Reklama.
Pierwsza grupa rodziców będzie argumentować pozostawienie dziecka wieloma, często także racjonalnymi, powodami takimi jak:
- dzieci trudniej znoszą zmiany klimatu, zmiany pokarmu i wody; podróżowanie mdłościami biegunką nie jest szczególnie miłe, sprawne ani zabawne;
- dzieciom ciężko jest "wysiedzieć" w samochodzie/ samolocie, gdy podróż jest długa, a stewardesy nie mają raczej przeszkolenia pedagogicznego, no cóż...
- z dzieckiem nie da się wyjść wieczorem na romantyczna kolację...a przecież to także element odpoczynku (!) i nam się należy;
- organizacja i planowanie może być utrudnione w towarzystwie dzieci, gównie dlatego, że tym zawsze zdarza się coś nieoczekiwanego ("Mamooo, kupa!" Teraz? Na parkingu/ na autostradzie, podczas odprawy samolotowej/ podczas startu? Naprawdę?);
- dzieci mają swoje potrzeby, np. potrzebę eksplorowania podłogi pod siedzeniami w poczekalni na lotnisku... a nie każdy ma tyle dystansu, by ignorować niezadowolone spojrzenia starszych pań siedzących w okolicy; ale przyjmijmy, że skupiamy się na oczywistych sprawach, takich jak pory spania. Każdy rodzic wie, że wybicie z rytmu może doprowadzić do katastrofy. Tylko jak zmusić dziecko do spania, kiedy tyle się dzieje...?
- no i na koniec - CISZA. Każdy jej czasem potrzebuje. I nie tylko wtedy, gdy dziecko zaśnie, prawda?
To tak z grubsza.
Teraz pomyślmy nad zaletami wspólnych podróży. Jeśli mamy trochę cierpliwości i dystansu, to może okazać się, że dziecko wycierające swoimi ubraniami podłogę na lotnisku to w zasadzie żadna tragedia, a problemy żołądkowe zdarzają się każdemu. Romantyczna kolacja to także wino wypite wspólnie w hotelowej wannie tuż po żasnięciu dziecka, a parkingowa kupę już wkrótce zamienimy na dobrą anegdotę.
Co Wy na to?
Gdyby tak z dystansem zastanowić się nad tym, czego doznaje i czego uczy się nasze dziecko, podróżując z nami? O czym ono myśli, co obserwuje i jak postrzega te wszystkie sytuacje, które dla nas są straszne/ trudne/ męczące. Bo być może, tylko BYĆ MOŻE, nasze dziecko, obserwując swoich rodziców podczas wspólnej podróży, myśli sobie tak:
- podróż to nie problem; wystarczy mieć bilety, pieniądze, pilnować walizki i trzymać się razem;
- moja rodzina jest super, bo zawsze trzyma się razem, nawet kiedy ktoś długo siedzi w toalecie i trzeba długo na niego/na nią czekać...;
- jestem bardzo dzielny/a, bo nie boję się latać samolotem ani przechodzić sam/a przez bramki na lotnisku;
- świat jest taki różny... dziwne mają te znaki drogowe, ale tata jakimś sposobem wszystko rozumie...tylko skąd on to wszystko wie?
- jedzenie na świecie różnie smakuje, jadłem parówkę, ale była zupełnie inna niż ta, którą jem w domu...dziwne;
- nie rozumiem nic z tego, co mówią ludzie wkoło mnie, chyba będę się musiał/a nauczyć angielskiego tak jak rodzice, bo oni to chyba rozumieją wszystko.
Mało? To dorzućmy jeszcze wspomnienia i piękne widoki.
Przyznaję, że nam też zdarza się zostawiać naszego pierworodnego u Babci. Niemniej, wygląda na to, że czasem warto się "poświęcić".