Wakacje zlecą szybko i niebawem kolejne maluchy rozpoczną mierzenie się z pierwszym etapem drogi do edukacji. Jak rzekł Robert Fulghum: Wszystkiego, co naprawdę powinienem wiedzieć, nauczyłem się w przedszkolu – o tym jak żyć, co robić, jak postępować, współżyć z innymi, patrzeć, odczuwać, myśleć, marzyć i wyobrażać sobie lepszy świat… Dlatego warto wybrać dla swego dziecka przedszkole, które nauczy je żyć w pełni zgody ze światem. Czemu warto, by było to przedszkole leśne?

REKLAMA
O tym, jak dalecy staliśmy się naturze w efekcie wychowania z daleka od jej wszelkich śladów, już pisaliśmy poruszając właśnie temat leśnych przedszkoli - artykuł znajdziecie tutaj: http://ulicaekologiczna.pl/dzieci/forest-preschool-gardens-lesne-przedszkola/
Czemu zatem raz jeszcze wracać do tematu? Bo są już realne szansa na skorzystanie z takiej formy edukacji przedszkolnej i u nas, w Polsce. I jeżeli ktoś jeszcze wątpi co do drogi, w której stronę chciałby skierować swe dziecko, warto by rozważył, czy nie skorzystać z oferty coraz śmielej rozwijającego się w naszym kraju leśnego trendu w edukacji przedszkolaków.
Pod gołym niebem? Oczywiście, że tak – dla zdrowia!
Może nam się wydać to szokujące. Brak solidnego budynku, bezpiecznych sal z miękkimi dywanami oraz wyposażeniem w edukacyjne pomoce – zamiast tego wiata lub barak ustawione po prostu w lesie, nieograniczone ścianami, krzesłami, meblami. I tak właśnie zajęcia prowadzone są przez cały dzień i cały rok na świeżym powietrzu. Pomijając oczywiście skrajnie trudne warunki pogodowe, gdy przedszkola zapewniają dzieciom bazę przed nimi zabezpieczoną. Las, polana, ogród – to właściwe miejsce przebywania przedszkolaków. To, co przeraża wielu rodziców, którym pojawiają się mroczne wizje wiecznie chorych, zmokniętych na deszczu dzieci, zupełnie rozmija się z prawdą o funkcjonowaniu przedszkolaków spędzających ogrom czasu na powietrzu. Dzieci takie zahartowują się i chorują rzadziej. Potwierdziły to doświadczenia przedszkoli leśnych z powodzeniem funkcjonujących w świecie: Skandynawia, Wielka Brytania, Niemcy, Szwajcaria, Czechy oraz Stany Zjednoczone, Kanada i Japonia. Polskie dzieci są przegrzewane – znane porzekadło w krajach, gdzie najwięcej jest polskich emigrantów, brzmi: Po czym rozpoznać polskie dziecko? Po czapce! Zwyczajowe jest też w naszym kraju zamykanie dzieci w ciepłych pomieszczeniach, gdy zaczynają się pierwsze chłody. To wszystko rozhartowuje i pozbawia naturalnej odporności. Tę zyskują dzieci w leśnych przedszkolach, spędzające minimum 80% czasu na powietrzu. Otyłość – choroba w dzisiejszej rzeczywistości tak powszechna wśród dzieci, związana właśnie z siedzącym trybem życia maluchów przed komputerami i ekranami telewizorów. W przedszkolu leśnym nikt nie siedzi – okazji do spalenia kalorii jest cała moc i wszystko to odbywa się niepostrzeżenie, bez zaplanowanych zajęć gimnastycznych. Nie trzeba również gimnastyki korekcyjnej, by dzieci nie miały wad postawy.
Pod gołym niebem? Oczywiście, że tak – dla zabawy i nauki!
