Dobrze pomyśleć o tym teraz, kiedy dzieci wróciły, a niektóre poszły pierwszy raz do szkoły. Maluchy poszły do przedszkoli. Nam, rodzicom, wydaje się, że znamy nasze dzieci, widzimy, kiedy jest im źle i potrafimy we wszystkich nieszczęściach zaradzić. Czy oby na pewno?
REKLAMA
Dużo pojawia się tekstów o tym, co dzieci czeka w szkołach, jakie czekają nas, rodziców, obowiązki związane z rozpoczętym rokiem szkolnym. Wszystko dobrze, ale powinnismy jeszcze pomyśleć nad tym, czy skupiamy się nad faktycznymi ewentualnymi problemami, czy zapełniamy sobie głowę tymi sztucznie stworzonymi. Czy nasze dziecko powie nam o jego problemach, o tym, co je martwi, boli?
Myślę o tym, ponieważ często sama spotykam się z tym, że moje dziecko nie wszystko umie oraz nie wszystko, być może, chce pokazać. A przecież to ja, tzw. dorosły, powinnam je tego nauczyć.
Myślę o tym, ponieważ często sama spotykam się z tym, że moje dziecko nie wszystko umie oraz nie wszystko, być może, chce pokazać. A przecież to ja, tzw. dorosły, powinnam je tego nauczyć.
Dzieci często chcą być dzielne, radzić sobie same (bo tego je przecież uczymy). Tylko czy naprawdę zawsze muszą?
Mój przedszkolak kilkukrotnie w tym roku rozstawał się z nami na jakiś czas. Raz był to 10-cio dniowy pobyt u dziadków, ponieważ my wyjeżdżalismy na wakacje prawie na drugi koniec świata. Za drugim razem to on wyjechał na kilka tygodni nad jezioro, także z dziadkami. Trzeci raz - był ze mną, ale bez taty, bo ten był na kilkudniowym wyjeździe służbowym.
Śmiało mogę powiedzieć, że nasz syn bardzo dobrze znosi rozłąki, szczególnie te, kiedy wyjeżdża na wczasy z dziadkami, oczywiście. Gorzej jest, kiedy przebywa w tzw.normalnych, codziennych warunkach domowych, a sytuacja rodzinna ulega zmianie. Ale to akurat rzecz oczywista.
Śmiało mogę powiedzieć, że nasz syn bardzo dobrze znosi rozłąki, szczególnie te, kiedy wyjeżdża na wczasy z dziadkami, oczywiście. Gorzej jest, kiedy przebywa w tzw.normalnych, codziennych warunkach domowych, a sytuacja rodzinna ulega zmianie. Ale to akurat rzecz oczywista.
Co dzieje się, gdy dziecko na co dzień próbuje być dzielne i przeżywa "w sobie"?
Dziecko niby bawi sie jak zawsze, spędza czas z tymi bliskimi, którzy są obok i sie nim opiekują. Pyta czasem, czy rodzic/rodzice lecą samolotem, kiedy wrócą, liczy dni itd. Wydawałoby się, że to normalne 'znoszenie' rozstania.
I wtedy nagle, pewnej nocy budzi się z płaczem i chce koniecznie przytulić się do rodzica, którego akurat nie ma. Po chwili zasypia twardym snem i rano nic nie pamięta.
My za to pamietamy.
Niby nic wielkiego, a jednak serce pęka. Głowie daje do myślenia. Pomimo naszych rozmów, wydawałoby się wzajemnego rozumienia, emocje czasem biorą górę. I czasem tego na pierwszy rzut oka nie widać... Dziecko wciąż niekoniecznie wie i nie zawsze rozumie, co się znim dzieje, co przeżywa. Nie zawsze też znajduje sposób i słowa, by o tym powiedzieć. Wtedy przeżywa w sobie.
I wtedy nagle, pewnej nocy budzi się z płaczem i chce koniecznie przytulić się do rodzica, którego akurat nie ma. Po chwili zasypia twardym snem i rano nic nie pamięta.
My za to pamietamy.
Niby nic wielkiego, a jednak serce pęka. Głowie daje do myślenia. Pomimo naszych rozmów, wydawałoby się wzajemnego rozumienia, emocje czasem biorą górę. I czasem tego na pierwszy rzut oka nie widać... Dziecko wciąż niekoniecznie wie i nie zawsze rozumie, co się znim dzieje, co przeżywa. Nie zawsze też znajduje sposób i słowa, by o tym powiedzieć. Wtedy przeżywa w sobie.
Możemy dziecko wspierać, prowokować do rozmowy, stwarzać przestrzeń do przeżywania, a jednak wciąż nasze dzieci zachowają prawo do tego, by pewne myśli i emocje zatrzymać dla siebie. O tym, że tak jest dowiemy się, bo dziecko zapłacze w środku nocy.
Co wtedy robić?
Być obok.
Co wtedy robić?
Być obok.
Czy jesteśmy gotowi na nowy rok przedszkolny?
Chyba musimy.
Chyba musimy.
Oczy i serca zachowajmy otwarte.
