O autorze
Znają się od urodzenia, ale dopiero po latach udało im się stworzyć relację przyjacielską. Do późna prowadzone rozmowy, odkrywanie przed sobą tajników duszy zrodziło pomysł na stworzenie bloga, który z jednej strony będzie ukazywał przemyślenia i doświadczenia męskie, z drugiej natomiast – kobiecy punkt widzenia z całą gamą odbierania rzeczywistości.

Ona – 153 cm wzrostu. Absolwentka filologii rosyjskiej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Od kilku lat, w obrębie pracy doktorskiej, pasjonująca się psychoterapią i procesem twórczym. Ścieżka ta doprowadziła ją do przyjęcia motta życiowego „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”.

On – 200 cm wzrostu. Absolwent zarządzania, a także finansów i rachunkowości. Na przestrzeni ostatnich lat przeszedł drogę od otyłego, zakompleksionego wielbiciela gier wideo i telewizji do aktywnej fizycznie osoby pełnej wiary i ambicji. Nie wyobraża sobie życia bez sportu i muzyki, a jego zainteresowania to odżywianie oraz szeroko rozumiany rozwój osobisty.

On: Nie życz sobie, żeby było łatwiej. Życz sobie, żeby stać się silniejszym

Jeśli miałbym opisać moją dawną filozofię życiową w paru słowach to zapewne byłoby to: maksymalizować przyjemności, minimalizować przykrości. Życie zgodnie z tą dewizą było lekkie, miłe i przyjemne ale ja stałem w miejscu. Nie rozwijałem się, a gdzieś bardzo głęboko w mojej duszy pojawiała się frustracja, że chyba jednak stać mnie na więcej. Poza tym, takie sielankowe życie nie może trwać wiecznie. Czy tego chcemy czy też nie, zawsze w życiu przyjdzie nam się zmierzyć z ciężkimi przeżyciami. Niezależnie od tego gdzie ktoś mieszka, czy jest biedny czy bogaty to trudne doświadczenia prędzej czy później pojawią się. Jest to element wspólny wszystkich żyjących na ziemi. Jednak indywidualne jest to jak na nie zareagujemy.


W moim przypadku, jedno z najtrudniejszych doświadczeń dotyczyło mojego zdrowia. Jako młody chłopiec uległem pechowemu wypadkowi w wyniku, którego uszkodziłem sobie szczękę. Ta sytuacja zmieniła mnie na zawsze. Praktycznie całą moją nastoletniość spędziłem w aparacie na zęby, musiałem uważać na każde twardsze jedzenie i przede wszystkim miałem ogromne kompleksy, bo mój uśmiech wyglądał słabo. W tym czasie odwiedzałem wielu lekarzy. Część z nich odmawiała mi pomocy stwierdzając, że uszkodzenie jest zbyt skomplikowane. Inni odsyłali mnie do jeszcze lepszych specjalistów. Tak wylądowałem między innymi na konsultacjach w Szwajcarii. Pomimo różnych koncepcji leczenia wszyscy lekarze byli zgodni z jednym faktem: nie można podjąć żadnych znaczących działań dopóki moje kości nie przestaną rosnąć, a więc do momentu, gdy będę miał ok. 22 lata.


Wyobraźcie sobie, co taka diagnoza może znaczyć dla np. 15-letniego chłopaka. Często po wizytach u lekarzy czułem się beznadziejnie. Myślałem sobie, że to co mi się przytrafiło jest niesprawiedliwe i że mój koszmar nigdy się nie skończy. Zastanawiałem się dlaczego nie mogę być zdrowy tak jak inni. W tych ciężkich momentach najbardziej pomogli mi rodzice i bliscy. Wydaje mi się, że to właśnie dzięki nim nigdy całkowicie się nie poddałem i pozostała we mnie wiara w to, że kiedyś będzie lepiej. Z biegiem czasu moje nastawienie do tej sytuacji zmieniało się. Zaakceptowałem to, że wypadek przytrafił się mi i przestałem za to obwiniać cały świat, Boga czy też los. Jedyne na czym mi realnie zależało, to przezwyciężenie mojego problemu. Przestałem się przejmować opiniami lekarzy, gdy nie byli mi w stanie pomóc. Wierzyłem, że pewnego dnia będę miał piękny uśmiech. Z drugiej strony, stałem się bardzo cierpliwy. Nie skupiałem się ile jeszcze czasu musi minąć zanim osiągnę swój cel, patrzyłem po prostu na moje działania jak na kolejne kroki, które mnie do niego przybliżają. A wiedziałem, że na pewno się nie zatrzymam.


