Życie to seria krótkich historii. Tworzymy je swoim zachowaniem, pamięcią, utrwalamy poprzez powtarzanie. Z tych samych wydarzeń każdy z uczestników może utkać zupełnie inną narrację i każda jest w pełni uprawiona. Takie przyzwolenie na kształtowanie własnej opowieści, narzędzia do tego, by ją współtworzyć, to coś, czego powinniśmy uczyć (się) od dziecka.
REKLAMA
Zalążki osobistych historii
Warsztaty. Grupa kilkunastu dorosłych uczestników i uczestniczek. Przed każdym pusta kartka i jedno wcale nie łatwe ćwiczenie – prośba o zanotowanie 3-5 przykładów przy każdym z punktów. W czterech punktach-pytaniach zawiera się krótki przegląd życia:
• osoby ważne w twoim życiu
• cechy, które sprawiają, że jesteś tym, kim jesteś
• miejsca, które cię ukształtowały
• doświadczenia, które sprawiły, że robisz to, co robisz.
• osoby ważne w twoim życiu
• cechy, które sprawiają, że jesteś tym, kim jesteś
• miejsca, które cię ukształtowały
• doświadczenia, które sprawiły, że robisz to, co robisz.
Ta niepozorna lista to zalążki osobistych historii – obraz motywacji, wpływów, jakim podlegamy, zapisanych w pamięci osób i miejsc. O każdym z zanotowanych haseł można opowiedzieć, przywołując okoliczności, w jakich nabrało znaczenia. I tutaj problem: nie potrafię, nie wiem jak. Głębokie przekonanie, że opowiadanie historii to domena literatów albo filmowców działa jak hamulec. A przecież będąc dziećmi mamy w sobie wolność, z której rodzą się fantastyczne historie! Aby otworzyć się na to ćwiczenie, przywołuję opowieść kuchenną. Kuchenną, bo właśnie tam, przy stole spotykam się z rodziną na wspólne posiłki.
Przy kuchennym stole
Odkąd okryliśmy roli papieru w Ikei, chętnie rozwijamy duże arkusze na naszym stole. Każdy może tam notować, rysować, przyklejać, co chce. Nowy arkusz jest jak pole oprószone świeżym śniegiem - jasny i bez skazy, otwarty na naszą wyobraźnię. Zapisane arkusze znikają w koszu z makulaturą, zostawiając nutkę żalu za wykreowanymi światami. Czasami jakiś fragment zostaje wyrwany lub wycięty przez któregoś z domowników. Ja zdecydowałam się zachować notatki z rozmowy z synem. Widzieliście kiedyś 4-latka głodnego jak wilk?
Edgar pochłania drugą porcję płatków z mlekiem, aż mu się uszy trzęsą. Jestem zaskoczona, bo nie mówił wcześniej, że jest głodny, więc pytam: „Dlaczego nie mówiłeś, że jesteś głodny?” A gdy zaczyna odpowiadać, łapię za kredkę i notuję:
Nic nie mówiłem, bo uszy spały i się nie obudziły. Spały tak zwinięte w rulonik. Śniły im się trzy dalmatyńczyki – suczka i szczenięta. Te dalmatyńczyki wspinały się na wyścigi po drabince. Wygrał Maksio. Potem uszy się obudziły, bo usłyszały, że Edgar jest głodny.
Notując, zadaję kilka pomocniczych pytań przy nowych wątkach: Co robiły psy? Co było później? Dosłownie 2-3 pomocnicze pytania, które pozwalają się historii toczyć. Rezultat zaskakuje mnie do dziś. Wyławiam elementy naszej wspólnej rzeczywistości - dalmatyńczyki to być może te, które często spotykamy rano w drodze do przedszkola. Wyścigi na drabikach – widzę czasami, z jakim zapałem Edgar wspina się na drabinki przed treningiem. Nie wiem, czy wszystko znajduje swoje odbicie w rzeczywistości, ale nie ma to znaczenia. Fascynuje mnie, jak z drobnego wydarzenia kilkulatek potrafi stworzyć na wpół realistyczną, na wpół fikcyjną opowieść. I chcę, aby zachował te umiejętności na zawsze, ale też chcę czerpać z tego, z jaką lekkością to robi.
Życiowa opowieść
Radości z tworzenie historii, które składają się na większą, życiową opowieść (bo czym innym są doświadczenia i wspomnienia, jeśli nie kawałkami tej opowieści?) możemy uczyć (się) od dziecka. Uczyć się od dziecka – od najmłodszych lat, uczyć się od dziecka - pobierać nauki od najmłodszych ludzi obecnych w naszym życiu, uczyć od dziecka – przekazywać latoroślom historie, namawiać je tworzenia własnych, wspierając ten proces.
Już dziś jest to wspomnienie, do którego bardzo lubię wracać - wspólne wydobywanie historii przy kuchennym stole. Być może kiedyś będzie to część wspomnień Edgara. Wszystkich opowieści nie zapamiętamy, za to wykonując na własny użytek takie proste ćwiczenie jak to opisane powyżej, otwieramy się na te tkwiące w nas, dając im (i sobie) nowe życie.
Ćwiczenie opisane powyżej pochodzi z książki „Digital storytelling. Podręcznik dla edukatorów”
