![Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/bride-groom-matrimony-wedding-690292/]Unsplash[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#download_terms]CC0 Public Domain[/url]](https://m.mamadu.pl/dd1b7bccdaa41d6b2feba93620c674f0,1500,0,0,0.jpg)
Dlaczego kobiety ciągle narzekają na swoich mężów? Wiecznie słyszę “a mój to nie robi zakupów”, “mój nie chodzi z dzieckiem na spacery”, “mój nie prasuje sobie ciuchów”, “mój nie gotuje”, “ mój nie sprząta”... Stop. Drogie panie, prawda jest taka, że w większości same jesteście sobie winne!
REKLAMA
“Kochanie w co mam się ubrać?”
Pyta mąż Kaśki. A ona? Ona codziennie dobiera mu koszulę i krawat do garnituru. I zastanawiam się czy jej mąż jest daltonistą? A może ma problemy ze wzrokiem? A może zwyczajnie nie wie jak wygląda koszula i krawat? No chyba jednak nie!
Pyta mąż Kaśki. A ona? Ona codziennie dobiera mu koszulę i krawat do garnituru. I zastanawiam się czy jej mąż jest daltonistą? A może ma problemy ze wzrokiem? A może zwyczajnie nie wie jak wygląda koszula i krawat? No chyba jednak nie!
Kasia od lat go ubiera. Na początku małżeństwa lubiła to. Jacek - jej mąż, był samodzielnym, normalnym, zdrowym facetem. Ale Kasia usilnie starała się angażować w jego zakupy. Początkowo pomagała mu wybierać kolor, krój, sklep. Takie zwykłe doradzanie. Jednak z czasem Kasia zdobywała coraz większy wpływ na kształt jego garderoby. Gorzej, ten pewny siebie facet, kilkukrotnie skrytykowany przez swoją małżonkę co do swojego ubioru, zaczął mieć wątpliwości.
Ich modowa przepychanka nie trwała długo. Kasia szybko wcieliła się w rolę stylistki, która dokładnie zna się na swojej profesji i zdominowała tę dyscyplinę, powodując tym samym, wycofanie swojego Jacusia z podejmowania decyzji odnośnie stroju.
Katarzyna! Pytam się - jak mogłaś to zrobić? Kaśka nie jest już na etapie “o jak super, że wybieram mu ciuchy, lubię go w tym kolorze”. Teraz jest na wyższym etapie “jak mnie wkurza, że on codziennie pyta o to samo - Kochanie, w co mam się ubrać?”. Pewnie powiecie, że Jacek ma swój rozum i powinien postawić się Kasi. Ale Jacek zapytany o to, dlaczego sam nie potrafi się ubrać, odpowiada (w zasadzie całkiem logicznie) - “Kasia wie lepiej”.
Katarzyno sama jesteś sobie winna. Wiesz lepiej więc teraz cierp! Albo usiądź, któregoś dnia i pogadaj z Jackiem. Może jednak są w nim resztki samodzielności garderobianej?
“Zapytaj mamy”
Anka, matka trójki dzieci, żona Artura. Patrzę na nich i widzę zgodne, fajne, młode małżeństwo. Jednak na jednym z wyjazdów ona dostaje furii. Wszyscy szybko wycofujemy się z pola rażenia, bo Anka nas trochę przeraża. Potem dowiaduje się o co poszło.
Anka, matka trójki dzieci, żona Artura. Patrzę na nich i widzę zgodne, fajne, młode małżeństwo. Jednak na jednym z wyjazdów ona dostaje furii. Wszyscy szybko wycofujemy się z pola rażenia, bo Anka nas trochę przeraża. Potem dowiaduje się o co poszło.
Ania od lat wścieka się na męża, że nie potrafi sam zdecydować, gdy dzieci go o coś pytają. Od najprostszych pytań “Tato jakie są płatki do mleka”, przez te nieco trudniejsze “Tato, mogę iść na noc do kolegi?”. Artur, nauczony życiem i zachowaniem Anki, zawsze używa jednego, prostego zdania “Zapytaj mamy”.
