Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1HTJNFf]Katsuhito Nojiri[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC BY[/url]
Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1HTJNFf]Katsuhito Nojiri[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC BY[/url]

Wakacje. Urlop. Myślisz “w końcu odpocznę”, “nareszcie nie muszę nic robić, tylko odpoczynek”. Leżysz i marzysz, aż tu nagle skacze na ciebie (centralnie na żołądek) 15 kilo szczęścia, które zabierasz ze sobą. I uświadamiasz sobie w tym momencie, że w twojej wizji zabrakło jednego - twojego dziecka!

REKLAMA
Cieszyłam się na ten urlop, naprawdę długo czekałam, żeby w końcu gdzieś wyjechać. Olać pracę, olać przyjaciół, po prostu wyciągnąć nogi na leżaku i nic nie robić. Cieszyłam się też, że jadę z dzieckiem. Pierwszy raz, nasze wspólne wakacje, tylko ja i ona. I dziadkowie - na wszelki wypadek, gdyby moja wspaniała wizja okazała się utopią.
“Mamo, kocham cię. Ja chce być tylko z tobą” - usłyszałam w dzień wyjazdu. Pomyślałam, że kocham moje dziecko za tę bezgraniczną miłość do mnie - matki zupełnie nieidealnej. Uśmiechnęłam się (na twarzy i w duchu) i zabrałam się za pakowanie. Nic nie zwiastowało katastrofy, która miała nastąpić… Zaczęło się niepozornie. Wyznanie miłości oznaczało, że moja córka nie odstąpi mnie na krok (dlaczego nie wiedziałam tego wcześniej?!).
Scena 1. Lotnisko
“Szybko nie zdążymy!”, “Gdzie są paszporty”, “Mamooo siku!”, “Mamo pić!”, “Bagaż jest za ciężki, przepakowujemy”, “Mamo kupę!”. Jak to się dzieje, że dzieciom zawsze chce się siku wtedy, gdy jest to najgorszy z możliwych momentów. Dlaczego zawsze w takich sytuacjach nie ma w pobliżu toalety? Czy to jakaś zła karma matek? Nigdy tego nie zrozumiem.
Po trzeciej z kolei wizycie w łazience (na szczęście na Okęciu jest czysto, a w toaletach wisi papier) nadeszła pora na “Mamo jestem głodna”. I nie ma znaczenia to, że córka zjadła śniadanie (wielkie śniadanie) kilkadziesiąt minut wcześniej. Ona jest głodna właśnie teraz, gdy jest odprawa. I tłumaczysz, i silisz się na “umowy”, i mówisz, że za 10 minut, tracisz resztki swojej rodzicielskiej konsekwencji i idziesz na układ: święty spokój za paczkę żelek. Udaje się. Myślisz: "przecież są wakacje". Trudno. Zje na drugie śniadanie żelki. Raz nic jej się nie stanie.
Scena 2. Samolot
“Mamo piiić!”. Słuchasz tego i myślisz: "no tak najadło się żelkowych glizd, to teraz musi popić". To logiczne. Spragnione dziecko jest jak dziecko śpiące - nie do zniesienia. Więc dajesz soczek i sprawa załatwiona. “Mamo, nudzi mi się…”. Ach, jesteś jedną z tych pomysłowych mam i zaopatrzyłaś się na drogę w zestaw do rysowania, gry i zabawy, zabrałaś też pokłady cierpliwości, kreatywności i spokoju.
Zabawa trwa w najlepsze. Dokładny czas skupienia uwagi na jednym zajęciu wynosi u mojej córki 5 minut. Tyle potrafi usiedzieć w miejscu wykonując jedną czynność. Trudno…Są wakacje, trzeba wyluzować.
Lot trwa jedynie dwie godziny, a ja czuję się jakby trwał 20. Moja głowa z czasem odmawia posłuszeństwa i notoryczne odwracanie się do córki zaczyna przyprawiać mnie o mdłości. Jednak nie daję się. Nie ma mowy, żeby moje wyczekane wakacje rozpoczęły się od wymiotowania, zwłaszcza, że tanie linie lotnicze nie gwarantują żadnej intymności, tym bardziej w trakcie rzygania.
Przechodzi. Córka zasypia, oczywiście w trakcie schodzenia do lądowania, co rozpościera przede mną wizję dźwigania jej przez całą odprawę… Biorę ją na ręce, a mdłości szybko przechodzą. Przytulam i czuję zapach jej włosów. Dzieci tak pięknie pachną.
Scena 3. Hotel
Czy znacie ten moment, gdy przylatujecie do ciepłych krajów i okazuje się, że słowo “upał” nabiera nowego znaczenia? Zwłaszcza dla matki, która dźwiga swoje dziecko, jest w jeansach i koszulce z długim rękawem, z trzema torbami i otwartym soczkiem ze słomką, z którego co chwilę coś kapie… Znacie to? Ja znam. Koszmar...
Scena 4. Basen
“Nie biegaj wokół basenu!”. To najczęstsze zdanie, które wypowiedziałam na wakacjach. Dzieci biegają, wiem. Są tylko dziećmi i ok, niech sobie biegają. Ale czy akurat na litość boską wokół basenu, po mokrych kafelkach?! Dlaczego one nam to robią?
Za każdym razem, gdy moje dziecko biegało przy basenie, dostawałam gęsiej skórki, a w mojej głowie pojawiała się wizja, jak nagle jedna z tych małych stópek ślizga się, za nią druga, dziecko upada na głowę, wpada do basenu… Nie muszę mówić ile nerwów kosztowało mnie codzienne “NIE BIEGAAAAAAAAJJJJ WOKÓŁ TEGO BASENU!”. Zlituj się nad swoją matką…

Scena 5. Restauracja
Po wszystkich przeżyciach niechęć mojego dziecka do jedzenia lokalnej kuchni wydawała mi się niewielkim problemem. Do momentu, gdy przez kolejne 4 dni nasze menu ograniczało się do makaronu z cukrem. To nie, tego nie, to niesmaczne, to żylaste (jakie?!), to śmierdzi (...), to ble (acha), to robaki (owoce morza)...
Mogłabym tak mnożyć przykłady. Z tego wszystkiego jest jednak jeden wniosek. Nie ma opcji żeby na wakacjach z dzieckiem odpocząć. Wybijcie to sobie z głowy. Ja się umordowałam, wymęczyłam i błagałam codziennie o odrobinę chłodu (śnieeeegu), żeby wybiła 22 (pora spania) i żeby pan barman nalał mi drinka mimo, że all inclusive kończyło się o 22:45, a moje dziecko zasypiało (zawsze) o 22:40...