My, Polacy mamy to do siebie, że uważamy, ze wszystko, co polskie jest skrajnie najlepsze albo najgorsze. Najlepszy mamy chleb, oczywiście, kiełbasę i wódkę. Najgorszych mamy polityków, to także oczywiste. Przykłady tego, w czym jesteśmy najlepsi i najgorsi można mnożyć, ale ja pochylę się nad książkami. I tylko tymi przeznaczonymi dla dzieci. Zadaję dziś sobie pytanie - czy polskie książki dla dzieci są najlepsze czy najgorsze? No i czy w ogóle mamy wybór?
REKLAMA
Zawsze kochałam książki i od kiedy pamiętam sporo czytałam. Nie powiem, że biłam rekordy, bo nie, ale lubiłam i lubię dobrą książkę. Od kiedy na świecie jest Samuel, zdecydowanie więcej czasu poświęcam litaraturze dziecięcej. Dokładniej przyglądam się treściom, ilustracjom i.... mam do nich niebywałą słabość.
Jest ona na tyle silna, że z wakacji wróciłam z dwoma książkami dla dzieci. No, wrócilismy, bo mąż wcale mnie przed tym nie powstrzymywał...
Jest ona na tyle silna, że z wakacji wróciłam z dwoma książkami dla dzieci. No, wrócilismy, bo mąż wcale mnie przed tym nie powstrzymywał...
Ale zacznijmy od początku. Czyli od tego, co myślałam o literaturze dziecięcej dostępnej w Polsce. No i o tej krajowej w szczególności. Przede wszystkim, wybór książek dostępnych na rynku zależy od tego, gdzie akurat zamierzamy dokonać zakupu. Inne pozycje znajdziemy w dużych sklepach, marketach, które oferują wszystko. Tam na półkach w większości to, co powinno się sprzedać, czyli jaskrawe okładki, coś, co wygląda na przyjemną bajkę, ewentualnie nawiązuje do kreskówki. Tam także klasyka, czyli wiersze Tuwima i Brzechwy wydane w formie małych, kolorowych, tekturowych książeczek. Do tych akurat większych zastrzeżeń nie mam. Da się znaleźć znośnie ziulustrowane, a wiersze dzieci bardzo lubią.
Jeśli udamy się do księgarni, to wybór znacznie nam się poszerza, a raczej zmienia. Nie ma już tylu tandetnych wydań, jest za to więcej pozycji znanych autorów, nieznanych, ale dobrze zilustrowanych książek, są promocje, zestawy i szansa, że język, którym napisana jest książka nie udrzuci nas po pierwszym akapicie. Coś, co lubię.
Przyznaję się jednak, że nie zawsze, do niedawna właściwie mało kiedy, zwracałam uwagę na to, skąd książka pochodzi, tzn. gdzie i przez kogo została napisana. Byłam w tej kwestii, przyznaję szczerze, ignorantką. Ale kiedy już zastanowiłam się nad tym, za jakimi książkami sama się rozglądam i co według mnie wyglada atrakcyjnie, to rzuciło mi się w oczy, że w naszym kraju popularnością cieszą się skandynawscy autorzy. Sama chętnie wracam do książki 'Nusia i wilki' (Pija Lindenbaum, Szwecja), czy do znanej nam wszystkim lektury "Dzieci z Bullerbyn" (Astrid Lingren, Szwecja). Wydaje mi się, że w pewnym sensie jest nam blisko do tej literatury.
Nie gardzimy także książką niemiecką ("Wiosna/Lato/Jesień/Zima/Noc na ulicy Czereśniowej" Rotraut Susanne Berner) czy zabawną francuską ("Kupa, siku" Stephanie Blake).
Nie znaczy to, że nie mamy dobrych polskich książek, po za kolejnymi wydaniami klasyków. Mamy Grzegorza Kasdepke chociażby. Są także debiutanci. Książek na rynku jest coraz więcej i przyznaję, że kiedy trafiam na targi książki (dla dzieci), nie ma możliwości, bym wyszła z nich pustymi rękami.
Nie gardzimy także książką niemiecką ("Wiosna/Lato/Jesień/Zima/Noc na ulicy Czereśniowej" Rotraut Susanne Berner) czy zabawną francuską ("Kupa, siku" Stephanie Blake).
