Naszemu pokoleniu, pokoleniu obecnych rodziców, wkładano do głowy, że trzeba mieć skończoną szkołę. Bo posiadanie wiedzy to klucz do wszystkiego. A nawet nie tyle posiadanie wiedzy, co posiadanie dokumentu, który o tym świadczy. W czasach młodości naszych rodziców wystarczyło skończyć jakąś szkołę, np.technikum ekonomiczne, a pracodawcy czekali na nich w kolejce. Co zrobić, by pracodawcy czekali na nasze dzieci?

REKLAMA
Być może zamiast naciskać na tzw."papiery", powinniśmy zwrócić uwagę na umiejętności i cechy charakteru?
Przeczytałam jakiś czas temu pewien artykuł artykuł.
Uderzyło mnie coś, co właściwie wiem od dawna, a tym razem ktoś wyłożył to na tacy.
Otóż sto lat temu nasi przodkowie uczyli się, jak uprawiać ziemię i odzież, bo takie mieli potrzeby. Kolejne pokolenia uczyły się zawodów, ponieważ prawie nie było nikogo poza rolnikami. A zatem, uczono ich rzemiosła wszelakiego, bo świat szedł do przodu i potrzebował nowego rodzaju siły roboczej. Nasi rodzice zyskiwali szacunek, gdy udało im się skończyć technikum czy liceum. A studia! To dopiero było coś. Nie każdy miał szansę na taki luksus.
Nasze pokolenie prawie całe szło na studia. Wciąż idzie. A potem nie wiemy, co robić z tymi wszystkimi magistrami. Po skończonych studiach pracuje się gdziekolwiek. Ale studia są, żeby rodzice nie mówili, że nie ma.
Nie twierdzę, że idea szkolnictwa wyższego jest zła. Jest dobra, pod warukniem, że studiujący studiuje (a zatem zgłębia wiedzę) w dziedzinie, która go interesuje, a co za tym idzie, wiedza ta posłuży mu do lepszego wykonywania pracy.
Ale wracając do namłodszego pokolenia...
Co zrobić z edukacją naszych dzieci?
Czy warto "pchać" je na studia?
Czy warto naciskać na to, by miały najlepsze świadectwa?
A może warto rozwijać w nich umiejętności, które zapewnią im miejsce w nowoczesnym świecie?
Jako pedagog mam świadomość, że humaniści zarzucą mi ignorancję... bo gdzie wiedza o świecie, gdzie rozwój ogólny itd, itd.? Ale ja myślę o przyszłości jak o nowych możliwościach i nowych realiach. Być może takich, których my jeszcze nie umiemy sobie wyobrazić? Czy nasi rodzice, 30 lat temu, myśleli o internecie, o możliwości pracy zdalnej z zatrudnieniem na drugim kontynencie, o delegacjach i biznesach międzykontynentalnych, o rodzinach wielokulturowych, o zawodowych wyjazdach zagranicznych? Raczej nie.
A zatem, może do edukacji trzeba podejść kreatywnie? Wiedza ogólna być powinna. I powinna byc ogólna. Reszta edukacji mogłaby skupić się na znajdowaniu i wzmacnianiu silnych stron podopiecznych. Przede wszystkim dlatego, że tylko wtedy bedziemy mogli wykorzystać potencjał każdego człowieka, zamiast wciskania go w ramy świadectw i stawiania w rzędzie z resztą.
Być może pokolenie naszych dzieci nie będzie już musiało stać z nikim w rzędzie? Bo każdy będzie unikatem? Spróbujmy to sobie wyobrazić.
Mrzonki? Być może. Niemniej uważam, że edukacja nigdy nie nadąża za swoimi czasami. Warto, by chodziaż rodzice próbowali. W wyżej wspomnianym artykule autor stawia na na 5 rzeczy, których dzieci uczyć warto. I zgadzam się z nim w 100%. Oto one:
1. Pasja.
Ludzie z pasją są szczęśliwsi i pracują wydajniej. Szczególnie, gdy ta pasja jest ich pracą...
2. Ciekawość.
Czyli to, co szkoła w dzieciach często zabija. Pozwólmy dzieciom odkrywać!
3. Wyobraźnia.
Wydaje się, że to tylko zabawa, a jednak ktoś potem, dzięki wyobraźni właśnie, pcha świat do przodu. Ktoś wymyśla rzeczy niestworzone. A potem ktoś je tworzy. Takie proste, prawda?
4. Myślenie krytyczne.
Szczególnie ważne w naszych czasach. Ilość i jakość źródeł wiedzy może być kłopotliwa. Warto uczyć dzieci myślenia, wyciągania wniosków i zadawnia pytań, a nawet podważania autorytetów (dokładnie tak!).
5. Odwaga i zawziętość w dążeniu do celu. Bo jak wiemy, osiąganie celów nierzadko trwa lata.
Tymczasem początek roku przed nami. Macie już podręczniki?