Lojalnie ostrzegam - to nie jest post dla perfekcyjnych pań domu. To post dla tych, którzy lubią się rozsiąść na dywanie z komputerem na kolanach, pograć w PacMana, trochę poklikać i powspominać. Zainteresowani?
REKLAMA
Z cyfrowymi gratami zżerającymi miejsce na dyskach, pendrive’ach, w chmurach, jest tak samo jak z tymi zapełniającymi przestrzeń mieszkań: to twój bajzel (sam się nie zrobił;) ) i ty możesz nad nim zapanować. Do niedawna miałam na dysku komputera folder zatytułowany 'bałagan'. Leżał tam od miesięcy i nagle znikł. Po prostu kliknęłam przenieś do kosza... Nim to się jednak stało, przeszłam przez kolejne fazy chaosu i zwątpienia. Nie było lekko, ale bywało zabawnie.
Skąd ten bałagan?
Po pierwsze musisz wiedzieć, że nim dotarłam do stadium 'bałagan' na tym samym dysku panował chaos. Były tam wprawdzie foldery z nazwami dającymi pozory ogarniania sytuacji, ale nie dajmy się zwieść - to był CHAOS. Sterty filmów, stare i nowsze zdjęcia w zatrważających ilościach, tysiące plików o zamierzchłych datach utworzenia. Ratuje mnie chyba tylko to, że nie jestem grafikiem ani filmowcem - większość moich plików to dokumenty tekstowe, czasami PDF-y, e-booki, muzyka. Nie zajmują tyle miejsca, co projekty graficzne i audiowizualne. Mimo to bez trudu zapełniałam nimi kolejne setki GB.
W fazie chaosu usuwanie plików jest zaskakująco proste - wiele tam oczywistych śmieci (puste foldery, niewyraźne filmiki zgrane z telefonu), które bez wahania wrzucasz do kosza, dziwiąc się, że w ogóle trafiły na twój dysk. To co zostanie po odsianiu tych materiałów możesz swobodnie wrzucić do folderu 'bałagan'. To znacznie lepsza nazwa niż np.: 'dysk E', bo przynajmniej wiesz, że kiedyś trzeba będzie się nim zająć. Pozorną ulgę może przynieść przerzucenie tych danych na dysk zewnętrzny. Pozorną, bo to trochę jak zamknąć rzeczy w szafie i - przytrzymując drzwi tyłkiem - mieć nadzieję, że nic się nie wysypie, gdy zrobisz krok do przodu. Wierz mi, wysypie się. Może na przykład rozwalić się w drobny mak, gdy ten dysk spadnie z dużej wysokości, a Ty nawet nie będziesz mieć pojęcia, co straciłaś, bo po prostu traktowałaś to urządzanie jak szafę bez dna, wkładając do niej kolejne rzeczy. Cyfrowe graty biorą się z tych samych “na wszelki wypadek”, “fajne to!”, “zajrzę do tego później”, co przedmioty trzymane w garażach, piwnicach, magazynach.
Rezultat? Za każdym razem, gdy to widziałam, gdy otwieram dysk z zamiarem uporządkowania cyfrowej teczki, wolałam pograć w PacMana. Okazuje się, że to bardzo użyteczna gra. Nie tylko świetnie się sprawdza, gdy koniecznie chcesz uciec przed sensownymi zadaniami i wpędzić się w wyrzuty sumienia, ale ma kilka prostych zasad, które dały mi do myślenia. Kropki -PacMan zjada je wprawdzie szybko, ale zawsze jedną po drugiej. Jedna plansza, jeden kęs, jedna kropka. Dostaje nagrody, przenosi się na kolejne poziomy. Wspaniała sprawa i nawet dziecko radzi sobie z zasadami tej gry. Postanowiłam więc zostać PacWoman i zamiast kropkami, zająć się plikami ze swojego komputera.
PacWoman w akcji
Jak w klasycznej wersji PacMana - ograniczyłam zakres działania. Skupiłam się na folderach i plikach znajdujących się na dyskach twardych, pendrive’ach, danych w chmurze. Na inną grę odkładam pozostałe elementy cyfrowego bałaganu (programy, aplikacje, media społecznościowe, poczta itp, itd.) oraz porządkowanie zdjęć. Kasowanie zdjęć, podobnie jak minimalizowanie księgozbioru to oddzielna kategoria, bo wiąże się z wieloma sentymentami - w pierwszej fazie stosuję rozwiązanie pośrednie polegając na zgromadzeniu wszystkich zdjęć w jednym miejscu i na tym poprzestaję.
Może to nie jest uniwersalna metoda, jednak u mnie działa, może się sprawdzić u Ciebie. Cyfrowe porządki zaczynam od… stworzenia nowych folderów. To nie żart. Wybrałam kilka haseł-kluczy opisujących moje aktywności zawodowe i hobby i tak nazwałam te nowe foldery. W nich mieszczą się rzeczy, które decyduję się zachować. Reszta ląduje w koszu. Aby sprawnie oddzielić jedne od drugich, przyjęłam kilka założeń:
- wyrzucam wszystkie puste pliki i foldery
- usuwam pliki o tych samych nazwach, zostawiając tylko te z najwyższym numerem wersji/najpóźniejszą datą utworzenia
- układając zachowane pliki działam według schematu: najdłuższa ścieżka to dysk-folder-folder-plik, idealna: dysk-folder-plik
- wyrzucam wszystkie puste pliki i foldery
- usuwam pliki o tych samych nazwach, zostawiając tylko te z najwyższym numerem wersji/najpóźniejszą datą utworzenia
- układając zachowane pliki działam według schematu: najdłuższa ścieżka to dysk-folder-folder-plik, idealna: dysk-folder-plik
Reszta to już klasyczny gameplay. Jedna plansza na raz. W tym wariancie - jeden folder, plik po pliku. Ile zajmie jej przejście i z jakim wynikiem się zakończy - zależy od ciebie. Punkty zdobywasz za usunięte/uporządkowane pliki, bonusy za odcyfrowanie zawartości. Pamiętasz jakiej jakości fotki dekadę temu robiły telefony Nokii? Próbowałaś po kilku latach odgadnąć, co kryje się pod nazwą opis.doc? Nim je zjesz, klikająć 'usuń' albo 'przenieś' (do archiwum), warto sprawdzić, czego się pozbywasz. To może dostarczyć sporo radości, wywołać wspomnienia. Dla mnie było raczej miłym doświadczeniem i chociaż być może wydłużyło proces porządkowania, pozwoliło mi też prześledzić jak zmieniło się moje życie w ostatnich latach.
Bez przesady
Minimalizm w porządkach to także minimalizowanie obciążenia dla samej siebie. Żeby więc było jasne: wiosenne sprzątanie plików i folderów to tylko jeden z obszarów radzenia sobie z tzw. digital declutter. Pewnie wrócę jeszcze do tego tematu, bo w moim dążeniu do prostoty i minimalizmu to, co cyfrowe okazało się być niczym ukryta pod wodą część góry lodowej - ogromna i niebezpieczna. Tymczasem jednak, w ramach wiosennych porządków jeden temat wystarczy. Nawet PacMan może się znudzić;)
