
Dlaczego do warzywnego przecieru podawanego niemowlakowi warto dodać mleko jego matki? Czy to prawda, że gdy kobieta w ciąży je słodycze na twarzy jej nienarodzonego dziecka pojawia się uśmiech? I w którym momencie życia dziecka kształtują się jego kubki smakowe? O tym w rozmowie z Michałem Dobrołowiczem opowiada ekspert ds. żywienia dzieci Joanna Neuhoff-Murawska.
REKLAMA
Michał Dobrołowicz: Pamiętam dobrze swoje dzieciństwo i najbardziej nielubiane smaki. Na czele czarnej listy kulinarnej w przypadku moim i wielu moich kolegów był szpinak. Czy teraz coś się zmieniło?
Joanna Neuhoff-Murawska: (śmiech) Szpinak wielu dzieciom kojarzył się ze zmieloną trawą. (śmiech) Ale tutaj mówi pan już o dzieciach w wieku przedszkolnym, które były katowane szpinakiem w przeszkolu. Zupełnie inna sytuacja jest u dziecka kilkumiesięcznego. Dla niego taki zmielony szpinak, który był poddany lekkiej obróbce termicznej ma taki sam smak jak marchew czy groszek. Trzeba pamiętać, że dziecko, które idzie do przedszkola bo ma 3, 4 czy 5 lat potrzebuje dodatków i większego urozmaicenia.
Może potraw dla takiego dziecka nie należy mielić, może warto podać je w listkach, może inaczej posiekać lub ładnie skomponować? Trzeba pamiętać, że gdy mówimy o niemowlęciu to nie przenosimy na niego swoich smaków czy swoich awersji kulinarnych, bo smak niemowlęcia jest zupełnie inny. Niemowle jest prawie czystą niezapisaną kartą.
Prawie?
Tak, bo smaków uczymy się już w życiu prenatalnym. Wtedy dzieci mają kontakt z próbkami smaków. Prosty przykład: dzieci, których mamy jadły więcej czosnku albo więcej wanilii jako kilkuletnie dzieci częściej i chętniej sięgają po czosnek czy wanilię niż ich rówieśnicy.
Jaki jest moment ciąży kluczowy dla takiego wyrabiania smaku? Kiedy to się dzieje?
Pierwsze kubki smakowe powstają w wieku 8 miesięcy. W 32 tygodniu ciąży w obrazie USG można zaobserwować, że różna dieta mamy wpływa na różny wyraz twarzy jeszcze nienarodzonego dziecka. Proszę sobie wyobrazić, że w tym samym 32 tygodniu ciąży, czyli miesiąc przed urodzeniem, gdy przyszła mama zje coś słodkiego to ten mały, nienarodzony człowiek, szybciej połyka płyn owodniowy. On już jest małym łakomczuszkiem.
Wiemy, że niektóre wyraźne smaki, takie jak wspomniany czosnek, zostają zapamiętane przez małe dziecko i gdy jadła je w czasie jego mama, to dziecko też potem chętniej po nie sięga. Dziecko już wtedy przyswaja sobie dużą część palety smaków. Myślę, że jeszcze kilka lat musi upłynąć, żebyśmy o tym wiedzieli więcej.
Powiedziała pani, że dieta w ciąży wpływa na wyraz twarzy dziecka. Co wobec tego powinna jeść mama, żeby dziecko uśmiechało się jak najczęściej?
Problem polega na tym, że dziecko będzie uśmiechało się po smaku słodkim. (śmiech) Ta preferencja smakowa jest starsza niż homo sapiens. Nawet nasi wcześniejsi krewni, czyli homidzi preferowali smak słodki, bo jeśli ktoś kilkaset tysięcy lat temu znalazł w środowisku kwaśno-słodkie owoce albo ukradziony pszczołom miód, było to dla niego źródłem bezpiecznej i dobrej energii, która pozwalała przeżyć. Nie było takiego nawału cukru, którym my jesteśmy teraz atakowani. To przenosi się też na dzieci, które przychodząc na świat preferują słodki smak. One nie wiedzą, że na tym świecie czyhają na nie takie niebezpieczeństwa jak otyłość czy choroba niedokrwienna.
Czyli nie warto się martwić o uśmiech nienarodzonego dziecka?
Byle nie przesadnie. Warto jeść warzywa i pamiętać, że dzieci mam, które w ciąży częściej sięgały po śmieciowe jedzenie, niestety częściej same sięgają po śmieciowe jedzenie i częściej są otyłe.
Może to nie jest wpływ tego, co mama jadła w ciąży, tylko tego, co pojawiało się na jej talerzu już po porodzie? Dziecko zaobserwowało, jak idzie się do fast foodu i potem samo to powtarza albo domaga się, żeby je tam zabrać na posiłek?
Metodologia badań jest bardzo różna. To, o czym pan powiedział też zgadza się. Bardzo wiele elementów wpływa na dziecięce zachowanie i one wszystkie są bardzo ważne. Istotne jest to, żebyśmy uczyli dzieci jeść warzywa, ale obok jest cała orkiestra różnych spraw, o których trzeba pamiętać. Ja zwracam uwagę na warzywa, które są obecnie spychane na margines. Badania pokazują, że 100 procent dzieci w Polsce je za małą ilość warzyw, a wiele mam nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Trzeba w tej kwestii edukować.
