
Za to zdjęcie dostałem niezłą burę od mamy Franka. Oczywiście nie za fakt fotografowania, ale za to że nasz syn przeziębił się od zimnej wody w naprawdę chłodny dzień.
REKLAMA
Chodziliśmy z Frankiem po Mariensztacie, szukając ciekawych miejsc. On szukał miejsc do zabawy, ja do zdjęć. W tym miejscu połączyliśmy nasze zainteresowania. Mój syn wskoczył na brzeg fontanny i bawił się pryskająca wodą. Początkowo uważał, żeby nie zmoczyć sobie ubrania. Ale wiadomo jak to jest przy zabawie. Szybko pojął absurdalność tego założenia i zdjął z siebie mokrą już koszulkę. Potem, pod prysznic poszły spodnie, buty, włosy, tors... Gdy z pewnością wszystko było już zupełnie przemoczone, znalazł sposób na malownicze rozbryzgi wody. Położył się na rzeźbie, włożył do wody ręce, potem głowę, aż zupełnie zniknął w zimnym strumieniu. Robiłem zdjęcie za zdjęciem, podziwiając jego spontaniczna zabawę. Obydwaj nasyciliśmy się w tym samym momencie. On zaczął marznąć, a ja otrząsnąłem się z tej fotograficznej fascynacji i zdjąłem z siebie koszulkę, żeby go ogrzać po kąpieli. Wróciliśmy do domu. Obydwaj bardzo szczęśliwi.