Brak zabawek, brak pomocy edukacyjnych, brak wszystkiego, co dla sprawnie działającego przedszkola zdaje się być nieodzowne – a jednak w przedszkolach leśnych wrze i się dzieje. I to niezależnie od pory roku! Na wolnym powietrzu zawsze znajdzie się coś inspirującego. Często im mniej sprzyjająca pogoda, tym bardziej twórcza zabawa. Błoto to przecież nie lada pożądany materiał. Dzieci w leśnym przedszkolu, to dzieci szczęśliwe, bo w stereotypowym tego słowa znaczeniu – po prostu brudne. Szkoda jeść posiłek w zamkniętym pomieszczeniu, gdy na zewnątrz tyle się dzieje. Przedszkole leśne chroni dzieci przed dyskryminacją z powodu nieposiadania modnych gadżetów, na którą uskarżają się często rodzice w niejednej zwykłej placówce. Bo co robić z najmodniejszą zabawką w lesie? Nie tylko jest bezużyteczna, ale dodatkowo przeszkadza. W terenie ma się pełne ręce roboty; daje się tu dzieciom zielone światło na samodzielność i podejmowanie wyzwań, mogą one same wybudować sobie szałas, przebrnąć przez strumień. Doznania, którym dzieci stawiają czoło, budują ich pewność siebie i rozwijają funkcje motoryczne lepiej malowanie szlaczków. Podejmując wyzwania, dzieci uczą się samodzielnie oceniać ryzyko i rozwiązywać niespodziewane problemy. Ich nauczycielem jest przyroda. I to taka mniej przystępna niż ta parkowa, na placu zabaw. Tu można się przewrócić, wpaść w głęboką kałużę i stracić kontrolę. Co więcej, w tej przyrodzie napotyka się inne istoty żyjące – i jest to okazja do wielu przygód i nabycia poczucia bliskości z żywą naturą. Można nauczyć się, jak z nią zgodnie współżyć i nabyć wobec niej szacunku. A po spotkaniach z wolną naturą, pracuje się zwykle na ogródku, którego plony będą uzależnione od zaangażowania małych ogrodników. Poczucie satysfakcji i spełnienia bezcenne, pewność siebie wzrasta wprost proporcjonalnie. Opieka jest bowiem dyskretna i nienachalna, choć baczna – w przedszkolu leśnym musi być więcej strzegących dzieci dorosłych niż w standardowej placówce.
Leśne przedszkola już w Polsce!
Jak było powiedziane na wstępie, istnieje już możliwość posłania dziecka do przedszkola w naszym kraju. Nie bez przyczyny – inicjatywa wyszła od Fundacji Dzieci z Naturą, której członkowie wyznaczyli sobie cel wspierania rozwoju edukacji w plenerze. To, co bowiem w świecie znane jest już od lat sześćdziesiątych XX wieku, u nas dopiero raczkuje. Fundacja Dzieci z Naturą patronuje zatem powstawaniu pierwszych leśnych przedszkoli w Polsce oraz promuje ten nurt. Dlaczego? Padają wprost stwierdzenia o zespole deficytu natury powszechnego w dzisiejszych czasach – zdrowie psychiczne nie może być przecież pełne, jeżeli nie uwzględni się w nim środowiska naturalnego.
Tym bardziej krzepiące jest pojawianie się na mapie Polski kolejnego leśnego przedszkola – po krakowskiej Dzikiej Osadzie, Leśnym Przedszkolu z Sulejowa oraz warszawskim Leśnym Przedszkolu z pięcioma oddziałami, teraz startuje warszawska Leśna Droga na ulicy Dewajtis. W niektórych tradycyjnie prowadzonych przedszkolach wprowadza się „leśne elementy”, tak jak w przedszkolu w Brodnicy Górnej.
To cenne. Bez zaglądania w różne zakamarki, włóczenia się po lesie albo łąkach, lub podglądania innych stworzeń po prostu nie będziemy szczęśliwi i nic nam tego nie zastąpi – stwierdził Adam Wajrak odnosząc się do książki „Ostatnie dziecko lasu”. Ubolewanie nad deficytami w dziedzinie ekopsychologii jest tym częstsze, im mniejszy nasz kontakt z naturą. Jeżeli nasze dzieci mają szansę na więcej – skorzystajmy z tego.