
Chcemy żeby w domu było czysto i pachnąco, to oczywiste. Jednym sprzątanie wychodzi lepiej, inni mają większą tolerancję na bałagan - rzecz gustu i charakteru. Ale gdy na świat przychodzi dziecko, nowy członek domowego gospodarstwa, większość mam stara dbać o czystość otaczającego go świata znacznie bardziej.
Maluch szorujący po podłodze, który każde znalezisko ładuje do buzi, jest skutecznym motywatorem. To czyścimy te podłogi, szyby, lustra, bo przecież wszędzie pełno odcisków jego paluszków. Inny płyn do powierzchni szklanych, inny do umywalek i inny do drewna, a potem…Pachnie czystością! Wiem, bo sama tak robię, ale ostatnio coś mnie tknęło…
Po przeczytaniu wywiadu w Wysokich Obcasach z Ewą Kozioł, autorką książki "EKOnomiczne dziecko" i założycielką bloga zielonyzagonek.pl, dotarły do mnie informacje, którymi do tej pory nie zaprzątałam sobie głowy. Nie, nie jestem „eko świrem”, ani jakąś tam „eko fanką”, ale staram się słuchać, obserwować i z ogromu informacji wyciągać dla siebie to, co dla mnie istotne. A zdrowie moje i mojej rodziny się do tego zalicza.
Jak się okazuje, niektóre substancje chemiczne wcale nie są przebadane. O ile, każdy producent środka czystości sprawdza swój produkt i nawet bada ich wpływ na organizm, to używamy przecież różnych produktów, niejednokrotnie w tym samym czasie. Myjemy podłogę specjalnym do tego środkiem, a za chwilę rozpylamy psikacz by doczyścić drewnianą komodę. Nie ma badań mówiących o tym, jak one ze sobą reagują. Co więcej, na produktach nie ma pełnej listy składników, są tylko te najniebezpieczniejsze.
Może cię zainteresować także: „Lato, a moje dzieci są znów chore. Tym razem to przeze mnie.” Uważajcie na klimatyzację
Więcej szkodliwych związków wdychamy we własnym domu, niż na zewnątrz. Weźmy np. taki benzen, który jest składnikiem wielu detergentów, a może wywoływać senność, zawroty i bóle głowy. Albo taki amoniak, w płynach do czyszczenia okien albo woskach do podłóg, ten może być odpowiedzialny za kaszel, ból gardła. Niekorzystne dla zdrowia substancję wydzielane są przez tworzywa sztuczne, farby, urządzenia elektroniczne, czy meble.
Ewa Kozioł
dla wysokieobcasy.pl
Prawda jest taka, że coraz więcej czasu spędzamy w zamkniętych, słabo wentylowanych pomieszczeniach, co może wywoływać w organizmie pewne schorzenia, symptomy tzw. „sick building symdrome”, czyli „syndromu chorego budynku”.
kochanezdrowie.blogspot.com
Nie twierdzę, że wszystko wyrzucę, zbojkotuję drogerię i sama zacznę wyrabiać proszek, ale… małymi kroczkami postarać się wprowadzać pewne zmiany, a zacznę od roślin. Im więcej w domu naturalnej zieleni, tym lepiej dla naszego zdrowia.
