
Jest taki jeden film, którego seanse powinny być obowiązkowe już w przedszkolu. WALL-E przypomina o tym, dlaczego jeden Dzień Ziemi na 365 dni w roku to za mało. Lubię tego robota, bo jego przygody z jednej strony pokazują, dokąd zmierzamy zasypując Ziemię tonami śmieci powstałych w wyniku trudnego do zahamowania globalnego zakupoholizmu, a z drugiej – dają nadzieję, że jeszcze zdążymy się opamiętać.
REKLAMA
Ziemia - wielkie, śmierdzące wysypisko
Jeśli jest jakaś dobrze opowiedziana historia proekologiczna dla małych i dużych to właśnie WALL-E. Gdzieś w przyszłości słońce wschodzi oświetlając wieżowce zbudowane z kostek sprasowanych odpadów. Chciałam napisać, że po tej opustoszałej planecie przyszłości przemieszcza się WALL-E, domowy robot porządkujący. Ale to nie do końca prawda. Na Ziemi nie ma ludzi, są jednak nowe formacje górskie ukształtowane przez odpady: zużyte lub niechciane sprzęty, opakowania po jedzeniu, skrawki codziennego życia, które stały się zbędne zbyt szybko. Tak więc Ziemia nie jest opustoszała, jest po prostu brudna, pewnie śmierdząca (wyobraź sobie wysypisko na powierzchni całego globu) i walcząca o siebie, co widać dzięki niewielkiej, zielonej roślince.
Kosmos może być za mały
Tyle tytułem zachęty do obejrzenia filmu. To, co mnie niezmiennie porusza (a mój syn uwielbia wracać do tego filmu, wiec oglądaliśmy go razem kilkanaście razy), jest prostota przekazu. Niemal na wszystkich sprzętach, budynkach, rzeczach widocznych w filmie jest logo wymyślonej korporacji o nazwie Buy N Large – kupuj i dużo, właściwie kupuj bez opamiętania i bez opamiętania wyrzucaj. Nawet Ci, którym udało się zbiec z Ziemi na wygodnym statku, choć zmienili miejsce pobytu, nie zmienili nawyków – konsumują niczym maszynki, tyjąc przy tym, głupiejąc i zaśmiecając kosmos.
Przekaz jest prosty: bez zmiany nawyków może się okazać, że i tego nieskończonego ponoć kosmosu braknie na wytwarzane przez nas śmieci. Chodzi o to, aby pójść jednocześnie w dwóch kierunkach: kupować mniej i rozważniej, a gdy się czegoś pozbywamy, robić to odpowiedzialnie. Ruszyło mnie to przy okazji zbiórki elektrośmieci, którą miałam okazję współorganizować. Było tam wszystko: telefony komórkowe sprzed dekady, kilometry kabli, wiekowe lodówki. Dobrze, że trafiły na tę zbiórkę, bo dzięki sprzedaży tego sprzętu do profesjonalnego recyklingu zyskają chore dzieciaki, ale naszło mnie pytanie: ile jeszcze takich skarbów ma swoje ciepłe gniazdka na strychach, w piwnicach, w szufladach? Ile tych pełnych freonu starych lodówek zmienia się w tykające bomby? Ile dziecięcych zabawek na baterie ląduje w zwykłych koszach, bo mało komu przychodzi do głowy, że to też elektrośmieci?
Ogarnij elektrośmieci
Co roku w Europie przybywa ponad 10 milionów ton elektroodpadów. 10 milionów ton. Co roku. I chociaż w tych śmieciach czają się cenne surowce, żeby coś z nich wyciągnąć, najpierw trzeba je wyciągnąć z domów zbieraczy, zapominalskich i nieświadomych. Ciężka sprawa, mimo że przepisy dość jasne:
1. Jak coś ma znaczek przekreślonego kosza na śmieci, to znaczy, że nie możesz tam wyrzucić danej rzeczy.
2. Jak kupujesz duży sprzęt od domu (lodówka, pralka), dostawca ma obowiązek przyjąć twój stary sprzęt i jest odpowiedzialny za jego prawidłowy recykling
3. Jak masz zużyte telefony, odtwarzacze mp3, DVD i inne cuda, z których nie korzystasz to je oddaj tym, którzy chętnie skorzystają. A jak te sprzęty są zepsute i nie ma widoków na naprawę (serio, jeśli przez ostatnich kilka miesięcy się nie ruszyłeś się, aby to zrobić, raczej w przyszłości się nie ruszysz) – po prostu oddaj do punktu zbiórki.
1. Jak coś ma znaczek przekreślonego kosza na śmieci, to znaczy, że nie możesz tam wyrzucić danej rzeczy.
2. Jak kupujesz duży sprzęt od domu (lodówka, pralka), dostawca ma obowiązek przyjąć twój stary sprzęt i jest odpowiedzialny za jego prawidłowy recykling
3. Jak masz zużyte telefony, odtwarzacze mp3, DVD i inne cuda, z których nie korzystasz to je oddaj tym, którzy chętnie skorzystają. A jak te sprzęty są zepsute i nie ma widoków na naprawę (serio, jeśli przez ostatnich kilka miesięcy się nie ruszyłeś się, aby to zrobić, raczej w przyszłości się nie ruszysz) – po prostu oddaj do punktu zbiórki.
A zupełnie poza przepisami, za to w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem: nie kupuj tego, czego nie potrzebujesz tylko dlatego, że wielka płachta w centrum miasta ci mówi, że trzeba. Już tłumaczę z emocjonalnego na polski: to, że Samsung ci pokazuje nowy telefon na paskudnej wielkoformatowej reklamie, nie znaczy, że masz tę reklamę sponsorować kupując reklamowy gadżet. Lepiej korzystaj z tego, co masz, a jak nie korzystasz - podziel się z innymi.
Ufff, ulżyło mi trochę. Ziemi, mimo jej niedawno obchodzonego dnia też by się przydało ulżyć;)
