Wiele zawdzięczam mojej córce. To jest bardzo długa lista i wygląda na to, że całe życie będziemy ją uzupełniać…

REKLAMA
Dzięki TyTy lepiej rozumiem świat, głębiej się nad wszystkim zastanawiam, zdrowiej jem, zmieniam swoje życie, po prostu – pracuję nad sobą. Razem z nią przechodzę kolejne skoki rozwojowe, każda na swoim własnym obszarze i to niesamowite, jeśli się na to otworzyć, ile rzeczy możemy mieć wspólnych.
Jedna rzecz tylko ciągle mi nie wychodzi – ciągle i niezmiennie się sobą nie zachwycam. Nie potrafię. Zachwyca mnie TyTy i cały świat wokół, każdy listek, mrówka i chmurka. Na serio jesteśmy w tym razem. Czasem się nie dziwię, że TyTy myśli, że mam tyle lat co ona…
Myślałam, że ten wspólny zachwyt nad istnieniem i samą TyTy wystarczy, aż przeczytałam pewien post na blogu Codziennik Feministyczny (Codziennik Feministyczny), który później zniknął. Post, którego tytułu niestety nie pamiętam, mówił o tym, że to jak się widzimy i pozwalamy mówić o sobie innym, przekazujemy swoim córkom.
Jeśli myślimy o sobie gruba, brzydka, głupia, beznadziejna, no ona też tak zacznie o sobie myśleć. Też będzie się ciągle odchudzać, uważnie przyglądać każdej zmarszczce i fałdce, porównywać z czasem ludziopodobnymi zdjęciami modelek w kolorowych magazynach. Nie będzie potrafiła wierzyć, że naprawdę najważniejsze jest ciekawe wnętrze i poczucie humoru. Czy chcę dla niej takiego życia? Wiadomo, że nie…
Ostatnio przeglądałam zdjęcia z zeszłego lata i jedno szczególnie zwróciło moją uwagę...
logo
TyTy i Mama

Spojrzałam uważniej na TyTy. Na jej ramionka, na to jak stoi, jaką ma okrągłą, kochaną buzię i miękkie blond włoski. Jaka jest śliczna, jaka piękna, jedyna i niepowtarzalna… i pomyślałam nieśmiało – jak ja.
http://tytyimama.pl/mamo-jestes-taka-ladna/