
Często z niecierpliwością czekam, aż dzieci zasną. Wreszcie będzie chwila spokoju. Będę mógł pracować przy komputerze albo zająć się czymś w skupieniu. Nie zawsze jednak jest to takie proste.
REKLAMA
Pamiętam czas, gdy nasze dzieci były niemowlakami. Były takie momenty, w których uciekaliśmy się do białego szumu, czy jeżdżenia wózkiem naokoło domu. Było też noszenie na rękach i oglądanie gwiazd przez okno. To, co jednak najbardziej pomagało w tym wyjątkowym dla dzieci momencie dnia, to bliskość i całkowite poświęcenie im czasu i przestrzeni. Choćby na kilka minut. I cierpliwość.
Czasem nie udało się zrealizować takiego idealnego scenariusza. Różne były tego skutki, tak jak i różne przyczyny. Mam wrażenie, że mojej żonie wychodziło to organicznie. Wieczorne tulenie, karmienie i kołysanki były jak miód na serce naszych maluchów. Ja jednak nie zawsze byłem na posterunku, z książką w ręku, gotowy do wieczornego czytania. Nie zawsze miałem tyle cierpliwości, żeby bawić się wieczorem, po dniu spędzonym w pracy. Maluchy potrafią jednak wziąć sprawę w swoje ręce i zadbać o siebie. Tworzą swój własny, idealny Świat, w którym czują się bezpiecznie. Mają tam siebie, swoich przyjaciół, marzenia i nieograniczoną niczym przestrzeń.
Gdy pewnego dnia nie przerwałem pracy przy komputerze i nie podjąłem wieczornej lektury, Marysia powoli, spokojnie rozłożyła na środku pokoju kocyk, potem ułożyła zabawki, pluszaki i kilka innych niezbędnych rzeczy, a na koniec stwierdziła: "Idę spać z moimi przyjaciółmi". Dodam że miejsce tego wieczornego pikniku było tuż obok mnie. Tym razem wystarczyła moja obecność.
