiały naruszające regulaminy platform i przygotowując dokumentację zgłoszeń.

    Jednocześnie – jak podkreślają autorzy raportu – materiały dezinformacyjne i manipulacyjne często generują bardzo duże zasięgi, a więc także przychody z reklam wyświetlanych obok nich.

    – Chcę połączyć kropki. Dlaczego te treści nie znikają z internetu w czasie rzeczywistym? Ja stawiam akt oskarżenia, że platformy na tym zarabiają. Im więcej takich treści, tym więcej obejrzeń i wyświetleń, tym więcej klików i tym więcej zarabiania. Tak to wygląda – mówi wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. – Treści nie znikają, bo na nich się zarabia. Nie ma innego kontekstu. Przynajmniej ja, jako minister cyfryzacji, nie wierzę, że jest inny – dodaje.

    Jak edukować dzieci w zalewie dezinformacji?

    – Bez odpowiednich regulacji państwo w relacji z globalnymi platformami pozostaje w znacznie słabszej pozycji. Ale nie tylko państwo. Także rodzice, opiekunowie, nauczyciele, a przede wszystkim – dzieci i młodzież. To one spędzają w sieci najwięcej czasu i są najbardziej podatne na zagrożenia. Dlatego tak ważna jest obecność rodzica, który powinien uczyć swoje dziecko krytycznego myślenia, reagowania na nieodpowiednie treści – obraźliwe, przemocowe, zmanipulowane, pornograficzne – podkreśla Ewa Domańska. – Dzisiejsze kompetencje, które są niezbędne do poruszania się po świecie, to kompetencje cyfrowe. Żeby dziecko je zdobyło, potrzebuje uważnego rodzica, który orientuje się, jak wygląda cyfrowe życie jego dziecka.

    Walka z dezinformacją nie polega wyłącznie na usuwaniu fałszywych treści z internetu. Znacznie ważniejsze jest rozwijanie kompetencji informacyjnych i krytycznego myślenia.

    W praktyce oznacza to uczenie dzieci i młodzieży, aby:

  • sprawdzały źródło informacji,
  • porównywały wiadomości z kilku niezależnych miejsc,
  • zwracały uwagę na emocje wywoływane przez przekaz,
  • rozpoznawały manipulacyjne nagłówki i clickbaity,
  • nie udostępniały treści przed ich zweryfikowaniem.
  • Jak podkreśla NASK w publikacji "Era (dez)informacji", edukacja medialna powinna być traktowana jako jedna z podstawowych kompetencji XXI wieku. Nie chodzi jedynie o umiejętność korzystania z technologii, ale o świadome funkcjonowanie w środowisku informacyjnym.

    logo
    Rodzice powinni uczyć dzieci krytycznego myślenia i reagowania na nieodpowiednie treści. Fot. Vitaly Gariev / Unsplash

    Dezinformacja nie jest już wyłącznie problemem polityki czy bezpieczeństwa państwa. Coraz częściej staje się również wyzwaniem dla zdrowia psychicznego najmłodszych.

    Dzieci dorastają w świecie, w którym każda emocja może zostać wzmocniona przez algorytm, a każda nieprawdziwa informacja może dotrzeć do milionów odbiorców w ciągu kilku godzin. Dlatego budowanie odporności psychicznej powinno iść w parze z budowaniem odporności informacyjnej.

    To właśnie umiejętność krytycznego myślenia, rozmowa z dorosłymi oraz świadome korzystanie z mediów społecznościowych mogą stać się jedną z najważniejszych kompetencji chroniących zdrowie psychiczne młodego pokolenia.

    MATERIAŁ PARTNERA