REKLAMA
Blog: Wężowy Pamiętnik
Ten wpis bierze udział w konkursie: "Siła rodziców drzemie w blogosferze" - zagłosuj na niego udostępniając go na Facebooku.
logo
„Śmierć jest jedynie przebudzeniem ze snu”
Raka miał...albo rak miał jego...osiadł sobie mu w płucach, i stamtąd to tu, to tam, kap, kap, kap...a potem to już wszędzie był...inwazja zajęła mu 2 tygodnie...szybko.
On palił..dużo..od lat wczesnej młodości...bez przerwy. A gdyby nie palił to zdrowy by był? Czy nie? Takie tam gdybanie. Taki koniec był mu pisany, nie inny...
Odchodził z godnością, na jaką było Go stać. Rita lat 6 wtedy miała. Pamiętam gorąco wtedy było. Słońce prażyło. Wiatr nie chłodził zbytnio. Firanki wisiały nieruchomo. Czy mu to gorąco przeszkadzało? Czy tak w tych boleściach zanurzony, temperatury nie odczuwał?
Mówić przestał już po dniach kilku zaledwie. Nie jadł. Nie pił, aby co mu tą gąbką wodą nasiąkniętą te parę kropel wlewaliśmy do buzi...
Odchodził na naszych oczach, a my w bezsilności byliśmy. Bo spod ziemi byś ten lek wykopał, z głębin oceanów byś wyłowił, gdyby takowy istniał...
Byliśmy przy nim na zmianę. Po kilka osób naraz, bo to wielka rodzina. Dzieci dużo miał, wnuków jeszcze więcej, a i kilku prawnuków. A nie każdemu dane to jest za życia. To chyba szczęście miał? Choć ból większy przy pożegnaniu...tylko z synem jednym się nie pożegnał...Syn daleko, w Emiratach wtedy był...Po śmierci przyszedł we śnie do niego. Powiedzieć "do zobaczenia..i że się nie gniewa, bo i o co?"...
W ten dzień siedziałam przy nim, w nogach jego, obserwując bacznie. Rita koło mnie usadowiła się. Syn kolejny za rękę Go trzymał, poklepując i masując lekko. Syn ten z żoną swą rozmawiał głośno. Co by i On mógł słyszeć...
Oddech, wydech, oddech, wydech, oddech, wydech..serce pracowało już na najwyższych obrotach...To tak jak w tych zegarach starodawnych, nakręcanych...coraz szybciej i szybciej, aby w końcu rozsypać się na części drobne...
Ten moment pamiętam do dziś, jasno, wyraźnie. Bo ja obserwowałam. Nie uczestniczyłam w rozmowie.
Bo jak patrzysz uważnie, to usłyszysz świst tej kosy, dojrzysz ten cień pochylający się nad człowiekiem...Oddech zwolnił...a świat znieruchomiał...tylko to brzęczenie muchy obijającej się o okno słychać było. Na kolejny oddech czekałam ponad minutę. Wtedy kazałam Synowi wezwać wszystkich. Jeszcze trzy czy cztery oddechy nastąpiły...łzy mu z oczu pociekły na policzki, bo i te oczy jeszcze otworzył, a przecież już nie widział...i odszedł. Tak lekko, tak spokojnie, tak cicho.
Chcieli, aby Rita wyszła, aby na to nie patrzyła...Nie zgodziłam się. To jest przecież życie. Jest czas rodzenia i czas umierania. Moim zadaniem jest oswoić z tym moje dziecko. Bo każdego z nas czeka wieczne milczenie. Rita wiedziała, że On umiera. Jej dziadek. Dzieci są bardziej dojrzałe od nas, dorosłych. Dla niej było to coś naturalnego, bolesnego owszem, ale naturalnego. Słowa jakie od niej potem usłyszałam, utwierdziły mnie w przekonaniu, że słusznie postąpiłam. Pozwalając jej być z dziadkiem do ostatniego jego tchnienia. "Mamo, wiesz, ja to już się śmierci nie boję. Dziadziuś tak spokojnie umarł. Jakby Go co dobrego po tamtej stronie czekało."
"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci"
logo