Proszę wymienić trzy warzywa, o których rodzice zapominają najczęściej planując dietę swoich dzieci.
Moim zdaniem wszystkie są zaniedbane. Z punktu widzenia zdrowia dziecka ważne, żeby na talerzu była tęcza, czyli żeby były różne kolory. Bo kolory niosą za sobą potrzebne substancje, w tym witaminy. Na przykładzie tęczy łatwiej uczy się też dzieci. Nie trzeba mówić im o witaminach czy innych skomplikowanych związkach chemicznych. Tęcza wywołuje przyjemne skojarzenia.
Po drugie, dla niemowlęcia bardzo ważne są warzywa z upraw ekologicznych. Jeśli sami chcemy robić przeciery, to warto pamiętać, że potrzebny jest atest potwierdzający, że takie warzywo pochodzi z upraw ekologicznych. Takie warzywo dziecko może bez problemu zjeść. Podkreślam to, bo warzywa poza witaminami mogą niestety mieć w sobie pozostałości po środkach ochrony roślin. To dla malucha, który waży kilka kilogramów, ma niedojrzały układ immunologiczny, a do tego niewykształconą śluzówkę jelita, może być bardzo niebezpieczne. Musimy na to uważać.
A jak jest ze starszymi dziećmi: jak je przekonać do warzyw?
Nawet Światowa Organizacja Zdrowia podała niedawno, że przyczyną 5 procent nowotworów i chorób serca jest to, że nie jemy warzyw. Problem polega na tym, że warzywa nie są dla dziecka smakiem atrakcyjnym. Dlatego, że to, co jest atrakcyjne zawiera komponenty smaków słodkiego i słonego oraz smaku umami, czyli związanego z białkiem. W związku z tym warzywa, które nie są ani słone, ani tłuste, ani słodkie, a czasami, jak warzywa zielone, jest nawet komponent smaku gorzkiego, mają po prostu pecha. W konsekwencji pecha mamy my.
Dlatego naukę jedzenia warzyw warto zacząć jak najwcześniej, najlepiej między 17 a 26 tygodniem życia, czyli po skończonym 4 miesiącu życia. Po angielsku ten okres nazywa się "window of opportunity", czyli czas największej plastyczności dziecka, aby chłonąć nowe rzeczy i kształtować w sobie nowe preferencje. Jeśli dziecko wtedy wyrobi sobie pewne nawyki smakowe, to rośnie prawdopodobieństwo że po te produkty sięgnie też, gdy będzie starsze.
W jakiej formie zatem podawać dziecku warzywa?
Interesują nas czyste smaki. Czyli marchew, groszek, brokuł a nie miksy tych smaków. I abyśmy codziennie dziecku dawali te smaki w małych dawkach. Na przykład w poniedziałek marchew, we wtorek groszek, w środę brokuł, w czwartek znowu marchew. Jeżeli uprzemy się na jeden smak, będzie to dla dziecka bardzo nużące. Podobnie jest z nami, dorosłymi, my też znużylibyśmy się jedząc przez 7 dni w tygodniu marchewkę.
W momencie, gdy dziecko zaczyna zjadać właściwe porcje o objętości 100-150 mililitrów to znaczy, że ono już zaakceptowało ten smak i wtedy możemy dać już owoc. Dlatego, że owoc jest bardziej słodki i kuszący. Jeżeli podamy go przed warzywami, to cały nasz misterny plan może po prostu nie udać się. Warto pilnować kolejności zaczynając od małych łyżeczek podawanych stopniowo dzieciom.
Co z opornymi dziećmi?
Na szczególnie oporne przypadki też jest sposób: niemowlakowi można podać przecier warzywny z domieszką mleka mamy. Działa to oczywiście pod warunkiem, że dziecko jest karmione piersią. Jeżeli dziecko karmione jest mlekiem modyfikowanym, to można dodać właśnie mleko modyfikowane. Dzięki zasadzie "podobne z podobnym" wtedy łatwiej będzie przyzwyczaić je do nowego smaku. Warto też uzbroić się w cierpliwość i spokojnie czekać na efekty. Bez pośpiechu i bez nerwów.
A wcześniej to musi być warzywo w formie papki?
Takie niemowlę , które ma 4 czy 5 miesięcy musi dostać łyżeczka faktycznie papkę, bo ono nie umie gryźć i sformułować kęsa. Natomiast z czasem w tej papce pojawią się grudki, mniej zmielone elementy i to będzie stymulować układ nerwowy do rozwoju. A na koniec 9 lub 10 miesięczne dziecko bierze do swojej małej dłoni kawałek gotowanej marchewki i go zjada. Trzeba uważać, żeby nie zapomnieć o zmianie konsystencji, bo dzieci które nie poznały nowej konsystencji mają często problemy neurologiczne. Objawia się to choćby tym, że takie dzieci nie radzą sobie z gryzieniem.