Nie znaczy to, że nie mamy dobrych polskich książek, po za kolejnymi wydaniami klasyków. Mamy Grzegorza Kasdepke chociażby. Są także debiutanci. Książek na rynku jest coraz więcej i przyznaję, że kiedy trafiam na targi książki (dla dzieci), nie ma możliwości, bym wyszła z nich pustymi rękami.
Z pustymi rękami nie wyszłam także z księgarni w San Francisco. Tak, tym SF na drugim końcu świata. Miałam szczęście odwiedzić miasto. I jak to bywa na wakacjach, musiałam zajrzeć do księgarni. Tam spotkało mnie ogromne zaskoczenie!
Spodziewałam się wielkiej tandety - taniej i prostej książki, trochę takiej literackiej nijakości.
Dlaczego? Sama nie wiem. W jakiś sposób byłam uprzedzona. A przecież tyle jest wspaniałej, amerykańskiej literatury dla dorosłych, prawda?
Okazało się, że tej dla dzieci także nie brakuje. I to w najlepszym wydaniu!
W księgarni, którą odwiedziliśmy nie było tandety. Nie bylo brzydkich książek. Było za to wiele nawiązujących do tego, co pojawia się w telewizji, ale także ogrom pięknie zilustrowanych, czasem zabawnych, czasem zachęcających do refleksji, mądrych książek.
Dlaczego? Sama nie wiem. W jakiś sposób byłam uprzedzona. A przecież tyle jest wspaniałej, amerykańskiej literatury dla dorosłych, prawda?
Okazało się, że tej dla dzieci także nie brakuje. I to w najlepszym wydaniu!
W księgarni, którą odwiedziliśmy nie było tandety. Nie bylo brzydkich książek. Było za to wiele nawiązujących do tego, co pojawia się w telewizji, ale także ogrom pięknie zilustrowanych, czasem zabawnych, czasem zachęcających do refleksji, mądrych książek.
Dla przykładu przezentuję dwie.
Pierwsza to "Sam and Dave dig a hole" (Mac Barnett), czyli o tym, jak Sam i Dave kopią dół.
Jak dowiadujemy się z kart ksiązki, chłopcy postanowili wykopać głęboki dół, by znaleźć coś spektakularnego. Czy znajdują? To już jest niespodzianka dla czytelnika.
Książeczka, czytana po angielsku oczywiście, bardzo spodobała się naszemu przedszkolakowi. Ogląda obrazki i rozmyśla. Próbuje zrozumieć i śmieje się z tego, co spotyka bohaterów.
Książeczka, czytana po angielsku oczywiście, bardzo spodobała się naszemu przedszkolakowi. Ogląda obrazki i rozmyśla. Próbuje zrozumieć i śmieje się z tego, co spotyka bohaterów.
Druga pozycja, która mnie urzekła to "What Do You Do With an Idea?", czyli co robić z pomysłem?
Rzecz wyjątkowo amerykańska. W tym najlepszym ujęciu. Książka pokazuje proces narodzin i dojrzewania pomysłu. Opowiada o tym, że czasem trzeba postawić na siebie i na własne marzenia. Bo to my i nasze pomysły zmieniają świat na lepsze. Wszystko pięknie zilutrowane i opowiedziane językiem dla dzieci. Ujmująca, motywująca do działania opowieść. Historia budująca pewność siebie. Mam nadzieję, że za jakiś czas pojawi się na polskim rynku.
Amerykańskie książki, jak widać, zdobyły moje serce.
A co z naszymi, ojczystymi? Są najlepsze czy najgorsze?
Myślę, że dzięki ambitnym pisarzom jesteśmy na dobrej drodze do bycia w tej pierwszej grupie. Dzieła pozostałych ignorujmy. Bowiem książki nieczytane, podobnie jak niużywane organy, w końcu znikają ;)
Myślę, że dzięki ambitnym pisarzom jesteśmy na dobrej drodze do bycia w tej pierwszej grupie. Dzieła pozostałych ignorujmy. Bowiem książki nieczytane, podobnie jak niużywane organy, w końcu znikają ;)
