
Troska o lepsze jedzenie dla najmłodszych zatacza coraz szersze kręgi. Zanim jeszcze przepisy o zakazie sprzedawania „śmieciowego jedzenia” weszły w życie (będą obowiązywać od 1 września 2015 r.) szkoły, a czasami także samorządy na własną rękę starają się, by było w nich zdrowiej.
REKLAMA
Woda ugasi pragnienie w Warszawie
Woda w Warszawie od lat nie była najmocniejszą stroną stolicy. Ta w kranie do niedawna niespecjalnie nadawała się do picia, a mieszkańcy zaspakajali pragnienie płynami kupowanymi w sklepie. Czasami była to woda, ale równie często też sok czy napój gazowany. Stąd wiele osób nie ma w zwyczaju sięgania po wodę.
Woda w Warszawie od lat nie była najmocniejszą stroną stolicy. Ta w kranie do niedawna niespecjalnie nadawała się do picia, a mieszkańcy zaspakajali pragnienie płynami kupowanymi w sklepie. Czasami była to woda, ale równie często też sok czy napój gazowany. Stąd wiele osób nie ma w zwyczaju sięgania po wodę.
Teraz ma się to zmienić, bo miasto planuje, że do 2017 r. we wszystkich warszawskich szkołach powstaną źródełka z wodą do picia. Tak, by od małego wpajać mieszkańcom stolicy to, że picie jest tak samo ważne, a nawet ważniejsze, niż jedzenie.
"Celem projektu 'Woda w szkole' jest zapewnienie wody z kranu do picia dla 223 538 uczniów oraz personelu w 215 szkołach podstawowych, 152 gimnazjach, 181 szkołach ponadgimnazjalnych. Źródełka to sposób, by dzieciom zapewnić wygodny dostęp do czystej i świeżej wody" - czytamy na stronie Urzędu Miasta
prezydent Warszawy
Zależy nam na tym, aby dzieci piły czystą wodę, a nie słodzone napoje, co ma uzasadnienie w zaleceniach żywieniowych. Dlatego podjęłam decyzję o rozpoczęciu pilotażowego projektu udostępniania wody w stołecznych szkołach za pomocą źródełek Czytaj więcej
Na instalacje źródełek i ich obsługę miasto przeznaczy 365 mln zł rocznie.
W Trójmieście szkoły sadzą jabłonie
W ubiegłym roku w stu przedszkolach i szkołach na Pomorzu ruszył program propagujący zdrowe jedzenie w placówkach oświatowych. To odpowiedź na wyniki badań które pokazuje, że w tym rejonie kraju jest najwięcej otyłych. Chłopców z nadwagą jest tam 12.6 proc. Otyłe dziewczęta to 7,4 proc.
W ubiegłym roku w stu przedszkolach i szkołach na Pomorzu ruszył program propagujący zdrowe jedzenie w placówkach oświatowych. To odpowiedź na wyniki badań które pokazuje, że w tym rejonie kraju jest najwięcej otyłych. Chłopców z nadwagą jest tam 12.6 proc. Otyłe dziewczęta to 7,4 proc.
Ciekawostką tego programu jest to, że nie ma tu odgórnych zakazów wprowadzanych decyzją dyrektora szkoły. W tych szkołach, które przystąpiły do programu, utworzył się wspólny front rodziców i nauczycieli. Chodzi o to, sam zakaz sprzedaży „śmieciowego jedzenia” nie przyniesie rezultatu, jeśli rodzice nadal będą dawać uczniom na drugie śniadanie batony, chipsy czy pączki.
Jak realizacja programu wygląda w praktyce? – Zaczęliśmy od sprawdzania, oczywiście za zgodą rodziców, plecaków dzieci i tego, co mają przygotowane na drugie śniadanie - mówi Beata Obłońska, nauczycielka w szkole podstawowej nr 79. - Okazało się, że nie każde dziecko przynosi z domu coś do jedzenia. Zdarzało się też, że w tornistrach pierwszaków czy dzieci z zerówki znajdowaliśmy colę i pączka - dodaje Beata Obłońska.
Dlaczego rodzice tak robią? Tłumaczą, że dając dzieciom słodycze, mają pewność, że dziecko na przerwie coś w ogóle zje. Poza tym rano mają zbyt mało czasu, aby szykować im drugie śniadanie. Łatwiej jest dać pieniądze lub kupić coś w sklepie po drodze do szkoły.
Zmiany jedzenia objęły także szkolne sklepiki i stołówki. A rodzice w porozumieniu z działkowiczami sadzą wokół szkół drzewa owocowe.
W Łodzi owoce i warzywa za grosze
Łódź już od kilku lat przestawia się na zdrową żywność w szkołach. Zdaniem wiceprezydenta Krzysztofa Piątkowskiego to skutek działań promocyjnych rozpoczętych w mieście kilka lat temu. Wiceprezydent zaczął wówczas namawiać szkoły, by w umowach z ajentami zażądali wycofania z nich chipsów, żelków i napojów gazowanych. W zamian miały się pojawić warzywa i owoce.
Łódź już od kilku lat przestawia się na zdrową żywność w szkołach. Zdaniem wiceprezydenta Krzysztofa Piątkowskiego to skutek działań promocyjnych rozpoczętych w mieście kilka lat temu. Wiceprezydent zaczął wówczas namawiać szkoły, by w umowach z ajentami zażądali wycofania z nich chipsów, żelków i napojów gazowanych. W zamian miały się pojawić warzywa i owoce.
Miejscem, gdzie zastosowano się do zaleceń Ratusza jest sklepik w Szkole Podstawowej nr 29 w Łodzi. Za grosze można w nim kupić rzodkiewkę (10 gr), czerwoną paprykę (30 gr). W podobnej cenie są gruszki, śliwki i jabłka. W sklepiku pojawiają się także słodycze - ale raczej ich zdrowsze wersje jak ciastka pełnoziarniste czy soki owocowe.
