Fot. Giorgio Minguzzi / http://bit.ly/1EwCuRi / CC BY-SA / http://bit.ly/CC-BY-SA-2

Biegać?!? Nieee, nie lubię, męcze się. Aerobik?!? Niee, duszna sala, pot, powtarzane do znudzenia ćwiczenia. Basen?!? Żadna przyjemność, zarazki, paradowanie w stroju, nie umiem dobrze pływać… Nieee.

REKLAMA
A jeśli jeszcze do powyższych wymówek dodamy: ZWARIOWAŁAŚ?! Przecież jestem w ciąży, to faktyczne zaczyna brakować argumentów, by zmotywować kobietę z takim nastawieniem do aktywności.
Cóż, nie należy się tak szybko poddawać, ponieważ jest sposób, który zbija wszystkie powyższe wykręty. Nordic Walking niektórych śmieszy, innych dziwi, nie zmienia to jednak faktu, że jest to coraz bardziej zyskująca na popularności forma aktywnego spędzania czasu.
Wydawałoby się, że chodzenie z kijkami jest niczym innym jak zwykłym spacerem. Nic bardziej błędnego. Okazuje się bowiem, że prawidłowo używane podczas marszu kije angażują do wysiłku niemal 90% mięśni, trzy razy więcej niż podczas spaceru.
Największym atutem tego sportu jest fakt, że uprawiać może go niemal każdy. Nie ma znaczenia ciężar ciała, płeć, wiek, a nawet to, czy jest się w ciąży.
Edyta Kędzierska
Prezes Federacji Nordic Walking w Polsce

Nie znam lepszej formy aktywności. Sama jestem przykładem kobiety, która chodziła z kijkami w ciąży, co więcej wiele moich koleżanek, także tych będących również wówczas w ciąży do mnie dołączyło. Do dzisiaj, już mając dzieci, kontynuują swoją przygodę z nordic walking.

Pani Prezes podkreśla, że bardzo istotne jest używanie kijów podczas marszu w odpowiedni sposób, dlatego też warto zgłosić się do odpowiedniego instruktora, aby ten pokazał, w jaki sposób uprawiać nordic walking. – Takich instruktorów w Polsce jest ich coraz więcej. Na stronie naszej Federacji można znaleźć ich pełną listę, warto poszukać w swojej okolicy i umówić się chociażby na jedno spotkanie.
Bo okazuje się, że nie dosyć, że nordic walking może uprawiać każdy, to w dodatku nie jest to sport trudny, jego podstaw nauczyć się można bardzo szybko. Poza tym jest tani, raz kupione dobrej jakości kije mogą służyć nawet przez kilka lat.
Zatem jeśli mamy doskonałą okazję zadbać o siebie, to dlaczego z niej nie skorzystać? Zwłaszcza, gdy jest się kobietą oczekująca narodzin swojego dzieciątka, która nie spotkała się z lekarskimi przeciwwskazaniami dotyczącymi aktywności fizycznej. W tym przypadku nie tylko pozostaje mieć na uwadze zbilansowaną dietę, czas na odpoczynek, ale także zadbanie o własną kondycję, wzmocnienie mięśni, które powinny przygotować się do wysiłku związanego z porodem.
logo
Fot. Nujotajiem.lv Palki.lv /http://bit.ly/1EwDgxP / CC BY /http://bit.ly/mamadu
Chodzenie z kijami w tym przypadku jest właściwie idealnym rozwiązaniem, chociażby z tego względu, że dzięki dwóm dodatkowym „nogom” podczas marszu odciążone są mięśnie kręgosłupa, które w czasie ciąży potrafią bardzo dokuczyć. Ponadto w czasie spaceru rozluźniają się okolice karku i barków, i co bardzo ważne, poprawia się ruchomość stawów krzyżowo-biodrowych szczególnie przed porodem narażonych na przeciążenia.
Coraz częściej można spotkać się z opinią wśród kobiet, że dzięki uprawianiu właśnie w ciąży nordic walking zdecydowanie mniej odczuwały ból bioder i kręgosłupa. W maszerowaniu z kijami nie ma właściwie nic nienaturalnego dla naszego organizmu. Co więcej to właśnie dzięki prawidłowej postawie poprawiamy wygląd naszej sylwetki. Oczywiście nie jest tajemnicą, ale warto przypomnieć, że aktywne spędzanie czasu w czasie ciąży pozwala szybciej wrócić do formy już po porodzie.
Zawsze wydaje mi się, że o rzeczach oczywistych nie powinno się pisać, jednak nie można w tym przypadku nie wspomnieć o tym, ze nordic walking to także, a może przede wszystkim możliwość dotlenienia organizmu, dzięki czemu poprawiamy pracę układu sercowo-naczyniowego. Ta niewymagająca zbyt dużego wysiłku z naszej strony aktywność pomaga ponadto zmniejszyć ciśnienie, a nawet poziom cukru. W tajemnicy jeszcze powiem, że pozwala spalać tkankę tłuszczową o 40% efektywniej niż zwykły spacer. To już jest argument nie do zbicia.
Prezes Edyta Kędzierska podkreśla towarzyską stronę tego sportu namawiając do wspólnego maszerowania. Żartobliwie nazywa go: nordic ploting, gdyż jest okazją do rozmowy ze znajomymi, z innymi kobietami. Poza tym łatwiej zmotywować się do jakiekolwiek aktywności, jeśli możemy ją z kimś uprawiać.
logo
Fot. Giorgio Minguzzi / http://bit.ly/1FDCU5m / CC BY-SA / http://bit.ly/CC-BY-SA-2
I dla mnie samej, dotychczas raczej sceptycznie nastawionej do nordic walking, nieprzecenionym plusem tego sportu jest fakt, że uprawia się go nierzadko w cudownych okolicznościach przyrody. Nie ma znaczenia pora roku. Warto znaleźć miejsce odpowiednie do wędrówek z kijami, z dala od ruchliwych ulic, osiedli. W tym przypadku przypomina mi się od razu akcja PZU pod nazwą „Trasy Zdrowia”, w której spośród zgłaszających się gmin wybierane są te, w których powstają finansowane przez PZU trasy umożliwiające codzienne uprawianie sportu wśród zieleni. Obecnie trwa druga edycja tej akcji, a zgłoszenia gmin do konkursu będą trwać jeszcze do 15 marca. Naprawdę warto się zgłosić, namówić włodarzy gminy do wysłania wniosku. Tym samym obalimy ostatni argument – brak miejsca na tę aktywność fizyczną.
Cóż, jak widać powodów na nieuprawianie nordic walking powoli brakuje, szczerze mówiąc mi już żaden nie przychodzi do głowy. A widok przyszłych mam roześmianych i rozmawiających podczas wspólnego nordicwalkingowego spaceru dokłada kolejną cegiełkę do budowania opinii wśród maruderów, że warto zajrzeć do sklepu, kupić kije i wyjść w końcu z domu. Jeśli ktoś się będzie śmiał – przytoczcie powyższe argumenty, gwarantuje, że mina mu zrzednie.
Zabierzcie ze sobą rodzinę, dzieci, znajomych, sąsiadów. Lepiej tych, których się lubi, bo po co psuć sobie przyjemność ze wspólnego uprawiania sportu. A jak urodzi się maleństwo? Nie trzeba rezygnować, pamiętajcie są odpowiednie nosidła dla maluchów, które dają swobodę ruchów nawet podczas uprawiania nordic walking.