
Dokładnie pamiętam z dzieciństwa taki schemat. Zawsze jest ktoś lub coś za kogo/co można dopchnąć dziecku jeszcze jedną łyżkę, pół kęsa i małego gryza. Tylko po co?
O ile moi rodzice dość szybko wykazali się zdroworozsądkowym podejściem, to dziadkowie już nie należeli już do grupy tak światłych ludzi. I z pewnością właśnie ten typ nadal dominuje w polskim społeczeństwie.
Przecież zjeść musi, przecież tak “zdrowo wygląda” — właśnie, czy w Polsce naprawdę ktoś otyły kojarzy się ze zdrowiem? Niestety tak, takie określenie na fizjologiczną pulchność niemowląt i chorobliwą pulchność dzieci otyłych jest chlebem powszednim i nie podlega rozróżnieniu. Społeczne przyzwolenie dla “grubciów” i “okrąglaczków” wkradło się w kanony zwyczajności. Zupełnie takie samo zjawisko obserwuje się w przypadku mężczyzn - zwykło się o nich mówić “Misiek”, a nie — zaniedbany facet z nadwagą. Dlaczego?
Można powiedzieć, że tylko kobiety muszą dbać o formę i zdrowe odżywianie. I te same kobiety - włożone w format div z okładek bardzo często przekarmiają swoje dzieci. A wszystko przez panujące przekonanie, że dobrze znaczy dużo.
Sztuka jedzenia - sztuka karmienia Nie tylko sztuką jest gotować i smakować, jeszcze trudniejszą do opanowania jest wirtuozja karmienia. Przekonania o dobrym wypełnianiu roli rodzica są bardzo głęboko zakorzenione w naszej kulturze. Wręcz niedopuszczalne jest, żeby dziecko nie zjadło jakiegoś posiłku. Nie traktujemy jedzenia na poziomie zaspokojenia podstawowej potrzeby organizmu, a jako święty obowiązek — bo co jak co, ale zjeść trzeba!
Tymczasem okazuje się, że przekarmione dziecko, to dziecko nieszczęśliwe i zagrożone chorobami. Otyłość, to tylko jedno z potencjalnych zagrożeń dla "gąsek na fermie mamusi".
KAROLINA MAZURCZAK
Z pewnością wszyscy jesteśmy ofiarami gorszych czasów, gdy do garnka często nie było czego włożyć, a "dużo" miało zupełnie inne znaczenie.
Najtrudniej jest przyznać przed samym sobą, że jako rodzice posuwamy się czasem o jedną łyżkę za daleko. Tak wiem, o czym mówię — mimo wszystkich swoich przekonań, doświadczeń i wiedzy, sama nie raz łapię się na negocjacjach o kanapkę. Choć wiem, że niejadki nie istnieją muszę walczyć z tkwiącym w głowie mitem.
Zawsze należy pamiętać, że to co dzieje się przy rodzinnym stole i to co rozgrywał się wokół niego, może znacząco wpływać na nasze dziecko.
KAROLINA MAZURCZAK
Pomimo wszystkich funkcjonujących mitów i przekonań w naszym społeczeństwie, nie sposób tu nie zacytować klasyka: "Polacy nie gęsi"* — nie trzeba tuczyć ich na pasztet. Nie zmuszajcie dzieci do jedzenia.
*"Do tego, co czytał" (1562), Mikołaj Rej