I w sumie nie dziwię się, że może to ją denerwować, w końcu dzieci mają ojca i matkę (oboje inteligentni i raczej zgodni). Jednak Anka lubi mieć kontrolę i uważa, że jej mąż często pozwala dzieciom na rzeczy, z którymi ona się nie zgadza. Artur bardzo kocha swoją Anię (pewnie boi się tych ataków furii, wcale mu się nie dziwię) i nie lubi się z nią kłócić. Więc przy drugim dziecku, gdy kolejny raz się nie zgodzili w pewnej kwestii, postanowił odpuścić i dla świętego spokoju pozostawić Ani możliwość wyboru. Ania początkowo zadowolona z takiego stanu rzeczy, nie przewidziała, że na dłuższą metę to wyjątkowo męczące i może się przenieść także na inne sfery życia. Dziś jest na etapie “nie wiem, mam to w dupie”, to ostatni etap po “a ojciec nie może sam zdecydować?”.
Anka, kobieto! Opanuj się. Sama przyzwyczaiłaś męża, wielokrotnie udowadniając mu, że nie ma racji, a jego decyzje są złe, a nawet jak nie złe, to nie takie jak twoje. Kto tu jest winny? Myślę, że ty Aniu i mam nadzieję, że to widzisz!
“Kochanie podłączyć Ci odkurzacz?”
To jest moje ulubione zdanie. Michał już nie pyta Zośki, czy posprzątać, odkurzyć lub wyprasować. Kiedyś, owszem, sam to robił i nie potrzebował zachęty lub podziału obowiązków. Wiedział kiedy nastawić pralkę, jak rozwiesić pranie i je potem wyprasować, a także jak odkurzyć i gdzie leży ścierka do kurzu. W zasadzie zawsze był zwolennikiem podejmowania inicjatywy, jeśli chodzi o sprawy związane z prowadzenie gospodarstwa domowego (facet marzenie!).
To jest moje ulubione zdanie. Michał już nie pyta Zośki, czy posprzątać, odkurzyć lub wyprasować. Kiedyś, owszem, sam to robił i nie potrzebował zachęty lub podziału obowiązków. Wiedział kiedy nastawić pralkę, jak rozwiesić pranie i je potem wyprasować, a także jak odkurzyć i gdzie leży ścierka do kurzu. W zasadzie zawsze był zwolennikiem podejmowania inicjatywy, jeśli chodzi o sprawy związane z prowadzenie gospodarstwa domowego (facet marzenie!).
Jednak Zofia, idealna kobieta, perfekcjonistka, skutecznie, latami udowadniała mu, że wszystko robi źle. “Co z tego, że odkurzy skoro muszę po nim zawsze poprawiać?”. Pytam więc, któregoś dnia Zośkę, co on robi źle. “Jak to co? Nie starł szafki pod telewizorem (myślę - no rzeczywiście dramat…), nie zaprasował mankietów w dwóch koszulach (myślę - jezu facet wie co to żelazko i jeszcze potrafi sam prasować! Mankiety? No wariatka!)”. I tak Zofia pokazała Michałowi jak niewiele wie o pracach domowych, a już na pewno o ich poprawnym wykonaniu.
Michaś, nie dziwię ci się chłopie, jak też bym zastrajkowała, gdyby ktoś mnie tak krytykował. A niech Zośka sama sobie sprząta!
Przykłady mogłabym mnożyć. Kobiety lubią się rządzić, lubią mieć kontrolę i choć tak często mówią, że są za równym podziałem obowiązków w domu, to jednak rzadko się do tego stosują w praktyce. Nie mówię, że tak jest w każdym związku, ale niestety w większości tak jest. Kobiety, mężatki, partnerki. Wychowujecie swoich mężczyzn, zamiast z nimi współpracować.
“Nie skręcaj tutaj, pojedź tamtędy, bo jest szybciej”, “nie gotuj tych pomidorów tak długo”, “źle parzysz kawę”, “co ty wybrałeś na prezent?", "daj zrobię to za ciebie”, “jak mogłeś to kupić? Nie kupujemy takiego makaronu”. I tak dalej… Zdarza się wam tak mówić? Oj na pewno często! Tylko problem polega na tym, że jeśli raz, czy dwa zwrócimy uwagę lub powiemy co się nam nie podoba, to nie ma problemu. Jednak jeśli ciągle narzekacie, krytykujecie, udowadniacie, że robicie coś lepiej, to błagam, nie marudźcie potem na swoich facetów. Odwróćcie sobie sytuację. Gdyby to was tak krytykowano, to co byście zrobiły? Walczyły i się kłóciły, czy pewnego dnia odpuściły?
Wychowujecie mężów na sieroty, które nie potrafią nic zrobić bez waszej pomocy. Wiecie czyja to wina? Wasza! A wy panowie, proszę was, miejcie czasem trochę więcej asertywności. Postawcie się, tak po męsku! Faceci do żelazek i mopa, baczność!