I tak po 15 latach, kilkunastu zabiegach operacyjnych, licznych dołkach psychicznych, wielu chwilach wstydu i kompleksach udało mi się – odzyskałem zdrowe zęby i piękny uśmiech. Zaraz po tym, jak wariat zacząłem uśmiechać się sam do siebie, a patrząc w lustro ciągle nie dowierzałem, że to co przez tyle lat było tylko w mojej wyobraźni, teraz stało się faktem. Jednak zęby to tylko widoczna na zewnątrz część tego co na końcu zyskałem. Tak naprawdę to doświadczenie, które może wydawać się negatywne, rozwinęło mnie. Choć często przez nie byłem zdołowany, to właśnie przetrwanie tych najcięższych chwil i przezwyciężanie kolejnych problemów sprawiło, że stałem się silniejszy. Dzięki temu moja wiara pogłębiła się, zamiast na własnym komforcie skupiłem się na wytrwałym dążeniu do celu i nauczyłem się, że nigdy nie można się poddawać. Te lekcje pomogły mi stać się samoświadomym człowiekiem i nie obawiać się kolejnych wyzwań, jakie stawi mi życie.



Według mnie jedyna, prawdziwa ścieżka rozwoju prowadzi przez radzenie sobie z ciężkimi sytuacjami jakie spotykają nas w życiu. Jeśli chcemy urosnąć to musimy podjąć się wyzwania, które przekracza nasze obecne możliwości. Na podobnej zasadzie funkcjonuje między innymi ćwiczenie na siłowni. Najpierw podnosimy ciężar, który sprawia nam trudność. Ta czynność powoduje, że nasze mięśnie się uszkadzają, a my odczuwamy ból. Jednak po treningu następuje regeneracja i uszkodzony fragment mięśnia zostaje nadbudowany, przez co staje się większy i silniejszy, a my na następnych treningach możemy podnosić większe ciężary. Ten sam schemat działa we wszystkich sferach naszego życia. Poradzenie sobie z trudnym doświadczeniem sprawia, że w dłuższym okresie jesteśmy silniejsi i stać nas na więcej. Analizując życiorysy ludzi, którzy odnieśli sukces można dostrzec, że łączy je to, że wraz z czasem są w stanie radzić sobie z coraz większymi ciężarami i nie boją się podejmować kolejnych wyzwań, gdyż wiedzą, że one ich rozwiną.


Dodatkową zaletą ciężkich sytuacji, z którymi sobie poradziliśmy, jest to, że mogą się stać dla nas punktami odniesienia zmieniającymi perspektywę, z jakiej patrzymy na swoją obecną sytuację. Pomaga mi to szczególnie w dwóch momentach:
1. Gdy zaczynam się przejmować drobnostkami – wtedy odnoszę to do dużo większych przeżytych doświadczeń i uświadamiam sobie, że tak naprawdę jest to coś nieistotnego
2. Gdy mam dużo stresu i gdzieś wewnątrz pojawia się myśl „nie dam rady” – przypominam sobie wtedy, co już przeżyłem i wiem, że skoro w tamtej ciężkiej sytuacji sobie poradziłem to teraz też mi się uda
Z naszej historii może płynąć niesamowita energia pozwalająca w jednej chwili zmienić nasz odbiór tego co się dzieje dookoła, a dzięki temu dać spokój i pewność siebie.


Obserwując otoczenie widzę dwa główne typy osób, które w różny sposób radzą sobie z trudnymi doświadczeniami. Pierwsi, to ci, którzy akceptują swoje problemy, biorą je na przysłowiową „klatę” i skupiają się na tym, co sami mogą zrobić, żeby poprawić sytuację. Po przetrwaniu najtrudniejszego idą naprzód i są rozwinięci. Drudzy natomiast obwiniają przede wszystkim los i okoliczności za to co ich spotkało, użalają się nad swoją pozycją, przyjmują bierną postawę, a nawet jak podejmują się prób zmian to szybko się poddają. To sprawia, że latami pozostają w tym samym miejscu. Jednak nie taki jest sens naszej egzystencji. Naturalnym kierunkiem życia ludzkiego jest rozwój. W tym celu musimy stawiać czoła ciężkim sytuacjom i mieć świadomość, że tak naprawdę są one wyzwaniami, dzięki którym rozwiniemy się. W długim okresie nasze problemy przeminą, jednak my będziemy bogatsi o lekcje, które z nami pozostaną. Dlatego nie życz sobie żeby było łatwiej. Życz sobie, żeby stać się silniejszym.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć