Przypomniał mi się dziś Norwid i jego "Moja piosnka". Wspaniały poeta. Wzruszający wiersz. Zawsze go lubiłam. Dziś przypomniał mi się, nie dlatego, że tęskno mi za Polską, ale dlatego, że tęskno mi za krajem, za którym warto tęsknić.

REKLAMA
Spokojnie, to nie jest wpis polityczny. Nie przejmują mnie dziś wybory, nie zastanawiam się, na kogo zagłosuję, nie wiem, jaka czeka nasz kraj najbliższa przyszłość.
Smutno mi, bo choćby nie wiem, co obiecywali kandydaci, to nie da się naprawić wszystkiego na raz. Nie da się i już.
Nie da się sprawić, że nagle będzie w kraju dużo pracy, dużo dobrze płatnej pracy, wysokich emerytur, wsparcia dla rodzin osób niepełnosprawnych, gwarancji zabiegów in vitro, badań kosmicznych, superwojska, świetnych warunków dla młodych przesiębiorców i do tego cudnie dzialającej służby zdrowia.
I ja dziś chciałam o tej służbie zdrowia, właśnie. Chciałam dzisiaj ponarzekać.
Takie sytuacje, z ostatniego tygodnia.
Pierwsza - przyjaciółka, istruktorka tańca, trafia do szpitala z ogromnym bólem kręgosłupa. Głupia sprawa. Podczas zajęć coś strzeliło jej w plecach i już się nie odgięła.
Jest piątek, więc w zasadzie nie ma komu jej fachowo zbadać, ale (wspaniałomyślnie) postanawiają nie puszczać jej do domu , bo nie da rady z takim bólem...(naprawdę?) Od poniedziału diagnozują i zastanawiają się, co jej jest. Coś tam prześwietlają, coś tam oglądają. Ona leży. Podejrzewają, że to dolega jej "choroba A". Lekarz oznajmia i nie wyjaśnia, co dalej. Nie szkodzi, doczyta sobie w internecie.
Mijają kolejne dni, znowu badania, jakby jest jej lepiej. Lekarz stwierdza, że oprócz "choroby A", prawdopodobnie ma jeszcze "chorobę B". Aha. Spokojnie, doczytamy sobie przecież.
Przyjaciółka dosyć przejęta swoim stanem, próbuje nawet dowiedzieć się, jakie są wskazania, zalecenia, może powinna leżeć w określonej pozycji? Zapytuje więc lekarza. Dowiaduje się, że ma leżeć tak, żeby nie bolało. Mhm.
Zalecają rehabilitację i wypisują ze szpitala.
Teraz może już pójśc do specjalisty. Prywatnie.
Sytuacja druga.
Trzylatek mój przyciągnął z przedszkola wirusa. No tak, niestety, znowu. Kaszel, katar i te sprawy. Dzwonię rano do przychodni, proszę o wizytę. Nie da się, nie ma miejsc. Pani recepcjonistka zaleca przyjść następnego dnia rano, tj. na 8.00, bo do 9.00 pani doktor przyjmuje takich właśnie awaryjnych nieumówionych na godziny. No to przychodzimy. Czekamy do 10.00. Wtedy dowiaduję się, że następny jest pan, który był umówiony na 9.20. Mam czekać, aż zrobi się luka...
Rezygnuję. Kupuję jakieś tam witaminy, syropy i wracamy do domu. Albo mu się polepszy albo będę próbować znowu. Aha, najbliższy termin wizyty "umawianej" wypada za 5 dni. Do tego czasu młody raczej już wyzdrowieje, tak myślę.
Kolejkę zwolniłam także ze względu na tę panią, która przyszła chwilę po mnie. Nie dość, że sama była chora, to do tego z dwójką dzieci. Chłopiec, na oko 8-9 lat, chyba był dla towarzystwa (choć pewności nie mam), za to kilkumiesięczny maluszek miał gorączkę i biegunkę. A biegunka to nie żarty, więc pani cierpliwie czekała. No i mam nadzieję, że się doczekała.
Smutno mi, Moi Drodzy, bo choć zawsze staram się być optymistką i nie narzekać na trudne sytuacje, to jednak pewne sprawy mnie przerastają. I nie mam pretensji do lekarzy, to nie o to chodzi. Zresztą, moja lekarka rodzinna jest cudowną kobietą i pozdrawiam ją serdecznie.
Ja mam żal do systemu.
Mam żal, że choć moja lekarka pracuje całymi dniami, to ma tylu pacjentów, że nie da się do niej dostać. A to chyba wina tego, że inni lekarze są fatalni i nikt nie chce się u nich leczyć.
Inni dobrzy lekarze wyemigrowali może... nie wiem.
Mam żal, że szpitale są koszmarne - wyleżane, stare łóżka, o jedzeniu strach wspominać (na śniadanie najtańszy chleb z czymś, co udaje pasztet), brak dbałości o higienę (pacjent dostaje kubek, kiedy trafia na oddział i może się zdarzyć, że nikt nie zainteresuje się, czy ten kubek jest w kolejnych dniach myty), a już o rzetelnej pomocy to nawet nie ma sensu marzyć.
Dlaczego, powiedzcie mi, nie dbamy o siebie nawzajem?
Czy o taką Polskę, o takich rodaków walczyli nasi poprzednicy? Naprawdę?
I ja wiem, że nie da się wszystkiego naprawić na raz. Ale coś się robić da, chyba?
A może nam, Polakom, już się po prostu nie chce?